Wyobraźmy sobie taką oto sytuację: w stajni pensjonatowej, podczas jazdy na pensjonatowym koniu jego właściciela lub jego dziecka dochodzi do groźnego wypadku. Po upadku z konia jeździec długo nie odzyskuje przytomności i helikopterem przewożony jest do szpitala. Jakie mogą być konsekwencje tego zdarzenia?

 

Z pytaniem tym zwróciliśmy się do naszego eksperta od zagadnień prawa, współpracującej z redakcją Świata Koni pani mecenas Elżbiety Liberdy z kancelarii Lex Perfecta – Prawo & Konie.

 

E. L. - Warto chyba na początek doprecyzować czy mamy rozmawiać o konsekwencjach dla właściciela stajni pensjonatowej, konsekwencjach dla właściciela konia uczestniczącego w zdarzeniu, czy w końcu o konsekwencjach dla jeźdźca, jeśli to nie on jest właścicielem konia. Istotne też są same okoliczności towarzyszące wypadkowi. To czy była to jazda sportowa, zwykła jazda rekreacyjna na zewnątrz ośrodka lub może jazda na placu zewnętrznym stajni lub w hali. Jednym słowem, należałoby poznać więcej szczegółów.

 

ŚK – Rozmawiamy w tej chwili o hipotetycznym zdarzeniu, ale ze świadomością, że każdego dnia do takich wydarzeń może dochodzić lub dochodzi w Polsce w wielu stajniach pensjonatowych. Trudno zatem o bardzo szczegółowe informacje. Spróbujmy może dla potrzeb naszej rozmowy wskazać naszym czytelnikom nawet ogólny obraz takiej sytuacji. Myślę, że i tak każdy konkretny przypadek wymagać będzie indywidualnych konsultacji prawniczych. Może w trakcie naszej rozmowy będę starał się doprecyzować hipotetyczne aspekty naszego zdarzenia.

 

E. L. - Dobrze, spróbujmy tak to ująć. Choć musisz mieć świadomość, że stanowiąc prawo nie sposób przewidzieć w jego paragrafach wszystkich aspektów opisywanego prawem czynu. Życie niesie tutaj ze sobą tak wielkie spektrum możliwości. Dlatego znacznie łatwiej przedstawić działanie prawa na konkretnych przypadkach. Szczegóły każdej sprawy decydują bowiem o tym, jakie prawne rozstrzygnięcia w niej zapadną.

Dlatego warto pamiętać, że kiedy spotka nas okoliczność w której istotna jest analiza prawna, zawsze trzeba dany przypadek skonsultować indywidualnie z prawnikiem. Niuanse w stanie faktycznym determinować będą kwestię oceny kto za zdarzenie odpowiada. Ważne też jest, aby wybierać konsultacje u osób znających środowisko jeździeckie. Nasz „świat koni” jest naprawdę dużą zagadką dla osób spoza branży. Osoba posiadająca najlepszą i rozległą wiedzę prawną ale, która nie zna zachowań konia, nie wie jak zachowanie jeźdźca czy panujące wokół warunki mogą wpłynąć na zachowania zwierzęcia, będzie miała kłopot z interpretacją zdarzenia i ustaleniem „kto zawinił”. A przy ewentualnej sprawie sądowej to właśnie pełnomocnik będzie musiał to wszystko Sądowi wytłumaczyć. Tłumaczenie to powinno być na tyle logiczne i przejrzyste, żeby Sąd mógł podjąć decyzję w przekonaniu, że rozpatrzył wszelkie aspekty sprawy.

Wrócę więc do naszego hipotetycznego zdarzenia. Czy osoba, która uległa wypadkowi jest pełnoletnia?

 

ŚK – Widzę, że faktycznie moje hipotetyczne zdarzenie było zbyt ogólnie opisane. Powiedzmy, że była to osoba niepełnoletnia i właścicielem konia jest jej rodzic, obecny podczas jazdy. Sama jazda nie była treningiem sportowym, tylko spacerem w terenie poza stajnią. W trakcie powrotu do stajni spłoszony przez luźno biegającego psa lub zrywającego się do lotu bażanta koń galopem wpadł na teren ośrodka. Jego właściciel, widząc co się dzieje zatrzymał lub co najmniej spowolnił wystraszonego konia, co niestety spowodowało upadek słabo radzącego sobie w tej sytuacji dziecka. Jeździec posiadał na głowie atestowany kask jeździecki, niestety upadek był tak mocny, że doprowadził do utraty przytomności. Po telefonicznym wezwaniu pomocy w stajni pojawiły się odpowiednie służby, łącznie z helikopterem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, który nieprzytomnego jeźdźca odtransportował do szpitala. Obecni na terenie stajni policjanci przeprowadzili próbę trzeźwości właściciela stajni oraz rodzica jeźdźca.

