Wygląda na to, że Międzynarodowa Federacja Jeździecka – FEI – po raz kolejny „zgubiła po drodze” jedną z podstawowych zasad, które powinny obowiązywać w sporcie – zasadę „fair play”. Doskonałą tego ilustracją jest kwestia indywidualnych kwalifikacji olimpijskich w „naszej” Grupie C.

 

 

Szerzej temat ten prezentowaliśmy pisząc najpierw o zdobyciu indywidualnego, olimpijskiego biletu przez polskiego skoczka Wojciecha Wojciańca (TUTAJ) oraz nieco później, kiedy okazało się to tylko iluzją (TUTAJ).

Dosyć szczegółową analizę całej sytuacji związanej z systemem olimpijskich kwalifikacji przedstawiliśmy w tekście pt. „W trójkącie sportu, FEI i pieniądza” (TUTAJ).

 

W telegraficznym skrócie: w początkach 2019 roku, FEI w arbitralny sposób zmodyfikowała system kwalifikacji olimpijskich w „naszej” Grupie C. Zamiast jednego startu w Budapeszcie rozegrano drugie zawody kwalifikacyjne w Moskwie. Suma summarum drużyna polska startując w Moskwie w 3-osobowym składzie nieznacznie tylko przegrała z drużyną Izraela. W Budapeszcie zwyciężyła drużyna z Ukrainy, ale żadnemu z jej członków nie udało się nawet w tym zwycięskim starcie wypełnić minimum olimpijskiego, narzuconego przez FEI. Ponieważ do wyznaczonego terminu Ukraińcy nie uzyskali wspomnianego minimum, zgodnie z przepisami drużynową kwalifikację do Tokio zdobyła druga w Budapeszcie ekipa z Czech. Ukraińcom, „w nagrodę” za niewypełnienie olimpijskiego minimum, przyznano jedno indywidualne miejsce z Grupy C. Miejsce, które w bardzo sportowej i bardzo pasjonującej do końca walce zdobył reprezentant Polski – Wojciech Wojcianiec.

Warunkiem wyjazdu do Tokio ukraińskiego jeźdźca było uzyskanie minimum olimpijskiego przez jakiegokolwiek skoczka z tego kraju.

Bardzo długo nic się w tej kwestii nie działo. Z powodu pandemii Covid, Igrzyska Tokio 2020 zostały przełożone na rok 2021. Lockdowny roku 2020 i 2021 wprowadziły spory zamęt w imprezach międzynarodowego kalendarza FEI. Czas leciał, a żaden ze skoczków ukraińskich minimum olimpijskiego nie uzyskał.

 

Aż tu nagle, ni z tego lub owego, w belgijskiej miejscowości Lier w niedzielę 30 maja 2021 roku o godzinie 14:00 rozegrano konkurs dający możliwość zdobycia olimpijskiej kwalifikacji (minimum olimpijskiego). Konkurs, w którym wystartowało 15 zawodników, w tym jeden jeździec z Ukrainy – Oleksandr Prodan.

 

Młody Ukrainiec startuje w młodzieżowej grupie Under 25, ze 130 punktami na koncie zajmuje w Longines Ranking 1197 miejsce. W olimpijskim rankingu Grupy C próżno by jednak szukać jego nazwiska. Próżno też szukać w międzynarodowym kalendarzu zawodów w Lier, podczas których rozegrano wspomniany konkurs.

Warto by chyba wspomnnieć, że belgijskie miasteczko Lier, założone około 760 roku przez św. Gummarusa, powinno zostać światową stolicą „cudów wszelakich”. Tutaj bowiem podczas międzynarodowych zawodów w ujeżdżeniu, w trakcie walki o olimpijski bilet do IO Rio 2016 ukraińska amazonka Inna Logutenkova uzyskała oceny jakie nie zdarzyły się jej nigdy wcześniej ani później. Tutaj też, choć nie ma do dzisiaj tych zawodów w oficjalnym kalendarzu FEI, rozegrano konkurs dający olimpijski bilet młodemu skoczkowi z Ukrainy – Oleksandrowi Prodanowi.

 

Kolejny cud uczyniony przez św. Gummarusa czy może bardziej przez wcale nie „świętą” FEI?