Była pierwszym polskim jeźdźcem, który zdołał awansować w światowym rankingu skoczków do elitarnego grona setki najlepszych. Dwukrotnie sięgnęła jako jedyna kobieta po tytuł Mistrza Polski w skokach, w kategorii seniorów. Jak ocenia tegoroczny sezon Aleksandra Lusina-Gołaś, bo o niej mowa, i czego oczekuje po roku 2021? Przeczytajcie krótką z nią rozmowę.

 

Ola, jak oceniasz wydarzenia niedługo kończącego się roku 2020? Co on Ci przyniósł, a co Ci zabrał?

To prawda, kończący się rok 2020 był, a raczej jeszcze trwający rok, jest dosyć dziwnym rokiem, pewnie nie tylko w moim życiu. Wiosenne zawirowania związane z pandemią i zatrzymanie nie tylko gospodarki ale również i sportu, to jeden z jego wyróżników. Jaki więc był ten sezon dla  mnie? Trochę trudno mi pewnie będzie podsumować to wszystko w stosunkowo krótkiej wypowiedzi. Były pewne plany, które niestety w bardzo niewielkim stopniu udało mi się zrealizować. Dotyczy to głównie moich starszych koni. Planowałam wyjazd do Belgii, planowałam jakieś zawody za granicą Polski, które miały poprzedzić mój udział w tegorocznych Mistrzostwach Polski, ale nic z tego nie wyszło. Cały plan startów przygotowawczych do głównych imprez runął, bo odwołano zawody. A jednak specjalnie nad tym nie ubolewam. Po pierwsze dlatego, że jak już kiedyś mówiłam w trakcie naszej rozmowy, czuję się osobą spełnioną w tym co robię na płaszczyźnie sportowej oraz życiowej. Po drugie zaś, ta cała covidowa sytuacja stworzyła też całkiem sporo nowych sytuacji w moim działaniu końskim. A nie ukrywam, że to właśnie daje mi w dalszym ciągu bardzo wiele satysfakcji. No więc w tym roku mój mąż otworzył stację ogierów. W związku z tym występuję w roli prezentera naszych ogierów, tak aby umożliwić hodowcom dokonanie właściwego dla nich wyboru. Chcemy przedstawiać naszym hodowcom konie nie tylko na papierze pod względem ich rodowodu. Chcemy pokazać im jak się ruszają, jak skaczą, jaką mają głowę na parkurze oraz to, że ja, kobieta, daję sobie z nimi radę pomimo tego, że są użytkowane również w hodowli. A przecież wszyscy zdają sobie sprawę z faktu, że z kryjącym ogierem jest się trochę trudniej porozumieć. Jest on troszkę bardziej rozkojarzony. Ma wyższy poziom hormonów i z tego powodu chce pokazać swoją dominację. A jednak konie w naszej stajni muszą nie tylko sprawdzać się w hodowli, ale również i w sporcie. Tak więc selekcja i prezentacja wyhodowanych u nas koni na licznych próbach i pokazach to jedna z tych nowych możliwości, które bieżący rok mi przyniósł. Wspiera mnie w tym cały czas mój mąż oraz teść. Szkoda, że nie odbyła się przygotowywana przez kolegę Krajewskiego przy wsparciu pana Ludwiczaka impreza czempionatów w skokach luzem. Mieliśmy bardzo skrupulatnie przygotowaną na nią bardzo fajną stawkę koni. Ale mieliśmy to szczęście, że nie odwołano prezentacji klaczy i ogierków 2 i 3-letnich. Co prawda nie mogłam na tej imprezie pokazać ich jako jeździec, ale mogłam się wykazać jako osoba przygotowująca konie. I nasza zaledwie 2-letnia klacz wygrała skoki luzem i w końcowej klasyfikacji zajęła drugie miejsce, będąc przy tym najlepiej skaczącym i galopującym w całej stawce koniem. Kolejną nową możliwością jaka się w tym dziwnym czasie otworzyła przede mną było zaproszenie mnie przez prezesa Ludwiczaka do sędziowania koni 4-letnich podczas tegorocznej edycji SCMK. Jest to dość trudna i odpowiedzialna rola, bo tak naprawdę oceniając dzisiaj jakiegoś 4-latka dopiero za parę lat zobaczymy, czy nasza ocena była właściwa. Dopiero za parę lat te konie zaczną chodzić wyższe konkursy, a ich potomstwo pokaże się na parkurach i będzie je można ocenić w sporcie. Bardzo jestem wdzięczna za danie mi tej szansy, bo mówiąc szczerze, bardzo lubię oceniać młode konie, wyrabiać sobie „oko”. Bo żeby być naprawdę dobrym w tym, trzeba to oko wyrabiać sobie przez całe lata. Oczywiście nie bez znaczenia jest w tym wszystkim moje osobiste doświadczenie wyniesione z moich startów w najważniejszych imprezach, jak Mistrzostwa Świata, Mistrzostwa Europy czy starty na własną rękę na dużych, jeździeckich imprezach, gdzie miałam okazję spotkać i porozmawiać z wieloma uznanymi na całym świecie fachowcami. To z pewnością pomaga. Daje niezbędną do obiektywnej oceny perspektywę.

