Takimi słowami w ostatni weekend lutego rozpoczęła się konferencja zatytułowana „Ocena i dalsze postępowanie w przypadku kulawizn u koni”, zorganizowana na Wydziale Biologii i Hodowli Zwierząt Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu.

Prelegentką była dr Sue Dyson, której w środowisku weterynaryjnym nikomu oczywiście przedstawiać nie trzeba. Jest ona rozpoznawalnym na całym świecie ekspertem w dziedzinie ortopedii koni, specjalizującym się również w diagnostyce obrazowej (USG, RTG, Scyntygrafii oraz Rezonansie Magnetycznym). Pracuje w klinice Animal Health Trust w Anglii, która jest jednocześnie ośrodkiem badawczym (Centre for Equine Studies). Poza byciem klinicystą, dr Dyson prowadzi badania naukowe, które zaowocowały opublikowaniem w czasopismach naukowych ponad 230 artykułów dotyczących kulawizn oraz diagnostyki obrazowej u koni. Jest jednocześnie współautorką trzech książek. Dwie z nich należą do złotego standardu – są podstawowymi pozycjami każdego lekarza zajmującego się ortopedią – „Diagnozowanie i postępowanie w przypadku kulawizny u konia” oraz „Kliniczna radiologia” („Diagnosis and Management of Lameness in the Horse”, „Clinical Radiology of the Horse”). Trzecia pozycja natomiast to książka o Scyntygrafii („Equine Scintigraphy”) - rozwijającej się w naszym kraju obecnie metodzie diagnostycznej – pozycja, do której coraz większa liczba lekarzy weterynarii będzie na pewno zaglądać.

Dokładnie rok temu spędziłam dwa miesiące na stażu u dr Dyson i miałam okazję przypatrywać się jej pracy. Było to bardzo wartościowe doświadczenie. Dr Dyson jako filigranowa kobieta przełamała wszelkie stereotypy, stając się rozpoznawalnym na całym świecie ekspertem ortopedii koni. Na co dzień pracuje z wykwalifikowanymi technikami, a jej praca charakteryzuje się tym, że wszystkie działania mają swój logiczny porządek. Niejednokrotnie podkreśla, że jej zaplecze jeździeckie (starty w zawodach WKKW na międzynarodowym poziomie oraz trening koni) przyczyniło się do rozwoju weterynaryjnego. Gdy zaczynała studia, kobiet lekarzy weterynarii było jeszcze niewiele.

Konferencja trwała dwa dni. Pierwszy przeznaczony był głównie dla zoofizjoterapeutów, masażystów, hodowców, trenerów, właścicieli koni oraz studentów. Frekwencja dopisała i sala wykładowa była wypełniona do tego stopnia, że spóźnialscy mieli problem ze znalezieniem miejsc. Pojawili się także licznie zainteresowani konferencją lekarze weterynarii, dla których oficjalnie przeznaczony był drugi dzień.
Hasłem przewodnim dnia pierwszego była kulawizna koni, rozumiana jako całościowe zjawisko. Dr Dyson podkreślała przez całe spotkanie znaczenie ciągłej obserwacji: „wszystko powiązane jest z doświadczeniem, trzeba się uczyć widzieć wzorce ruchowe i rozpoznawać dzięki temu, że niektóre sposoby poruszania się i zachowania koni są synonimami ukrytego bólu związanego z układem mięśniowo-szkieletowym. Należy więc patrzeć, obserwować i widzieć coraz więcej. Spójrzcie jeszcze raz, jeżeli nie jesteście pewni”. W ten oto sposób przeszliśmy płynnie do badania klinicznego i wszystkich aspektów z nim związanych. Rozpoczyna się ono zawsze wywiadem z właścicielem, następnie obserwacją konia w spoczynku, palpacją (omacywaniem) poszczególnych struktur anatomicznych oraz oglądaniem konia w ruchu na twardym oraz miękkim podłożu. Po zakończeniu tych etapów najczęściej kolejnym krokiem są znieczulenia diagnostyczne, a następnie mocno rozwinięta już w dzisiejszych czasach diagnostyka obrazowa (RTG, USG, Rezonans Magnetyczny, Scyntygrafia).

