Po trzech latach owocnej współpracy, Wiktoria Bedyńska pożegnała swojego podstawowego konia i przyjaciela, wałacha Lacoste 142.

 


Aktualnie 10-letni, holsztyński wałach Lacoste 142 (Limbus x Caretino 2) był podstawowym koniem kadrowiczki, teraz jeżdżącej w kategorii Młodych Jeźdźców, Wiktorii Bedyńskiej. Zawodniczka na co dzień mieszka w Niemczech i tam najczęściej można ich był spotkać na parkurach. Ich drogi połączyły się prawie 3 lata temu kiedy Lacoste 142 chodził konkursy na poziomie 135 cm. Razem rozwijali się i zdobywali doświadczenie do poziomu 145/150 cm. Do ich sukcesów niewątpliwie można zaliczyć wygraną w Grand Prix CSIOJ w Opglabbeek w 2019 roku, drugie miejsce podczas CSIOY w zeszłym roku w Wierden czy czołowe lokaty w konkursach S** (145 cm) na niemieckich zawodach CSN. Jeden z takich konkursów wygrali jeszcze dwa miesiące temu na zawodach w Wietmarschen (GER).

 

 


Zawodniczka opowiedziała nam o współpracy z tym wyjątkowym dla niej koniem:

Kiedy Lacoste przyszedł do nas do stajni miał 7 lat. Chodził konkursy 135 cm i miał za sobą dosłownie kilka startów w konkursach 140 cm. Nie rzucił nam się wcale od razu w oczy. Decyzje o jego kupnie podjęliśmy dopiero po międzynarodowych zawodach w Linz w 2018 roku. Na tych zawodach poczułam, że to ten koń, bo zaimponował mi swoim nastawieniem i predyspozycjami do skoków. Bardzo szybko się ze sobą zgraliśmy, bo przez te całe trzy lata nikt inny oprócz mnie na nim nie jeździł. Lacoste w parkurze jest prawdziwym wojownikiem. Jeżeli Ci zaufa, to skoczy z tobą w ogień. Wysokość nie robi na nim żadnego wrażenia. Zawsze dawał mi poczucie bezpieczeństwa. Nigdy nie musiałam się martwić czy ukończymy wysoki parkur, albo czy skoczymy rów z wodą, bo wiedziałam, że ona zawsze będzie walczyć ze mną. W domu za to był trochę bojaźliwy. Patrzył nawet dziwnie na przeszkody, co mnie zawsze dziwiło, bo gdy chodziło o skoki to nigdy się nie zatrzymał. Taki był po prostu jego urok. Ujeżdżeniowo był po prostu genialny. Nigdy nie mieliśmy problemów z ćwiczeniami gimnastycznymi. Jeździć na nim to była po prostu czysta przyjemność. W obejściu był prawdziwym aniołkiem, niczym jak konie w szkółkach jeździeckich. Rano najbardziej lubił się przytulać i mieć całą moją uwagę skupioną na nim. Wyciągał nawet język żeby się bawić. Nie znam drugiego tak śmiesznego konia jak on. Mój trener zawsze mówił, że z charakteru i w obejściu Lacoste jest jak koń rekreacyjny, ale na parkurze jest prawdziwym sportowcem. Pożegnanie z nim było dla mnie bardzo trudne, szczególnie ze względu na więź która nas łączyła. Nigdy nie miałam takiego konia, który mnie tak rozumiał i tak mi ufał. Razem zdobywaliśmy doświadczenie i pięliśmy się w górę. Razem pojechaliśmy swoje pierwsze 145 cm. Wspólnie wystartowaliśmy nawet w konkursie 150 cm, chociaż nigdy nie mieliśmy na tym poziomie doświadczenia. Mimo to udało nam się uplasować na dobrym miejscu na zawodach Wüsting. Na decyzję o jego sprzedaży złożyło się parę rzeczy, ale ważne jest to, że wiem, że trafi do dobrego domu. Podsumowując, mam ogromną nadzieję, że kiedyś w przyszłości trafi mi się tak waleczny i wytrwały przyjaciel w tym sporcie jakim był dla mnie Lacoste.