 

E.L. – Teraz, kiedy podałeś więcej szczegółów możemy bardziej konkretnie to omówić. Na marginesie powiem, że wbrew pozorom to co podałeś jako hipotetyczny przypadek tak naprawdę zdarza się bardzo często. Klienci regularnie zgłaszają się do mojej kancelarii z takimi sprawami. Wracając do tematu musimy ten przypadek poddać dogłębnej analizie. Po pierwsze – musimy postawić pytanie czy dziecko jeździło pod okiem instruktora czy robiła to samodzielnie? W sytuacji, kiedy decyzję aby zezwolić dziecku na uprawianie jeździectwa bez nadzoru profesjonalisty podjął jego rodzić, trudno mówić o odpowiedzialności właściciela stajni.

Niemniej jednak, zdarza się, że w opisywanej przez ciebie sytuacji takie roszczenie do właściciela stajni zostaje skierowane. Rodzic lub rodzice twierdzą, że rzekomo to on zawinił. Wówczas to właśnie właściciel stajni pensjonatowej będzie musiał wykazać, że rodzice na własne ryzyko pojęli taką decyzję i że stajnia nigdy nie oferowała nadzoru nad uprawiającymi jeździectwo, a jedynie zapewniała swoim klientom odpowiednią do uprawiania jeździectwa infrastrukturę.

I tak oto dochodzimy do kluczowej kwestii. Czyli do kwestii dokumentacji w ośrodku jeździeckim czy stajni pensjonatowej. Gdyby właściciel dysponował dokumentem – dobrą umową pensjonatu czy np. regulaminem stajni, a najlepiej oświadczeniem osób, że zostali pouczeni, że stajnia instruktorów i nadzoru nie zapewnia, wtedy sprawa byłaby oczywista.

W ośrodkach które obsługuję, w dokumentacji zawsze znajdują się takie sprawy jak pouczenia, że wyjazdy w teren czy jazda bez instruktora odbywa się na własną odpowiedzialność pensjonariuszy.

Kiedy wspomnianych przed chwilą dokumentów brakuje, wszystko zależeć będzie od materiału dowodowego jakim dysponują strony.

Niestety rzeczywistość pokazuje, że jak nic się nie dzieje i wszystko jest w porządku, to jest „sielanka”. Jeśli jednak coś się stanie, to bardzo często rodzice zaczynają poszukiwania winnych. Szukają ich wszędzie wokół.

W omawianym przypadku istotne jest także to kto podjął decyzję o wyjeździe w teren.

Rozważyć należałoby też odpowiedzialność osoby której pies spłoszył konia. Co prawda gdy stało się to poza terenem stajni, to nasuwa się koleje zagadnienie, czy pies mógł biegać bez uwięzi. Jeśli nie, to w tym zakresie skłaniałabym się do kierowania roszczenia do właściciela psa.

Inaczej gdy koń spłoszy się od sił natury – bażanta, grzmotu, wiatru.  Podstawą prawną są zapisy Kodeksu Cywilnego: - Art. 431 k.c. 

§ 1. Kto zwierzę chowa albo się nim posługuje, obowiązany jest do naprawienia wyrządzonej przez nie szkody niezależnie od tego, czy było pod jego nadzorem, czy też zabłąkało się lub uciekło, chyba że ani on, ani osoba, za którą ponosi odpowiedzialność, nie ponoszą winy.

§ 2. Chociażby osoba, która zwierzę chowa lub się nim posługuje, nie była odpowiedzialna według przepisów paragrafu poprzedzającego, poszkodowany może od niej żądać całkowitego lub częściowego naprawienia szkody, jeżeli z okoliczności, a zwłaszcza z porównania stanu majątkowego poszkodowanego i tej osoby, wynika, że wymagają tego zasady współżycia społecznego.

 

 

ŚK – Rozumiem. Przyjmijmy jednak w naszym hipotetycznym zdarzeniu, że pies, który spłoszył konia nie miał swojego właściciela. To pierwsza kwestia. Drugą jest to, że z tego co usłyszałem kwestia sporządzenia umowy oraz opracowania regulaminu stajni wydaje się w prowadzeniu stajni pensjonatowej kluczowa. Wydaje mi się jednak, że nie jest to wcale nasza polska codzienność. Wydaje się, że tego typu ustalenia poczynione są na ogół na tak zwaną „gębę”.

