O kompetencji i jej braku

Sławomir Dudek | 16 lipca 2018

O kompetencji i jej braku

Huśtawka nastrojów w polskim jeździectwie sportowym nie zamierza wcale zwalniać ani swojego tempa, ani swoich odchyleń. Po burzliwym czerwcu z dwoma Zjazdami Delegatów PZJ przyszedł nie mniej burzliwy lipiec.

REKLAMA

reklama

Jeszcze nie przebrzmiały echa występu polskich reprezentantów na młodzieżowych Mistrzostwach Europy w ujeżdżeniu, skokach przez przeszkody i WKKW jakie rozegrano w terminie 8–15 lipca we francuskiej miejscowości Fontainebleau, kiedy wokół tego startu rozpętała się w internecie prawdziwa burza.

Jak już niemal każdy zainteresowany polskim sportem jeździeckim przeczytał we wpisie umieszczonym na facebookowym koncie "Polish Eventing Team" w Fontainebleau doszło do wielkiego skandalu.

Jedna ze stron pokazała jak osoby oficjalne w polskiej ekipie WKKW postanowiły zaszkodzić jednej z polskich zawodniczek uczestniczących w Fontainebleau, w walce o medale w kategorii młodych jeźdźców.

My postanowiliśmy zapytać drugą stronę o ich wersje opisanego zdarzenia we wpisie "Polish Eventing Team".

Szefem polskiej ekipy w dyscyplinie WKKW na młodzieżowych Mistrzostwach Europy w Fontainebleau (FRA) był Jacek Kowerski, który o przedmiotowej sprawie powiedział:

W największym skrócie mówiąc, ale tak, żeby nie nie pominąć najważniejszych faktów, powiem, że podczas tego wyjazdu na młodzieżowe Mistrzostwa Europy doszło do kilku bulwersujących zdarzeń. Pierwsza sprawa, to to, że jeszcze przed wyjazdem z kraju prosiłem wszystkich zawodników, żeby nie podawać koniom żadnych pasz ani suplementów, które nie byłyby sprawdzone przed podaniem przez naszego lekarza weterynarii. Niestety po przyjeździe na miejsce okazało się, że nie wszyscy wzięli sobie do serca te ustalenia. Na szczęście udało się szybko całą sprawę opanować i wyjaśnić. Miałem nadzieję, że będzie to już koniec niespodzianek. Niestety nie był. Działania personalnego trenera jednej tylko zawodniczki z ekipy młodych jeźdźców dosłownie rozwaliły tą drużynę. Jego publiczne szkalowanie za plecami zainteresowanych: trenera Kadry Narodowej, mnie jako szefa ekipy oraz pełniącą na tym wyjeździe obowiązki oficjalnego lekarza weterynarii polskiej ekipy w WKKW, doprowadziło do fatalnej atmosfery między nami, a zawodnikami co uniemożliwiało normalne funkcjonowanie na tak ważnej i prestiżowej imprezie. „Banda nie wiedzących co robią matołów i osłów” to bodaj najbardziej nadający się do powtórzenia repertuar tego pana. W sobotę wieczorem pomagałem pani lekarz weterynarii w suplementowaniu dozwolonymi podczas zawodów środkami koni polskiej ekipy. Jest to normalna praktyka na tego typu zawodach. Oczywiście odbywało się to zgodnie z obowiązującymi przepisami FEI w treatment boksie. Nagle nie wiadomo skąd pojawili się tam mama jednej z zawodniczek, jej trener personalny oraz sama zawodniczka prowadząca swojego konia w towarzystwie nieznanego nam człowieka. Nieco zmieszany naszą obecnością trener oświadczył, że nie mają zaufania do pani weterynarz i znajomy lekarz z Norwegii poda preparaty zalecone przez ich lekarza z kraju. To była dosyć kuriozalna sytuacja. Oświadczyłem, że kategorycznie nie zgadzam się, żeby obcy lekarz podawał jakiekolwiek substancje koniowi polskiej ekipy. Przecież nie mogę ponosić odpowiedzialności za polską ekipę w sytuacji kiedy ktoś obcy podaje nieznane nam substancje jednemu z polskich koni. Pani weterynarz powiedziała podobnie, że jako lekarz polskiej ekipy nie zgadza się na podawanie koniowi polskiej ekipy jakichkolwiek leków przez osoby trzecie. Wywołało to bardzo emocjonalną i niezbyt grzeczną reakcję trenera personalnego zawodniczki, który pewnie gdyby nie moja stanowcza reakcja posunąłby się do rękoczynów w stosunku do kobiety, lekarza weterynarii. Wyszła z tego naprawdę straszna awantura. Kiedy sami lekarze weterynarii wymienili się informacjami o tym, co ma być podane temu koniowi polskiej ekipy, polski weterynarz podała otrzymane od Norwega preparaty. Wydawało by się, że sprawa została rozwiązana. Pozostał jednak formalny problem, czy i kto powinien wypełnić odpowiednie dokumenty weterynaryjne. Czy ma to zrobić polski weterynarz dokonujący iniekcji czy lekarz norweski, którego środki zostały de facto podane? Pani weterynarz polskiej ekipy postanowiła w sytuacji kiedy Delegat Weterynaryjny opuścił już teren zawodów wyjaśnić tę kwestię rankiem następnego dnia. Faktycznie następnego dnia Delegat Weterynaryjny w kontakcie z Delegatem Technicznym poprosili na rozmowę wyjaśniającą sytuację mnie, panią lekarz weterynarii, mamę zawodniczki oraz trenera i lekarza norweskiej ekipy. W zaistniałej sytuacji pani lekarz weterynarii opiekująca się końmi polskiej ekipy została poproszona o wypełnienie druku Załącznika B zawierającego nazwy i dawki podanych środków. Nieprawdą jest, że załącznik ten miał być wypisany ze wsteczną datą. Miała być w nim jedynie podana faktyczna data podania środków. Nieprawdą jest też, że był to „donos” na polską zawodniczkę czy jej ekipę. Chodziło jedynie o wyprostowanie niezbyt dobrej sytuacji w jakiej działania mamy zawodniczki i jej trenera postawiły całą polską ekipę. Nie było to też jakieś oficjalne działanie, bo takie musiało by być zgłoszone na piśmie, a nie ustnie i poza tym odbyć się z udziałem Sędziego Głównego Mistrzostw Europy. Zapewne też zakończyłoby się ono niezbyt przyjemnymi dla samej zawodniczki konsekwencjami. Zawodniczki, która myślę, że nie była niczemu winna. To tyle w skrócie co mam do powiedzenia w tym temacie.