Dr Dyson podkreślała, że istotne jest, aby oglądać konia we wszystkich trzech chodach. Oczywistym jest, że kulawiznę niewielkiego stopnia najłatwiej jest zaobserwować w kłusie, ze względu na symetryczność tego chodu. Jednak zdarzają się kulawizny, które będą objawiać się jedynie w galopie – koń będzie np. spontanicznie przechodził z galopu do kłusa, krzyżował, zmieniał nogi, wykonywał tzw. zajęcze skoki (bardzo krótkie wykroki tylnych kończyn), niechętnie szedł do przodu, uwieszał się na wędzidle. Bardzo często przy problemach związanych ze stawem krzyżowo-biodrowym jedynym objawem, jaki obserwujemy, jest pogorszenie jakości galopu, a objawy kliniczne najbardziej widoczne są podczas jazdy pod jeźdźcem.

I tu przechodzimy do kolejnego aspektu wielokrotnie poruszanego przez prelegentkę, mianowicie do badania konia pod jeźdźcem, które zdaniem dr Dyson odgrywa istotną rolę. Niektóre kulawizny dotyczące zarówno kończyn piersiowych jak i miednicznych są widoczne jedynie pod obciążeniem. Ma to duże znaczenie np. podczas badania tὓv (badania kupno-sprzedaż), gdy sprawdzenie konia pod jeźdźcem ma znaczną przewagę nad zobaczeniem go jedynie na lonży. Najlepiej oglądać konia pod obciążeniami porównywalnymi z jego przyszłym przeznaczeniem. Próba taka jest już u nas coraz częściej wykonywana i pozwala wykryć dużo więcej kulawizn. Należy jednak pamiętać o jej ograniczeniach. Mało doświadczony jeździec, o słabej równowadze, może powodować nieregularność ruchu zwierzęcia, a co za tym idzie wrażenie kulawizny. Natomiast doświadczony i dobry jeździec potrafi często zamaskować objawy kulawizny przez działanie pomocami (korekcję postawy konia) i wymuszenie ruchu do przodu.

Pomocna w diagnostyce konia jest także jazda w kłusie na wolcie o średnicy 10 m (oraz podczas jazdy po „ósemce”). Jazda na takim małym kole jest dla konia dużo trudniejsza, częściej będzie można wtedy zaobserwować nieregularności (utraty rytmu, odchylanie na zewnątrz, wpadanie do środka, etc.) – które często są reakcją na ból i próbą adaptacji.

Należy także pamiętać, że kulawizna może manifestować się w różny sposób, nie zawsze oczywisty. Przy obustronnie symetrycznej kulawiźnie kończyn piersiowych lub miednicznych, obie chore kończyny mogą nawzajem znosić obraz kulawizny. W takim przypadku obserwator widzi jedynie skróconą długość wykroku lub/i osłabioną pracę i zaangażowanie zadu (gdy problem dotyczy kończyn miednicznych).

Poruszony został także temat prawidłowego dopasowania siodła do konia. Wczesnymi sygnałami ostrzegawczymi są obolałe mięśnie pleców. Długoterminowymi skutkami pracy z niedopasowanym siodłem są natomiast zaniki mięśniowe – co jest efektem nieprawidłowej pracy i usztywnienia grzbietu. Nie należy zapominać, że siodło powinno być jednocześnie prawidłowo dopasowane do jeźdźca (umożliwia wówczas właściwe stosowanie pomocy i siedzenie w równowadze). Dr Dyson przytoczyła także badania swojego zespołu, które dowodzą, że najczęstszym powodem zsuwania się siodła w jedną stronę podczas jazdy jest kulawizna kończyn miednicznych. Tendencja do zsuwania się siodła może być oczywiście wynikiem jego złego dopasowania, asymetrii w okolicy piersiowo-lędźwiowej u konia etc., ale są to rzadsze przypadki. Najczęściej siodło przesuwa się w stronę kulawej kończyny lub w stronę silniejszej kulawizny, jeżeli problem dotyczy kulawizny obustronnej.

Ogólnie konie, zdaniem prelegentki, nie są zwierzętami złośliwymi i bardzo mało z nich przejawia podczas codziennej pracy problemy behawioralne. W innym przeprowadzonym badaniu (współautorstwa dr Dyson) obejmującym 506 koni sportowych obserwowanych podczas pracy i uznanych za zdrowe, aż 47% z nich okazało się wyraźnie kulawych lub pokazywało anomalie ruchowe. Ważne, aby sobie uzmysłowić, że schorzenia układu ruchu zwykle z biegiem czasu się nasilają i często są diagnozowane w fazie przewlekłej i na tyle zaawansowanej, że nie udaje się już ich wyleczyć. Dr Dyson udowodniła w swoich badaniach, że konie cierpiące na dolegliwości bólowe układu mięśniowo-szkieletowego (poza kulawizną, która często dla osoby mniej doświadczonej klinicznie będzie niezauważalna) podczas treningu pokazują objawy łatwo widoczne dla większości obserwatorów, ale często bagatelizowane. Należą do nich: niechęć do poruszania się, otwieranie pyska, chowanie się lub wieszanie na wędzidle, zamykanie oczu, a nawet płoszenie się, brykanie czy nadmierne pocenie. Nauczenie się obserwowania konia i wychwycenie powyższych cech jako potencjalnych objawów bólowych pochodzących z układu ruchu może mieć wpływ na wcześniejsze odesłanie konia do kliniki referencyjnej w celu zdiagnozowania subtelnych kulawizn, a co za tym idzie szybszego postawienia diagnozy i w związku z tym dużo większych szans na wyleczenie schorzenia. Zespół z dr Dyson kontynuuje badania, w wyniku których powstanie etogram, który każdy będzie w stanie wykorzystać w celu wczesnego rozpoznawania oznak bólu u konia.