 

E.L. –  No cóż, jeśli pies był bezpański to możemy spłoszenie konia zinterpretować jako spowodowane działaniem sił natury. Co do dokumentacji prowadzonej w stajniach i ośrodkach pensjonatowych to zgadzam się z tym stwierdzeniem. Choć trzeba wiedzieć, że coraz więcej ich właścicieli zaczyna rozumieć konieczność zmiany myślenia w tym zakresie. W wielu przypadkach to właśnie podobne do naszego hipotetycznego zdarzenia przypadki są tego powodem. O dokumentach z reguły zaczynamy myśleć gdy już zdarzy się coś niedobrego.

Dotyczy to nie tylko takich sytuacji jak wypadki jeźdźców ale również i koni. Coraz częściej prowadzę sprawy, które są następstwem wystąpienia kontuzji konia jako następstwa nieprawidłowych warunków w boksie. Na przykład wadliwe siatki na siano, nieprawidłowe lub uszkodzone żłoby, wyrwane lub uszkodzone deski w ścianach boksu itp.

Gdy mamy umowę pensjonatu to z jej treści wynikać powinien dokładny zakres odpowiedzialności stron, co należy do obowiązków właściciela obiektu, a co jest ryzykiem i decyzją pensjonariusza. Właściciele koni często decydują się na trzymanie swoich pupili w gorszych warunkach z uwagi na cenę. Wciąż jest wiele przydomowych stajni w których nie ma profesjonalnych boksów, podłoży do treningów, kamer itp. W takich sytuacjach przyjmujący konie powinni koniecznie zabezpieczyć się  zapisami umów, że pensjonariusz  zdaje sobie sprawę z tego jak wygląda stan techniczny boksów i stajni. Jak wiemy do wielu wypadków dochodzi kiedy konie przebywają na padokach. Właściciel stajni decydując się na wyprowadzanie konia na padok w sposób dorozumiany przejmuje na siebie odpowiedzialność za związane z pobytem konia na padoku wydarzenia. Gdy koń podczas wyprowadzania ucieknie może zdarzyć się tak, że sąd uzna jego winę. Większość powie, że to absurd. Niestety ale „paragrafy” są brutalne w tym zakresie. W uprzywilejowanej sytuacji stawiają pensjonariusza, bo jest on w rozumieniu prawa konsumentem. Właściciel ośrodka czy stajni traktowany jest jako podmiot profesjonalny i na nim ciąży tzw. „podwyższony miernik staranności”. To on będzie musiał w razie sporu wykazać, że ustalenia były inne niż twierdzi druga strona. Tak oto wróciliśmy do kwestii sporządzenia i prowadzenia odpowiedniej dokumentacji w postaci umów i regulaminów. Zachęcam do sporządzania indywidualnych umów, które w swojej treści odnosić się będą do konkretnych możliwości technicznych stajni czy ośrodka. Posługiwanie się „gotowcami” z internetu z pewnością może być lepsze niż nie posiadanie wcale umowy, ale bardzo często okazuje się niewystarczające, by sprawy sądowej nie było. Tymczasem przy dobrze sporządzonej umowie indywidualnej, która w odpowiedni sposób zabezpiecza interesy obydwu stron  umowy, większość sporów sali sądowej nie ogląda. Po prostu jasne określenie wzajemnych obowiązków i odpowiedzialności pozwala uniknąć rozstrzygania sporu przez sędziego.

Pamiętajmy więc o starej zasadzie – umowy pisze się na złe czasy….   A one z reguły nadchodzą niespodziewanie.

Pamiętajmy też, że nie mniej ważne są również regulaminy stajni, korzystania z ujeżdżalni, lonżowników, karuzel, bieżni czy padoków.

Ludzie często ich nie przestrzegają, a gdy coś się stanie poszukują odpowiedzialności u osób trzecich. Pozostawianie tych kwestii do ustnych ustaleń lub opieranie ich o rozwiązanie „zwyczajowe” w razie wystąpienia wypadku najczęściej kończy się wzajemnymi roszczeniami i rozstrzyganiem tej kwestii na sądowej sali.