Szefem całej polskiej misji uczestniczącej w tegorocznych młodzieżowych Mistrzostwach Europy w ujeżdżeniu, skokach i WKKW był członek Zarządu PZJ, Oskar Szrajer, który nam powiedział:

„Nie chciałbym, żeby to co teraz powiem, zostało odebrane jako „moja wersja” wydarzeń. To co teraz powiem opiera się na informacjach przekazanych mi przez szefa ekipy WKKW oraz lekarza weterynarii polskiej ekipy WKWW oraz na moich własnych obserwacjach w Fontainebleau. Atmosfera w ekipie WKKW od samego początku tegorocznych ME była niedobra. Z przekazanych mi relacji wynikało, że dochodziło do podważania autorytetu i kompetencji osób oficjalnych, tj. szefa ekipy, trenera i lekarza weterynarii w polskiej ekipie przez obecnego we Francji trenera jednej z polskich reprezentantek. Z pewnością te działania w jakimś tam stopniu odbijały się na zawodnikach i osiąganych przez nich wynikach. Sporna sytuacja, która wywołała tyle zamieszania dotyczyła tego, że lekarz weterynarii opiekujący się końmi polskiej ekipy WKKW nie został powiadomiony o tym, że po zakończonym krosie lekarz weterynarii innej ekipy zagranicznej będzie wykonywał jakiekolwiek iniekcje u konia polskiej zawodniczki. Lekarz polskiej ekipy nie wyraził na to zgody, co jest zrozumiałe. Doszło tam wtedy po raz kolejny do ostrej i nieprzyjemnej sytuacji, która skończyła się tym, że preparaty, które właściciele konia chcieli podać koniowi, zostały podane przez polskiego lekarza. Ponieważ sytuacja ta była nie tylko nieprzyjemna ale i też niezgodna z przepisami weterynaryjnymi, polska lekarka postanowiła zgłosić próbę podania preparatów przez nieuprawnionego lekarza Delegatowi Weterynaryjnemu. Wprawdzie odradzałem ten ruch, ale pani doktor po konsultacjach telefonicznych z weterynarzami w kraju postanowiła jednak zgłosić ten fakt i tak zrobiła. Tak więc notatka na fb jest nierzetelnym opisem sytuacji. Polski lekarz weterynarii nie zgłaszała żadnej oficjalnej skargi ani donosu na polską zawodniczkę. Przedmiotem zawiadomienia była próba podjęcia działania przez norweskiego lekarza, w wyniku czego doszło do konsultacji stron zainteresowanych z Delegatem Weterynaryjnym i Delegatem Technicznym, a w konsekwencji do późniejszego pobrania próbki do badań antydopingowych od polskiego konia. Ta nieprzyjemna i nikomu nie potrzebna sytuacja z pewnością nie ułatwiła startów polskim zawodnikom. Na szczęście sama zawodniczka pomimo tego dodatkowego stresu zdołała się skupić na tyle, żeby osiągnąć naprawdę doskonały wynik.