 

 

Można więc powiedzieć, że Twoją mniejszą aktywność na polu sportowym zrekompensowałaś sobie na polu hodowlanym?

Tak, oczywiście to prawda. Brak możliwości rozgrywania zawodów nie spowodował u mnie stanu błogiego lenistwa. To chyba nie byłoby zgodne z moim charakterem. Ale ta prawda jest nie do końca pełna. Ponieważ kolejną nową rzeczą, która pojawiła się w moim działaniu jest dobieranie koni do konkretnych ludzi. Tak naprawdę zaczęło się to troszkę przypadkowo w początkach ubiegłego roku. Mam na myśli Monsuna i Darię Pietrzak. Pierwszy trener tej zawodniczki zapytał mnie, czy nie mam konia dla takiej jak Daria amazonki. Powiedziałam, że owszem, mam takiego konia i jest to Monsun. Nie mogliśmy w tym czasie umówić się na próbowanie tego konia, bo wtedy przebywałam w Belgii i przygotowywałam tam sobie konie i pracowałam. Musiałam więc działać zdalnie. Wysłałam konia do Darii Pietrzak i okazało się, że dziewczynka stworzyła z nim bardzo fajną parę i szybko z poziomu regionalnego trafiła do Kadry Narodowej dzieci. Widziałam ich w konkursie 140 cm na zawodach we Wrocławiu i powiem, że Daria pięknie go pojechała. Aż mi się łezka w oku zakręciła. Cieszę się więc, że wyszkolony przeze mnie koń tak dobrze spasował się z Darią, a jej cała rodzina bardzo o niego dba i wzorowo prowadzi tego konia. Nie ukrywam, że na tej właśnie bazie mam w tym roku mnóstwo zapytań czy próśb o dobranie konia pod konkretnego jeźdźca. I tak świetna klacz Coca Cola trafiła do pani w Warszawie. W Kołobrzegu są takie dwa konie, które ze swoimi jeźdźcami przyjeżdżają co jakiś czas do mnie na trening. Daje mi to możliwość przekazywania mojej wiedzy i doświadczenia kolejnym osobom. Osobom, które zaczynają swoją jeździecką drogę na doskonale do tego celu przygotowanych wierzchowcach.

 

 

A co ten dziwny rok przyniósł szkoleniowcowi jeździeckiemu Aleksandrze Lusinie-Gołaś?

No cóż, w tym ujęciu tematu wiosenno-letnie ograniczenia przyniosły pewien spadek mojej aktywności. To naturalne. Problemy z przemieszczaniem się, duża niewiadoma odnośnie właściwości samego koronawirusa nie sprzyjały podróżom. A więc mniej ludzi przyjeżdżało do mnie i ja również mniej jeździłam. Jak jednak wcześniej powiedziałam, czasu raczej nie marnowałam i w miejsce mniejszej aktywności wprowadziłam aktywność na innym polu. Tak więc nadmiar wolnego czasu nie spędzał mi snu z powiek (śmiech).

 

 

Jakie wobec tego są Twoje oczekiwania od roku 2021?

Wydarzenia tego roku pokazały, że w tak niepewnej sytuacji robienie jakiś planów nie do końca jest uzasadnione. Dlatego powiedzmy, że ze spokojem czekam co życie przyniesie. Trzeba więc brać to, co ona niesie w danej chwili z całym tego dobrodziejstwem. Na przykład teraz, na świecie czy w Europie zawody się odwołuje, a u na się pojawiają nowe. Jak w Sopocie, w grudniu. Nie ma więc co dzielić włosa na czworo, tylko trzeba na te zawody jechać i wykorzystać nadarzającą się okazję do startów. To chyba cała filozofia na rok przyszły. Jeśli będę mogła to przygotuję stawkę moich starszych koni na zawody. Jeśli nie będę tego mogła zrobić, to znowu skupię się na przygotowaniu naszej młodzieży do startów w niskich konkursach, czy do innych imprez hodowanych. Skupię się na tych 2 czy 3 moich podopiecznych, na których będę miała czas, by ich przygotować i postaramy się, żeby zrobili znaczący postęp w swoim jeździectwie. Mówiąc wprost: nie wiem co będzie w 2021 roku. Ale wiem jedno – ja na pewno nudzić się nie będę.

 

 

Jesteś więc widzę wielką optymistką?

Nie nazwałabym tego w ten sposób. Po prostu uważam, że nie ma co narzekać. Nowe czasy niosą nam nowe wyzwania. Trzeba je po prostu podejmować i szukać swojego miejsca w nowej rzeczywistości. Pewnie jakaś drobna stabilizacja lub jak ktoś woli stagnacja i poczucie swojego rodzaju komfortu bywają czasem nawet miłe. Ale wydaje mi się, że na dłuższą metę to nie dla mnie. Ja lubię sprawdzać się w tym, co robię. Jak mawiał John Maden, by robić coś dobrze musisz zdobywać praktykę, musisz odważyć się konfrontować i poddawać ocenie. Kiedyś tego do końca nie rozumiałam. Dzisiaj już tak i w pełni się z tym zgadzam.