Po wielogodzinnym locie konie polskiej reprezentacji wylądowały w nocy na lotnisku Haneda w Tokio.

 


Podczas lotu opiekę nad nimi sprawowała luzaczka Zofia Kamińska. A na miejscu czekali już na naszych czworonożnych sportowców pozostali luzacy kadry – Wiktoria Spisak i Aleksandra Bogda oraz lekarz ekipy Jan Trela i trener Piotr Kulikowski, którzy do Japonii wylecieli już 17 lipca.

 


Dla trzech koni była to pierwsza podróż samolotem. Jedynie Banderas ma już doświadczenie w lataniu – w ten sposób podróżował już m.in. na Igrzyska Olimpijskie w Rio de Janeiro w 2016 roku.

 


Zapytaliśmy Jana Trelę o to jak przebiegał transport koni i jak się one w tej chwili czują. A także o to jak wygląda życie w wiosce olimpijskiej – przez pierwsze kilka dni.

 

Po kwarantannie w Aachen nasze konie wyjechały do Liege z Zosią Kamińską. Tam zostały załadowane do samolotu i wyruszyły w drogę do Tokio z międzylądowaniem w Dubaju. Cała podróż trwała ponad 18 godzin i na miejscu były o godzinie 2 nad ranem lokalnego czasu. Z lotniska zostały przewiezione na teren ośrodka. Wszystkie czuły się dobrze, zbadaliśmy im krew i wszystko jest z nimi w porządku. Po krótkim odpoczynku i kąpieli poszły na spacer i na trawę. W ośrodku maja doskonałe warunki – stajnie są klimatyzowane, mają bardzo duże boksy i naprawdę doskonałe warunki. Na terenie wioski „jeździeckiej” znajduje się też klinika weterynaryjna. Po wylądowaniu Zosia Kamińska i wszystkie osoby towarzyszące koniom podczas lotu zostały od razu skierowane na testy a rozładowaniem koni zajęły się osoby będące już na miejscu w tym również ja. Jutro przylatują zawodnicy i powoli konie będą wdrażane do pracy – albo pójdą na delikatną jazdę lub lonżę. Co do pogody to jest tu bardzo gorąco, około 34-36, na szczęście nie jest teraz bardzo wilgotno. Sam ośrodek jest wspaniały – znajduje się w nim kilka placy, tor do galopu i wspaniałe trybuny, które niestety pozostaną puste. Robi to ogromne wrażenie, wszystko jest dopracowane w każdym szczególe.

Co do organizacji to jest główna wioska olimpijska i te mniejsze dla każdej z dyscyplin. Pomiędzy nimi można przemieszczać specjalnymi busami – albo w eskorcie albo po specjalnie wyznaczonych pasach. Podróż ze stajni do głównej wioski trwa ok. 30 minut. My możemy się poruszać wewnątrz tej śluzy czyli pomiędzy wioską olimpijską i jeździecką. Nie ma absolutnie możliwości „wychylenia nosa” do pozostałej części miasta. Można jedynie zamawiać jedzenie z miasta – jest specjalna procedura co i jak i o której możemy zamówić. Podczas Igrzysk w Rio luzacy mogli przebywać tylko na terenie ośrodka jeździeckiego. Tutaj mają możliwość przebywania także w głównej wiosce olimpijskie. Oczywiście wszyscy musimy nosić maski i dezynfekować ręce. Wewnątrz wioski żyjemy w miarę normalnie.

Luzacy i ja jesteśmy zakwaterowani w wiosce jeździeckiej w bardzo komfortowym budynku, w którym na dole znajduje się klinika weterynaryjna. Warunki w klimatyzowanych pokojach są naprawdę komfortowe – nie ma żadnych „kartonowych” łóżek, naprawdę jest super. Mamy room service, dwa razy dziennie zmieniane są ręczniki, dbają o nas rewelacyjnie. W głównej wiosce warunki nie są chyba tak dobre jak w naszej.

 

Dla przypomnienia skład polskiej ekipy wygląda następująco:

 

  • Paweł Spisak i 14-letni wałach Banderas (SP, Moravia – Babilonia xx po Jape xx, hod. Roman Drabiński)
  • Małgorzata Cybulska i 12-letni wałach Chenaro 2 (OLD, Chequille – Dinaro)
  • Joanna Pawlak i 12-letnia klacz Fantastic Frieda (HANN, For Edition – Pinkus)
  • Para rezerwowa: Jan Kamiński i 11-letni wałach Jard (SP, Czuwaj – Jucznia xx po Chef Supreme xx, hod. SK Rzeczna).

 

Trzymamy kciuki, aby wszystkie konie polskiej ekipy dobrze się zaaklimatyzowały w Tokio.

 

Fot/wideo: Jan Trela