Pełniąca podczas młodzieżowych Mistrzostw Europy obowiązki lekarza weterynarii polskiej ekipy WKKW Agnieszka Bestry całe zdarzenie przedstawiła nam tak:

Jest sobota po krosie. Powiedziałam zawodnikom polskiej ekipy, że trzeba „odświeżyć konie” i w tym celu idziemy do treatment boksu. To taki specjalny boks wyznaczony do przeprowadzania tego typu zabiegów. Idąc do tego boksu zobaczyłam zawodniczkę M.C. i zapytałam ją czy che odświeżyć swojego konia i podać mu miko i makroelementy, witaminy i tego typu dozwolone w trakcie zawodów substancje. Usłyszałam w odpowiedzi, że musi się o to zapytać swojego osobistego trenera. Po chwili ten trener pojawił się i oświadczył, że ich koń nic nie potrzebuje. Przyjęłam tę decyzję ze spokojem, mówiąc, że gdyby zdanie zmienili to wiedzą gdzie będę. Praca z polskimi końmi zajęła mi stosunkowo dużo czasu i mniej więcej około godziny 22:30 pracując z koniem w boksie, usłyszałam odgłos końskich kopyt i po chwili głos trenera zawodniczki, M.C, który oznajmił, że przyszli z norweskim lekarzem weterynarii, który poda ich koniowi leki. Przyznam, że mnie to wstrząsało. Lekarz z Norwegii ma podawać leki polskiemu koniowi? Wyszłam z boksu i powiedziałam, że się na to stanowczo nie zgadzam. W reakcji pan trener mnie dosłownie zaatakował! Serce zaczęło mi mocno walić i zaczęłam się cofać przed atakującym mnie trenerem, który był bliski uderzenia mnie. Interwencja szefa polskiej ekipy WKKW trochę przywołała pana trenera do porządku. Na tyle, że szef polskiej ekipy nas rozdzielił. Ręce zaczęły mi dygotać, ale opanowałam strach i powiedziałam, że nie będę im robić problemów, ale muszę wiedzieć jakie leki chcą podać koniowi. Norweski lekarz pokazał co przyniósł. Nie były to żadne „wynalazki”. Biodyl, Traumeel i Polyglycan to środki, które posiadałam i mogłam bez problemu podać. Norweski lekarz weterynarii nie rozumiejąc o co chodzi w tym całym zamieszaniu, podał mi trzęsącymi się rękoma zaciągnięte do strzykawki preparaty, które w treatment boksie podałam koniowi. Usiadłam w boksie i powiadomiłam o całym zajściu pana Oskara Szrajera. Przeprosiłam też A.B. której koniem miałam się przed tym zajściem zająć, ale tak mi się trzęsły ręce, że musiałam poprosić ją o zwłokę. Na tym skończyły się emocje sobotniego wieczoru. Rano w niedzielę pomyślałam o tym, że w sytuacji kiedy tylko przez przypadek nie doszło do podania preparatów koniowi polskiej ekipy przez nieuprawnionego do tego lekarza weterynarii nie należałoby jednak wypełnić na te preparaty Załącznika B? Co prawda przy tych 3 środkach, które podałam poprzedniego wieczora nie ma obowiązku tego robić, ale nie ma też żadnego przeciwwskazania do tego. Nie bardzo tylko wiedziałam, czy lepiej żebym zrobiła to ja, czy może lepiej jak zrobi to norweski lekarz weterynarii? Próbowałam zasięgnąć opinii i pomocy w tej kwestii u kolegów w Polsce. Uzyskałam radę, że najlepiej będzie uzgodnić dalszy tok postępowania z Delegatem Weterynaryjnym. Tak też zrobiłam. Poprosiłam go w prywatnej rozmowie o radę. Akurat w pobliżu był też Delegat Techniczny i po konsultacji z nim obydwaj panowie postanowili poprosić o wypowiedzenie się na temat tego zajścia wszystkich jego uczestników. Doszło do takiego spotkania. Mama polskiej zawodniczki wyjaśniła, że nie ma do mnie zaufania jako do lekarza weterynarii ponieważ nie znam się na WKKW, a mam jedynie doświadczenie w rajdach. W tej sytuacji zadzwoniła do swojego lekarza weterynarii w Polsce, który skontaktował się z lekarzem norweskim, żeby ten podał polskiemu koniowi leki. Nie będę tego komentować w żaden sposób. Powiem tylko, że inni zawodnicy lub ich rodzice dostarczyli mi karteczki od swoich lekarzy weterynarii z sugestiami jakie i kiedy preparaty dozwolone do użycia mam podać. Przecież to normalne zachowanie, które mogłoby być zrealizowane również w przypadku tego konkretnego konia. Obydwaj panowie zaproponowali, żeby dalej tej sprawy nie nagłaśniać, bo nie świadczy ona najlepiej o polskiej ekipie i podniesienie jej do rangi oficjalnej sprawy może przynieść nieprzyjemne konsekwencje samej zawodniczce, która w myśl przepisów FEI jest podczas zawodów jedyną osobą odpowiedzialną za konia. Oczywiście nie zgłaszałam sprzeciwu w tej kwestii bo nie było moją intencją szkodzenie samej zawodniczce. To co przeczytałam we wpisie mamy polskiej zawodniczki jaki zamieściła ona na fb załamało mnie zupełnie. Nie rozumiem w jakim celu tyle nienawiści i tyle nieprawdy w tym wpisie. Na razie jestem w drodze powrotnej do Polski i ciężko mi to wszystko ogarnąć. Z pewnością jednak po powrocie do Polski nie zostawię tej sprawy. To tyle co tak na gorąco mogę powiedzieć o niej.

