Ponieważ w zestawieniu tym brane są pod uwagę wyniki osiągnięte od 1 stycznia do 31 grudnia 2015 roku, można powiedzieć, że stanowi on doskonałe podsumowanie ubiegłego roku. W ramach pierwszej dziesiątki najlepszych skoczków świata w ostatnim notowaniu Longines Rankings nie widać większych przetasowań. Na prowadzeniu pozostał Scott Brash (GBR), który w 82 startach pucharowych w 2015 roku zgromadził na swoim koncie 2950 punktów rankingowych. Na dalszych pozycjach nastąpiły drobne korekty w górę i w dół. Pierwszą dziesiątkę z wynikiem 240 pkt. zamyka 11 w poprzedniej edycji rankingu Daniel Deusser (GER), który zamienił się miejscami z 10 poprzednio zawodnikiem, swoim trenerem, Ludgerem Beerbaumem (GER). Młody zawodnik niemiecki punktował w 2015 roku w 96 konkursach.
Jak w nowym rankingu, podsumowującym 2015 rok wypadają polscy jeźdźcy? Nadal najwyżej sklasyfikowanym Polakiem w Longines Rankings jest Jarosław Skrzyczyński, który zajmuje obecnie z dorobkiem 955 pkt 149 miejsce. W stosunku do poprzedniej edycji jest to spadek o 8 miejsc. W ramach zestawienia najlepszej dziesiątki polskich jeźdźców sklasyfikowanych w aktualnym Longines Rankings w stosunku do jego poprzedniej edycji również brak większych zmian. Jedynie Paulina Koza wyprzedziła Tomasza Miśkiewicza i Zuzannę Gowin, która zamyka w tej chwili pierwszą dziesiątkę polskich skoczków. Mimo braku większych zmian w kolejności naszych reprezentantów, udane jesienne i zimowe starty przyniosły im indywidualnie poprawę swoich pozycji. Drugi z Polaków w tym zestawieniu, Mściwoj Kiecoń awansował o 39 miejsc na 245 pozycję. Paulina Koza z wynikiem 245 pkt. zanotowała awans aż o 83 miejsca na 570 pozycję.
Największy jednak awans z Polaków sklasyfikowanych w Longines Rankings zanotował po dobrych występach jesienią Kamil Grzelczyk, który przeskoczył z 1974 miejsca na pozycję 1092.
Wróćmy na chwilę do Longines Rankings N° 180 w ujęciu ogólnym jak również i najwyżej sklasyfikowanych Polaków i porównajmy pierwsze dziesiątki w obydwu zestawieniach. Lider światowego rankingu, Scot Brash w 82 startach zgromadził na swoim koncie 2950 pkt., co daje mu średnią 39,98pkt/start. Najbardziej „pracowitym” zawodnikiem pierwszej dziesiątki jest trzeci w zestawieniu, amerykański skoczek Kent Farrington, który w 106 startach uzyskał 2800 pkt., co daje średnio 26,92 pkt./start. Najmniej napracował się 8 w tym gronie, jego kolega z ekipy, Mclain Ward. Dwukrotny złoty medalista olimpijski w 78 startach zdobył 2 584 punkty, co daje średnio 33,13 pkt./start.
Polski lider, Jarosław Skrzyczyński, zgromadził w 40 startach 955 pkt., co daje średnią 24,85 pkt./start. Jak widać średnie wskaźniki naszego lidera w Longines Rankings,odbiegają nieco od parametrów uzyskanych przez najlepszych zawodników. Nie ma się czemu dziwić, w końcu nasz reprezentant zajmuje w tym zestawieniu 149 pozycję, która odpowiada chyba aktualnym możliwościom polskich skoków przez przeszkody. Dystans dzielący nas od światowej czołówki najlepiej chyba oddaje prosta statystyka grupowa dla najlepszej dziesiątki. Jeźdźcy pierwszej dziesiątki Longines Rankings N° 180 zgromadzili średnio na swoim indywidualnym koncie 2661,6 pkt., w średnio 88 startach. Daje to wartość 30,25 pkt./start. W przypadku najlepszej dziesiątki polskich skoczków w tym rankingu, uzyskali oni średnio 426,5 pkt. w 19,7 startach. Daje to statystyczną skuteczność na poziomie 21,65 pkt./start. Wydaje się, że różnica 18,60 pkt./start oraz różnica 68,3 w ilości startów w konkursach zaliczanych do Longines Rankings właściwie oddają aktualną pozycję i możliwości polskiego jeździectwa.