Warto tu także wspomnieć, że nawet jeśli nic się nie wydarzy to prawo nakłada obowiązek posiadania określonych dokumentów. Są to np. kwestie związane z RODO i zgoda na utrwalanie wizerunku gdy w stajni jest monitoring. Naruszanie tych przepisów jest często kontrolowane – przez np. zwyczajny donos. Podobnie sprawa ma się jeśli chodzi o wystawianie rachunków za prowadzone lekcje czy usługi pensjonatu. Kiedy dzieje się coś niedobrego to szybko okazuje się, że warto mieć te dokumenty.

 

 

ŚK – Zostawmy może na boku wszelkie kwestie związane z powiedzmy to tak: szeroko rozumianą ekonomiką prowadzenia stajni czy ośrodka. Zamiast rozwijania tematu w tym kierunku wprowadźmy teraz nieco zmian do naszego hipotetycznego wydarzenia. Zmieńmy kolejny raz okoliczności naszego zdarzenia. Tym razem jeździec dosiadający pensjonatowego konia wyjeżdżając na spacer w teren poza stajnie poruszał się na jakimś odcinku po drodze publicznej. Kierowca przejeżdżającego samochodu z niewiadomych powodów użył klaksonu w momencie kiedy podjeżdżał do poruszającego się poboczem drogi konia. Spłoszone zwierzę wbiegło na jezdnię gdzie doszło do kolizji konia i samochodu. W jej wyniku uszkodzony został samochód, a koń doznał kontuzji. Jak w takim przypadku będzie wyglądała kwestia odpowiedzialności za skutki takiego zdarzenia?

 

E. L. - Dobrze, zostawmy kwestie rachunków na boku, choć twierdzenie, że są to tylko kwestie ekonomiki są mocno niekompletne. Jak powiedziałam wcześniej, kiedy nic się nie dzieje to może być nawet prawda. Schody zaczynają się, kiedy dojdzie do jakiegoś wydarzenia.

Co do zmiany naszego, hipotetycznego przypadku. To bardzo złożona kwestia. Po pierwsze – podstawowe wydaje się czy koń w ogóle mógł poruszać się po tej drodze? Wielokrotnie jeźdźcy pojawiają się na drogach gdzie nie jest to dozwolone. Wówczas co do zasady to oni ponoszą odpowiedzialność za skutki potencjalnych zdarzeń.

Kolejna bardzo częsta sytuacja, to gdy do kolizji dochodzi bo konie uciekły komuś z padoku. Odpowiada wówczas właściciel zwierzęcia. Przytaczałem wyżej zapisy KC w tej kwestii. Wyobraźmy sobie najczarniejszy scenariusz – że na skutek takiego wypadku ginie ktoś znajdujący się w aucie.

Naprawdę nie lekceważmy tej sprawy i stosujmy w naszych stajniach i ośrodkach takie zabezpieczenia aby konie nie mogły sforsować ogrodzenia.

W omawianym przypadku, kiedy koń spłoszył się na skutek użycia klaksonu, udowodnienie tego faktu i wykazanie, że spłoszył się właśnie dlatego byłoby niezmiernie trudne.

Znając tego typu sprawy, mamy wówczas do czynienia z tzw. słowem przeciwko słowu, a gdy powołany zostanie biegły sądowy w opiniach czytamy, że nie da się jednoznacznie stwierdzić jaka była faktyczna przyczyna zdarzenia.

Gdy jednak byłby to typowy wypadek, kierowca uderzyłby w konia na skutek niezachowania ostrożności, to oczywiście odpowiedzialność za skutki zdarzenia spoczywać będą na kierowcy. I odwrotnie – jak koń kopnie w samochód albo poniesie jeźdźca, co doprowadzi do wypadku to jeździec może ponieść odpowiedzialność.

Tutaj, jak powiedziałam na samym wstępie, wszystkie szczegóły dotyczące nie tylko samego zdarzenia, ale również te związane z jego tłem, będą istotne dla określenią stopnia odpowiedzialności stron zdarzenia.

 

ŚK – Zmieńmy wobec tego po raz ostatni szczegóły naszego hipotetycznego przypadku. Do upadku doszło nie podczas spaceru w terenie, a podczas treningu skokowego, który prowadził dla dziecka właściciela konia trener lub instruktor. Rozważmy co będzie kiedy trener będzie zatrudniony przez stajnię i kiedy będzie trenerem zewnętrznym, zatrudnionym przez właściciela konia. Kolejną opcją naszego przypadku niech będzie wersja, kiedy jeździec jest osobą pełnoletnią.