Znamy więc opis tej samej sytuacji z punktu widzenia tak zwanej „drugiej strony"  w stosunku do wpisu zamieszczonego przez "Polish Eventing Team".

Gdzie leży więc prawda? Kto jest jej bliższy? Czy mama polskiej zawodniczki czyli Polish Eventing Team czy oficjalny w Fontainebleau lekarz polskich koni uczestniczących w rywalizacji WKKW, szef polskiej ekipy WKKW i w końcu szef całej polskiej misji we Francji podczas młodzieżowych Mistrzostw Europy?

Myślę, że każdy z czytających ten tekst powinien samodzielnie poszukać odpowiedzi na to fundamentalne pytanie analizując poszczególne wypowiedzi każdej ze stron.

Myślę też, że spora część czytelników znała już wcześniej jedyną dopuszczoną przez siebie prawdę w tej sprawie i żadne argumenty nie są w stanie jej zmienić.

Zostawiając więc sam proces dochodzenia do  najbardziej obiektywnego z możliwych obrazu wydarzeń w polskiej ekipie WKKW podczas startu w  Fontainebleau chciałbym zwrócić uwagę czytelników na jeszcze jeden aspekt tych wydarzeń.

Udział w zawodach takiej rangi jak Mistrzostwa Europy, Mistrzostwa Świata czy Igrzyska Olimpijskie związany jest z jednej strony z olbrzymimi wyrzeczeniami i na ogól z takimi samymi kosztami. Związane jest to z samym zakwalifikowaniem się do takiej imprezy jak i należytym  przygotowaniem do udziału w mistrzowskich już zmaganiach.

To z kolei wiąże się z niebywałym poziomem napięcia jaki towarzyszy nie tylko samym sportowcom ale również całemu ich zapleczu.

Kolejną implikacją tego jest duża nerwowość reakcji podczas takich zawodów.

Dotyczy to niemal wszystkich aktorów tego teatru. Sportowców, ich trenerów, członków ich zaplecza, czyli w przypadku sportu młodzieżowego, głównie rodziców startujących zawodników oraz nie ma co ukrywać, również osób oficjalnych.

Można chyba z bardzo dużą dozą prawdopodobieństwa zrobić założenie, że wszystkie te osoby chciałaby jak najlepiej dla swoich zawodników, zawodnicy chcieliby osiągnąć jak najlepsze wyniki, by zadowolić swoich sponsorów, działaczy, kibiców samych siebie a nawet przysłowiową „ciocię Jadzię”. 

A jednak mimo tych szlachetnych pobudek to duże napięcie prowadzi często do generowania bardzo konfliktogennych sytuacji. To poniekąd naturalne.

Jak więc poruszać się podczas takich pełnych nerwów zawodów, by nie tylko osiągnąć sportowy sukces ale i też nie pozabijać się wzajemnie zanim sportowcy będą mieli okazję walczyć na sportowej arenie?

Odpowiedź na to pytanie wbrew pozorom jest stosunkowo prosta: NALEŻY TRZYMAĆ SIĘ USTALONYCH PROCEDUR, które stanowią pewne zabezpieczenie przed takimi jak opisana sytuacja.

Zgodnie bowiem z obowiązującymi przepisami weterynaryjnymi FEI właściciel konia czy startujący na nim na zawodach zawodnik może stracić zaufanie do lekarza weterynarii swojej ekipy i nie chcieć, by dalej on tego konia obsługiwał. Jedynym lekarzem, który w tej sytuacji może zając się koniem jest lekarz leczący zawodów wraz ze swoim zespołem (na imprezach tak dużego formatu nie jest to tylko jeden lekarz weterynarii).

Funkcję Veterinary Service Manager (VSM) w Fontainebleau pełnił Christophe Schotterer i tylko on mógł zrealizować za zgodą Delegata Weterynaryjnego prośbę mamy zawodniczki o suplementację polskiego konia w sytuacji kiedy nie mieli zaufania do oficjalnego, polskiego lekarza weterynarii.