Druga część konferencji – przeznaczona głównie dla lekarzy weterynarii opierała się na omówieniu licznych przypadków klinicznych. Dr Dyson przedstawiała pacjentów z dokładnie udokumentowaną historią. Analizowaliśmy zdjęcia koni – ich budowę, postawę, umięśnienie - oraz filmy przedstawiające sposób poruszania się każdego z nich. Następnie omawiany był sposób diagnozowania poszczególnych pacjentów, postępowania, leczenia oraz rehabilitacji. Każdy przypadek był również poddawany pod dyskusję. Całość upłynęła przy dużym zaangażowaniu słuchaczy zadających liczne pytania.

Poruszony został także temat znieczuleń diagnostycznych w rozumieniu całościowym jako głównej procedury przy badaniu kulawizn – metody niezbędnej do dokładnej diagnozy większości chorych koni. Lektorka przywołała liczne przykłady, uzmysławiała, że przy kulawiźnie spowodowanej przez więcej niż jeden czynnik bólowy znieczulenia okołonerwowe mogą poprawić jedną cechę chodu, natomiast pogorszyć drugą. Przykładem może być poprawa impulsu – pojawia się chęć do ruchu naprzód, natomiast pogorszeniu może ulec np. jakość galopu. Dzieje się tak dlatego, że przez częściowe zniesienie bólu może ulec zmianie jego rozłożenie.

Podczas całego spotkania duży nacisk był także kładziony na szeroko pojętą diagnostykę obrazową, która była obecna oczywiście w prezentacji każdego pacjenta o którym mówiła dr Dyson. Cieszy fakt, że bardziej zaawansowane metody diagnostyczne są u nas aktualnie mocno rozwijane. Pamiętam jeszcze, jak uczestniczyłam zaledwie kilka lat temu w konferencji ortopedycznej, gdzie przywoływane były skany z Rezonansu Magnetycznego czy Scyntygrafii i żadna z tych metod nie była dostępna w naszym kraju, a badanie koni na te diagnostyczne metody zarówno ze strony lekarzy jak i właścicieli należało do rzadkości. Dziś jest już inaczej, diagnozujemy lepiej i dokładniej, dostępność i świadomość się zmieniła, co zdecydowanie napawa optymizmem. Aby skorzystać w pełni z nowoczesnych metod diagnostycznych, jak podkreślała dr Dyson, należy mieć jasny plan badania konia i zacząć od wykorzystania narzędzi, jakimi są własna para oczu i rąk. Dalsze badania, tak zaawansowane jak np. rezonans magnetyczny, są kolejnym krokiem w procesie diagnostycznym, a nie procedurą, którą się stosuje bez względu na okoliczności. Wybór dalszego postępowania musi być logiczną konsekwencją wyniku badania.

Niestety wszystkiego opisać się nie da. Konferencja była intensywna i upłynęła w szybkim tempie. Była bardzo profesjonalnie przygotowana. Najcenniejsza i najciekawsza była dla mnie pełna i dokładna dokumentacja wszystkich przypadków, które zostały przedstawione – zdjęcia i filmy nie tylko urozmaiciły odbiór, ale przekazały sporo cennych informacji. Liczne pytania, widoczne zaangażowanie uczestników oraz interakcja z prowadzącą świadczą na pewno o sukcesie tego wydarzenia. Należą się słowa uznania dla organizatorów: Marii Soroko i Aliny Palichleb oraz Wydziału Biologii i Hodowli Zwierząt Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu.
I cóż więcej mówić, oby więcej takich inicjatyw, prelegentów i czasu na wymianę wiedzy, poglądów i doświadczeń.


lek. wet. Alicja Nowaczyk
Equi Vet Serwis dr Maciej Przewoźny