 

E.L. - Jeśli osoba jest pełnoletnia, to sama decyduje za siebie i przejmuje ryzyko swoich decyzji. Gdy mówimy o treningu osób niepełnoletnich trener bądź ośrodek świadczący takie usługi powinien posiadać pisemną zgodę rodziców na uczestnictwo dziecka w takim treningu. To oni odpowiadają za dziecko i podejmują decyzję o możliwości uprawiania sportu.

W przypadku jazd profesjonalnych sprawę należy rozpoznać dwutorowo. Po pierwsze, kiedy trening to są zajęcia zorganizowane. Zgodnie z ustawą o sporcie, zorganizowane zajęcia w zakresie sportu w związku sportowym oraz w klubie sportowym uczestniczącym we współzawodnictwie organizowanym przez polski związek sportowy może prowadzić wyłącznie trener lub instruktor sportu w rozumieniu ustawy. Do zadań trenera lub instruktora sportu należy poza prowadzeniem zajęć, przekazywanie aktualnej wiedzy teoretycznej i praktycznej z zakresu treningu sportowego i współzawodnictwa sportowego w danym sporcie.

Należy zatem zacząć od analizy gdzie zajęcia się odbywają, a jeśli istnieje wymóg posiadania kwalifikacji to czy trener takowe posiadał. Gdy nie …. To ośrodek i trener mogą mieć kłopoty.

Ale jak realia pokazują większość zawodników ma swojego własnego trenera, szkoleniowca.

Niejednokrotnie okazuje się że doświadczony zawodnik „bez papierów”, doprowadza  swoich podopiecznych i konie do dużych sukcesów.

Czy może ich prowadzić? Tak. Zawód trenera i instruktora w sporcie został bowiem zderegulowany i aktualnie tylko ww. przepis określa kiedy szkoleniowiec musi mieć uprawnienia.

A jak wygląda odpowiedzialność w relacji trener – zawodnik? Zasada jest prosta, gdy ośrodek zatrudnia trenera, to co do zasady ośrodek odpowiada, tak samo jak odpowiada za działania innych swoich pracowników – stajennych, instruktorów. Gdy trener prowadzi działalność własną, to bierze na siebie ryzyko jej prowadzenia.

Oczywiście w jednym i drugim przypadku trener powinien mieć ubezpieczenie OC. 

Wypadki mogą mieć różne skutki. Mogą nimi być albo obrażenia zawodników albo kontuzje koni.

Odpowiedzialność szkoleniowca jest przede wszystkim zależna od kwestii zawinienia. Dokonując oceny należy zbadać czy trener przyczynił się do wypadku, bo np. ustawił parkur nie zachowując odpowiednich odległości pomiędzy przeszkodami, prowadził trening na nieodpowiednim podłożu (zbyt głęboko, zbyt twardo) na skutek czego doszło do kontuzji konia, korzystał z infrastruktury niebezpiecznej, założył koniowi „niedozwolony” patent.

W wielu jednak przypadkach trener nie będzie ponosił żadnej odpowiedzialności (koń się spłoszył, zawodnik spadł, koń uciekł i uległ kontuzji itp.). Jeżeli jednak mamy do czynienia z sytuacją kiedy trener zawinił, to właściciel konia może domagać się odszkodowania z tytułu wydatków poniesionych na leczenie swoje, konia, rehabilitację itp. jak również może domagać się tzw. utraconych korzyści.

Należy w tym miejscu zauważyć, że dochodząc odszkodowania od trenera należy wykazać trenerowi winę, niedbalstwo lub nienależyte wykonanie umowy. I tu wracamy do punktu wyjścia naszych rozważań – dokumenty!

Większość szkoleniowców nie podpisuje żadnych umów o trening zawodnika czy konia. To skrajna nieodpowiedzialność. Pomimo tego, że mają świadomość, iż powinni zadbać o przysłowiowe „kwity” to i tak, wciąż w relacjach trener – zawodnik królują ustne ustalenia!

Dopóki wszystko idzie dobrze wszyscy radośnie podchodzą do współpracy. Niestety, dobry humor szybko się ulatnia, kiedy oczekiwania którejś ze stron odbiegają od tych jakie wydawałoby się, że zostały uzgodnione, nie mówiąc już kiedy zdarzy się wypadek.

Decydując się na sport wysokiego ryzyka jakim jest jeździectwo i mając świadomość konsekwencji jakie mogą wystąpić w sytuacji wypadku jeźdźca czy konia (nie tylko w zakresie olbrzymich roszczeń odszkodowawczych), zagadką dla mnie jest, że tak wielu o tym kluczowym dokumencie, jakim jest umowa o trening zapomina. To nie jest tylko kwestia zabezpieczenia się dla trenera.