Tymczasem, jeśli prawdą jest, że mamę zawodniczki do norweskiego lekarza weterynarii skierował zajmujący się w Polsce koniem lekarz weterynarii, to wychodzi na to, że to on wykazał się skrajnym brakiem znajomości obowiązujących przepisów. Skierowanie kwestii suplementacji polskiego konia do swojego kolegi po fachu z Norwegii nie było, jak pokazało życie dobrym pomysłem.

Nie ma się więc co dziwić, że koń polskiej zawodniczki został skierowany do pobrania próby w badaniu antydopingowym.

Miejmy nadzieję, że badanie to okaże się negatywne. W przeciwnym wypadku konsekwencje tej awantury spadną na samą zawodniczkę.

Komentarze (93)

John (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

I dla mnie sprawa wygląda teraz zupełnie jasno. Niestety najwięcej zamieszania zawsze robią rodzice rodzice z chorymi ambicjami.

xxx (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

Ja tylko nie rozumiem w czym nie mieli zaufania do Pani weterynarz, że nie umie zastrzyku zrobić czy, że co? Bez przesady są lepsi i gorsi weci ale tu nie chodziło o skomplikowaną operację tylko o podanie leków.

Lekarz (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

To trzeba by zapytać zawodniczkę czy jej mamę lub tajemniczego trenera.

Pytanie (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

Który zawodnik nie zastosował się do wytycznych odnośnie podawania suplementów??

Michał Szafryna (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

Kilkanaście lat temu miałem przyjemność uprawiać wkkw. W tym czasie środowisko to też miał swoje małe i duże interesy wewnętrzne, ale sytuacja jak wyżej opisana była nie do pomyślenia! Jacka Kowerskiego znam od dawna i wiem jedno: facet ma pojęcie o wkkw. To jego pasja. Szkoda, że takie świadectwo wystawiamy sobie na świecie!

Adam (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

Mam nadzieję że osoby które wyraziły swoje zbulwersowanie na fb po wpisie zawodniczki to przeczytają i trochę ochłoną. Nie zawsze zawodnik to święta krowa. Moim zdaniem tu oficjele zachowali się poprawnie.

Hmmm (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

Ciekawe dlaczego Świat Koni nie zapytał w ogóle Gosi, jej mamy, trenera, lekarza? Takie to jest RZETELNE DZIENNIKARSTWO. Tfu.

Adam do Hmmm (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

No chyba wersje zawodniczki już chyba wszyscy dość dobrze znają?? O co mieli pytac?? Podali nazwę konta na którym wpis się pokazał, kto chce to przeczyta, zresztą myślę że każdy już to czytał. Brakowało właśnie opinie drugiej strony więc nie wymyślaj.

wrotki (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

Władza demoralizuje, władza absolutna demoralizuje absolutnie. Chyba oficjele zapomnieli, ze bez zawodników nie sa nikomu i do niczego potrzebni, a ich rola jest wlasnie wobec zawodników służebna. Cytując Zenona Laskowika: „jak kołek pójdzie za wysoko, to pozostaje tylko dziura i smród” (chodzi oczywiście o kołek wbijany w sufit celem montażu żyrandola)

Jaś do wrotki (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

Co konkretnie chciałeś napisać?? W mojej opinii po przeczytaniu zdania obu stron to zawodniczka lub jej otoczenie wypada słabo. Nigdy bym nie wpadł na to by na zawodach takiej rangi przeprowadzać obcego lekarza by ten zajmował się koniem drużyny.

Ola do Adam (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

Nie znamy wersji samej zawodniczki, ponieważ w/w fanpage prowadzony jest przez jej mame aczkolwiek sama zawodniczka zapewne nie ma odwagi stanąć wbrew matce, a kto wie, może dopowiedziała by coś ciekawego

Anna (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

Każdy kto choć trochę siedzi w wkkw i jakkolwiek kojarzy zawodniczkę o której mowa, wie, ze jej mama jest specyficzna. Nie zdziwiłabym sie by ta szopka była podkoloryzowana z jej strony, mimo, ze mie ufam oficjelom do końca.

koniara (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

Pani weterynarz tak podkoloryzowala swoja wypowiedz, ze moze warto byliby sie zastanowic nad zmiana branzy i pojsc w kierunku literatury?

Aneta (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

Komentarz usunięty, z powodu naruszenia §5 regulaminu. Administrator.

XXX (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

Skoro lekarz miała podać tylko wymienione leki nie podlegające żadnej rejestracji to po co była ta szopka na całą Europę z powiadamianiem wszystkich możliwych osób oficjalnych ??? Ktoś zrobił zadymę a teraz stara się odkręcić sprawę i zwalić winę na innych.