Zasadnym wydaje się w tej sytuacji pytanie gdzie tkwią rezerwy w naszej pogoni światowej czołówki skoczków. Po porównaniu przytoczonych wyżej wartości można zaryzykować twierdzenie, że nasi jeźdźcy by awansować do pierwszej setki Longines Rankings powinni podwoić ilość swoich startów w konkursach zaliczanych do LR. To jest jednak tylko cześć prawdy. By dotrzeć do kolejnej jej części spójrzmy na skrajne ilości startów zawodników pierwszej setki Longines Rankings. Francuski skoczek Kevin Staut (15 miejsce w LR) swoje 2308 pkt. zdobył uczestnicząc w 106 konkursach. Różnica w stosunku do 40 startów Jarosława Skrzyczyńskiego jest więc jeszcze większa. Jednak na drugim „biegunie” wśród zawodników pierwszej setki LR jest zajmująca 93 pozycję amerykańska amazonka, Lucy Davis. Amerykanka startując w 26 konkursach zgromadziła na swoim koncie 1315 pkt. W porównaniu do polskiego lidera, Jarosława Skrzyczyńskiego jest to o 360 pkt. więcej i to w znacznie mniejszej ilości konkursów (różnica to 14 startów, czyli 35%). Jak widać, nie tylko ilość startów w konkursach zaliczanych do LR jest tutaj kluczowym parametrem.
I znowu, żeby odnaleźć odpowiedź na pytanie gdzie tkwi powód tego stanu, trzeba sięgnąć głębiej. Tym razem przyjrzyjmy się strukturze zawodów w jakich zawodnicy zdobywali swoje punkty rankingowe. Pamiętać przy tym musimy o takiej prawidłowości, że im wyższa ranga zawodów i pula premii finansowych w konkursach zaliczanych do LR, tym więcej punktów do tego rankingu można zdobyć. W konkursach grupy D, w których na ogół startują Polacy, zwycięzca konkursu zdobywa 50 pkt. W konkursach grupy A zawodów rangi 5* zdobywa ich 130, w grupie AA (np. Podczas Mistrzostw Świata czy Europy, ale nie tylko) jest to już 150 pkt.
Lider klasyfikacji Longines Rankings, Scott Brash (GBR) startował w konkursach zaliczanych do LR głównie na zawodach 5-gwiazdkowych, bo z 82 startów tylko po jednym przypadło na zwody w randze 4 i 3 gwiazdek. Kevin Staut (FRA) na swoje 106 startów w konkursach zaliczanych do LR aż 102 razy zrobił to na zawodach 5-gwiazdkowych. Wspomniana już amerykańska amazonka z pierwszej setki światowego rankingu, Lucy Davis, która zdobywała punkty rankingowe rekordowo małej ilości spośród 26 startów, aż 21 razy zrobiła to podczas 5-gwiazdkowych zawodów. Zdobyła podczas tych występów 92,40% swoich punktów.
Tymczasem Jarosław Skrzyczyński swoje 955 punktów zdobywał głównie startując na zawodach rangi 3 gwiazdek. W 4 startach w zawodach rangi 5 gwiazdek (wliczając w to udział w Mistrzostwach Europy w Aachen) polski lider zdobył jedynie 14,13% swoich punktów rankingowych.
Na koniec już ostatnie pytanie. Czy polscy zawodnicy nie mogą zacząć zdobywać swoich punktów w zawodach wyższej rangi i w konkursach wyższej grupy niż grupa D? Odpowiedź na nie z jednej strony wydaje się być skomplikowana. Udział polskich jeźdźców w takich turniejach ograniczany jest niejako „administracyjnie”. Świat wielkiego sportu jest stosunkowo hermetyczny, zarezerwowany dla najbogatszych i najlepszych (kolejność dowolna) i nie bardzo chce się „rozszczelnić” dla polskich „gwiazd”. „Gwiazd” które pod wieloma względami nie odstają wcale tak mocno od jeźdźców z pierwszej setki Longines Rankings. Organizatorzy wielkich imprez nie kwapią się wcale z zapraszaniem na nie naszych reprezentantów. Od wielu lat, kolejne ekipy rządzące w PZJ obiecują poprawę tego aspektu polskich startów zagranicznych. Zostawiając na boku fakt, czy głoszone intencje popierane są konkretnymi działaniami (wydaje się to mocno wątpliwe) to efektów raczej nie widzimy i tak naprawdę nie należy się ich spodziewać. Instytucja „dzikich kart” przyznawanych przez FEI wbrew deklaracjom oficjeli tego ciała nie jest w stanie zapewnić szerszej prezentacji polskich skoczków na tych prestiżowych turniejach. Instytucja „stolików sponsorskich” jest tyleż droga dla PZJ, co również nie zawsze możliwa. Wydaje się wiec, że warto jak mantrę przypominać bez końca słowa często odwiedzającego Polskę Alberta Voorna, który powiedział: „Jeśli polscy zawodnicy będą wygrywać konkursy zawodów trzygwiazdkowych, jeśli będą mieli za sobą podwójne, bezbłędne przejazdy w konkursach Grand Prix tych zawodów czy podwójne, bezbłędne przejazdy w konkursach Pucharu Narodów, to z pewnością będą zapraszani na zawody 4 i 5 gwiazdkowe. Jeśli tego nie będzie, to ich starty w takich zawodach nic nie dadzą.”
Szukaj
Zaloguj się