Młodzi adepci sportu i ich rodzice też powinni zadbać o sporządzenie takiego dokumentu. Nie zawsze przecież znają specyfikę tego sportu i mogą żyć w błędnym przekonaniu o braku jakichkolwiek zagrożeń.  Są jednak konsumentami i to właśnie trener czy ośrodek o tym wszystkim powinien ich pouczyć – najlepiej nie tylko ustnie.

Zanim kolejny raz podasz jakieś inne okoliczności hipotetycznego zdarzenia chcę powtórzyć i podkreślić, że nie jest łatwo pokazać wszystkie skutki prawne zdarzenia, jeśli będziemy próbowali zrobić to na podstawie hipotetycznych, a nie konkretnych przypadków. Moglibyśmy chyba zmieniać te okoliczności i szczegóły co najmniej kilka dni, a i tak pewnie ktoś będzie mógł powiedzieć, że jego przypadek był inny i w związku z tym nie potrafi w naszej rozmowie znaleźć odniesienia do swoich problemów. Dlatego może zaproszę osoby z konkretnymi pytaniami na webinar prowadzony przeze mnie. W trakcie spotkań będzie można zadawać konkretne pytania związane z konkretną sprawą. Adres tego wydarzenia łatwo znaleźć szukając po moim nazwisku.

 

ŚK – Wnioskiem z tej naszej rozmowy jest to, że warto formalizować jak najwięcej kwestii związanych ze świadczeniem usług w jeździectwie w formie odpowiednich umów. Tworzenie regulaminów określających możliwe sposoby i metody korzystania z udostępnionej klientom infrastruktury stajennej. Dokumenty te, najlepiej jakby powstawały jako owoc współpracy z jakimiś kancelariami prawniczymi, a nie były wypełnieniem dostępnego w internecie formularza. Wszystko to jednak niesie ze sobą spore chyba koszty. Czy jest na nie miejsce w ekonomice prowadzenia stajni?

 

E.L – Tak, zgadza się, taki wniosek powinien być głównym przesłaniem naszej rozmowy. Czy jest miejsce na te koszty? Odpowiem na to pytanie innym pytaniem: a czy jest w tej ekonomice miejsce na koszty potencjalnych procesów sądowych? Nawet tych wygranych, gdzie można oczekiwać choć częściowego zwrotu poniesionych w trakcie prowadzenia sprawy kosztów. Jak powiedziałam posiadanie odpowiednich umów określających właściwe obszary odpowiedzialności pozwala uniknąć kosztownej drogi sądowej. Nie zapominajmy o tym, że kiedy dochodzi do wypadku i to nawet niekoniecznie bardzo poważnego, dochodzone na drodze sądowej kwoty bywają naprawdę wysokie. Większość z nas doskonale wie jak kosztowne jest leczenie konia. Nie wszyscy pewnie zdają sobie sprawę z tego jak kształtuje się odpowiedzialność odszkodowawcza gdy coś stanie się zawodnikowi. Nie są to bagatelne kwoty.

Nie wspomnę już o nerwach i konieczności wynajęcia mecenasa do reprezentowania w sporze sądowym.

Koszt sporządzenia profesjonalnej dokumentacji nie jest może wyjątkowo niski. Warto jednak zdać sobie sprawę, że podyktowane jest to przede wszystkim tym, że tworzone są dokumenty dokładnie dopasowane do działania danej stajni, ośrodka jeździeckiego, trenera czy zawodnika. Działania takie wymagają dużego nakładu pracy i to osoby posiadającej nie tylko wiedzę prawną ale i praktyczną z zakresu jeździectwa i hodowli. Wiedzy umożliwiającej przewidzenie scenariuszy tego „co może się stać”. W mojej praktyce na co dzień spotykam się z taką „pozorną” oszczędnością. I to zarówno jeśli chodzi o umowy, regulaminy jak i np. umowy sprzedaży koni. Oszczędzamy kilkaset złotych na dokumencie, a koszty związane np. z leczeniem i utrzymaniem kupionego konia z wadą idą już w tysiące złotych. Zachęcam zatem na spojrzenie na ten temat z takiej perspektywy i dokonanie analizy: czy oszczędność kilkuset złotych na stworzenie odpowiednich dokumentów warte jest ryzykowania na kilkadziesiąt czy kilkaset tysięcy? Niech każdy sam sobie odpowie na to pytanie.