Nick (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

Halo halo, a może ktoś zapytałby o zdanie samej zawodniczki bez posrednictwa matki? Tez jestem ciekaw co ona ma do powiedzenia aczkolwiek spodziewać sie można ze będzie podtrzymywała wersje matki

kucyk do xxx (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

a jak sobie wyobrażasz na zawodach ze przychodzi obcy facet i podaje leki?? Trochę rozwagi.

XXX (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

A podał ??? Gdyby podał to powinno się zgłosić ,a sam zamiar i to wcale nie na pewno to nie powód do robienia takiej zadymy.

kucyk do xxx (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

a przyszedł po co?? by się przejść?? Dobrze że jeszcze na miejscu była lekarz drużyny. Jak widać to zadymę zrobiła mamusia czy kto tam zarządza u tej zawodniczki. Nienawiść do PZJ zamula Ci wzrok. Czas się obudzić, cwaniaki nie tylko są w PZJ.

XXX (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

Jak na mój gust , reakcja nieadekwatna do zaistniałej sytuacji , bardzo przesadzona i wysoce szkodliwa wizerunkowo. Te ciągłe afery , niekończące się wybory , podział środowiska jest już tak męczący że te ciągłe newsy ogląda się jak Brazylijską telenowele. PZJ wojuje z zawodnikami a ci mają ich w głębokim poważaniu , tak źle chyba jeszcze nigdy nie było. Nawet poprawa finansów PZJ tu tego nie odmieni.

polskieWKKW (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

A problemów by nie było gdyby został trener kadry, który wszystkim zawodnikom pasował, lekarz weterynarii , który też od lat był z ekipami na ME WKKW. Nie dziwię się, że ekipa Gosi nie miała zaufania do nowej wet kadrowej, też nie mam. Czekamy na lepsze zmiany bo ta jest beznadziejna same wyniki o tym świadczą, a zainteresowanie trenera kadry zawodnikami=0. Pan Kowerski chociaż się stara być szefem ekipy ale reszta nie robi nic i chcą na siłę na zawodach zrobić coś, co się powinno robić na zgrupowaniach i w domu.

Sponsor (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

Zawodniczka jest wciąż w podróży ale na pewnonsię wypowie ponieważ jej w ogóle nie było w momencie gdy odbyla sie rozmowa o podaniu leku. Nie bylo tam lekarza norweskoego rowniez. Byli inni zawodnicy i pamietaja jak sytuacja wygladala naprawde. Skala kłamstw przedstawicieli PZJ żeby przykryć fakt złożenia nieuzasadnionego donosu na lekarza norweskiego i zawodniczke jest porażająca. Norweski lekarz to szpakowaty pan z ogromnym doświadczeniem który potraktował histerie polskiej pani doktor w boksie weterynaryjnym ze zdziwieniem i rozbawieniem. Niestety nie wiedział że zdolna jest ona do składania donosu na niego bez żadnych podstaw...

Zdziwiony. (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

Do Aneta. Pan JK się stara? Chyba uprzykrzyć życie zawodnikom. Dlaczego większość z nich usłyszała ze są na ME dzięki niemu i maja być za to wdzięczni ? On zrobił za nich kwalifikacje i startował w zawodach ? Niedopuszczalnych sytuacji i niewybrednych tekstów pana JK było więcej.

pikaczu do sponsor (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

to ta grupa zawodników była chyba w innym miejscu niż ta, z którą rozmawialem...chyba ktoś tu ma problem z definicją donosu. Mam nadzieję, że Pani Doktor zrobi porządek z ta cała sytuacją, w tym z lekarzem, który podpowiadał ścieżkę podania czegokolwiek droga niezgodna z przepisami.

Delegat (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

mam nadzieję że zostanie wyjaśnione kto kłamie bo winni tej sytuacji powinni być napiętnowani. Dla mnie kuriozum jest fakt zaproszenia do podania leku obcego lekarza!!! co to w ogóle jest za pomysł by lekarz innej ekipy zajmował się nie swoim koniem?!? Do sponsor. O tym norweskim lekarzu też nie najlepiej świadczy że w ogóle zgodził się podać lek.

prawo (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

Na zawody tej rangi należy być przygotowanym!!!!!!!- dotyczy to zagadnień merytorycznych prawnych-PRZEPISY.!!!!!!. Albo jest zespół albo nie-Pojęcie drużyny z całą otoczką .Taki zespół musi mieć do siebie ZAUFANIE!!!!!!!.A tu odnosi się wrażenie Trener -szef ekipy jakieś nieporozumienia z zawodnikami,wet nieporozumienia z zawodnikami. Takie rzeczy buduje się wcześniej.

Delegat 1 (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

W przypadku Polaków procedury, przepisy czy jakiekolwiek ramy postępowania nie mają racji bytu. Konstytucja, sądy, obowiązujące prawo nie dotyczy Polaków. Przepisy FEI czy PZJ, jak pokazuje powyższy przykład również nie mają żadnego znaczenia. A jeśli ktokolwiek stara się postępować zgodnie z nimi jest nazywany donosicielem, zdrajcą itp. Taka jest prawda.

kucyk (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

bo sądy sądami a sprawiedliwość musi być po naszej stronie!!!

XXX (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

Przepisy mówią jasno. Podawaj dozwolone leki i nigdzie tego nie zgłaszaj , czyż nie tak !!!!! Dlatego tak ważnym jest by się do nich stosować !!!!! To jest pokłosie tego co opisywałem wcześniej. Jest Ustawa o Sporcie i też się do niej nikt w Związku nie stosuje , .

prawo (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

pytanie Dacze wystąpił brak zaufania do trener?????. Dlaczego nastąpił brak zaufania dla WETERYNARZA .????? KTO JEST GŁÓWNYM AKTOREM TEJ IMPREZY. WET???? czy TRENER ??? . CZY WETERYNARZ.

Ups (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

Trafiła kosa na kamień.

Why? (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

Komentarz usunięty, z powodu naruszenia §5 regulaminu. Administrator.

HR (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

Matka zawodniczki chyba strzeliła sobie w kolano... oby badanie antydopingowe nic nie wykazało bo wtedy dopiero będzie afera i WSTYD

Sponsor (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

Proszę czytać ze zrozumieniem oświadczenie Pana Szrajera: „Sporna sytuacja, która wywołała tyle zamieszania dotyczyła tego, że lekarz weterynarii opiekujący się końmi polskiej ekipy WKKW nie został powiadomiony o tym, że po zakończonym krosie lekarz weterynarii innej ekipy zagranicznej będzie wykonywał jakiekolwiek iniekcje u konia polskiej zawodniczki. Lekarz polskiej ekipy nie wyraził na to zgody, co jest zrozumiałe.” To co nie wyraziła zgody na to obczym nie została powiadomiona? Kłamać szanowni państwo to trzeba umieć. Pani weterynarz rak boi się o swoją reputację że nie waha się stwarzać nieprawdziwe historie opisane wyżej i składać donosy na kolegę po fachu bez wcześniej rozmowy z nim? Pani doktor zostala powiadomiona, nie zgodzila sie nabten pomysl, wiec sama podala suplementy. Po czym zlozyla skarge oficjalna na lekarza i zawodniczke ktora skutkowala wezwaniem stron na przesluchanie tuz przed startem zawodniczki. Jesli taoraktyka wydaje sie panstwu etycznie sluszna to gratuluje. Wg mojej wiedzy pani doktor grożą dyscyplinarne konsekwencje w izbie weterynaryjnej.

kucyk (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

no ktoś tu kłamie i ma spore kłopoty z czytaniem ze zrozumieniem coś mi się wydaje że to chyba jednak ty. Skargi oficjalnej nie było bo taka musi być wyrażona na piśmie!!! Nie została powiadomiona wcześniej tylko dowiedziała się o tym gdy przyszli z tym lekarzem na miejsce i wtedy zaprotestowała. Gdyby pani doktor tam nie było to by się nawet nie wiedziała że ktoś obcy coś podał. Naprawdę świetna postawa zawodniczki.

pikaczu do sponsor (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

Sponsorze, masz bardzo słabą wiedzę odnośnie tego co grozi lub nie w izbie. Z postów na fb wynika zupełnie coś innego-przynajmniej z jego pierwszej wersji, która została zabezpieczona. Na zawodach nie wpłynęła żadna oficjalna skarga. Jest to do sprawdzenia zarówno w biurze zawodów jak i w FEI.

DRA1 miesiąc temu

Jak dla mnie zachowanie zawodniczki, jej mamy i trenera "personalnego" jest typowym odzwierciedleniem małostkowości, kompleksów i zaściankowości charakterystycznym dla miałkich i małych ludzi, tym bardziej że jak wszyscy wiedzą nic sobą owe persony nie reprezentują w wymiarze sportowym godnym odnotowania na poziomie europejskim. Taka typowa III liga pod względem mentalności jak i wyników. Taka ŻENADA :) Drugą ŻENADĄ jest pani weterynarz i to już wzbudza śmiech na sali. Może byłoby naprawdę śmiesznie gdyby nie było strasznie. O ile jak wspomniałem zawodniczka jej mamuśka i trenerek są zabawni z mentalnością głębokiej prowincji to pani doktor bije już wszystkie rekordy głupoty i braku kompetencji. Nie powinna się zajmować nawet rybkami akwariowymi na poziomie gupików. Jeżeli po sprzeczce z trenerem zawodniczki trzęsą się jej ręce i serce dygoce to może powinna się zająć warcabami zamiast weterynarią.... i to jest jeszcze śmieszna, straszne zaczyna się od momentu kiedy to oficjalny lekarz kadry narodowej na ME podaje ŚWIADOMIE wlewy przygotowane przez inną osobę i nie wie potem na skutek trzęsących się rąk rozdygotanego serca kto ma wypełnić protokół z podania leków !!!!!! Czy trzęsące się ręce mogą być powodem amnezji i niepamieci czy się coą podawało koniowi czy nie ? A może zgłosić do lekarza zawodów i delegata technicznego jako podpisującego protokół pana Zenka który dorabia sobie na saksach wywożąc gnój ze stajni ? No bo czemu nie skoro był obezny przy podawaniu wlewów ....tyle że w drugiej stajni. Takich weterynarzy, rodziców, trenerów, działaczy i zawodniczek powinno się gonić z ME na najbliższy przystanek PKS

Magda (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

Sponsor - to może Pan/Pani przedstawi nam się, skoro wie, jak to wyglądało "od środka"? Sprawa prosta - obcy weterynarz nie powinien podawać leków/suplementów, nie miał do tego prawa. Po to jest wet kadry, aby on się zajmował końmi reprezentacji. Zawodnicy/rodzice powinni mieć świadomośc, że jak jadą na zawody do opieki nad ich koniem jest delegowany weterynarz. Jeśli mają obiekcje co do umiejętności weta, to niech zmienią profesję na weterynarię, bądź doszkolą się na tyle, aby móc dyskutowąć.

Adam (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

Na takie imprezy powinni mieć zakaz wyjazdu rodzice. Nie ma nic gorszego niż KOR.

Sponsor (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

Pikaczu masz bardO słabąs wiedzę na temat tego co merytorycznie robiła na zawodach pani doktor. Np chciala podac koniowi lek wpisany na liste lekow zabronionych twierdzac ze jest dozwolony za co ręczy swoja reputacja. Pani doktor podała koniom przed przyjazdem podskornie zelazo i witaminy czego przed taka impreza sie nie robi. Nie podaje sie podkornie srodkow. Cztery konie mialy po tym odczyn na szyi i dzieki bogu ze do przegladu bylo wystarczajaco czasu zeby ta sytuacje opanowac. Zatem podstawy skargi do izby są bardzo mocne.

Magda do DRA (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

Pan/Pani przesadza z tymi obelgami w stosunku do zawdoników, rodziców jak i weta. Pytanie jak TY byś się zachował/zachowała na miejscu Weta? NIE OCENIAJ nie znając swojej rekacji w TAKIEJ sytuacji.

Zaskoczona (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

Dlaczego NIKT nie zwrócił uwagi, ze sama Pani weterynarz napisała o fakcie, ze leków które zapytały podane nie trzeba nawet rejestrować? Moim zdaniem całe to zamieszanie wynika z chęci zrobienia „dymu”. Dodatkowo osoba której trzęsą się ręce bo jakiejś kłótni i roztrzęsiona jest przez następny okres czasu nie powinna pełnić funkcji WETERYNARZA KADRY. Tak jak ktoś wyżej napisał, dobrze nadawałaby się do pisania książek, bo niezła opowieść z tego wyszła, a ile w tym merytorycznej prawdy...

ciekawski (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

akurat warto sprawdzić przepisy i wyjdzie na to, że wszyscy kłamią. PZJ kłamie, że zawodniczka nie mogła mieć swojego lekarza. zgodnie z przepisami FEI mogła poprosić jakiegokolwiek lekarza zgłoszonego na zawodach o wykonanie dozwolonych zabiegów na swoim koniu i lekarzowi ekipy czy PZJ nic do tego. zawodniczka kłamie, że lekarz PZJ złożył skarge czy donos. od wojenka.

DRA1 miesiąc temu

Magdo musisz przyznać że nawet średnio rozgarnięty gupik z kołaczącym sercem i trzęsącymi się płetwami dobrze wie że protokół z podania leków podpisuje ten kto je podał, a nie ten kto trzymał dudkę czy podawał waciki. Do tego naprawdę nie trzeba rozstrzygnięć delegatów techniczny czy trybunałów sprawiedliwości, wystarczy mieć tyle fałd na mózgu ile ma przeciętny gupik w akwarium. To że pani doktor dostosowała sie do innych gupików biorących udział w tym zdarzeniu swoim intelektem i wzniosła się na wyżyny ( braku) myślenia, nie usprawiedliwia nikogo no może poza samym gupikiem bo to fajna rybka i ma dwie fałdy na mózgu adekwatne do opisywanej sytuacji...... niestety ryby nie mają głosu, niestety gupiki aż nader często próbują go zabierać co widać w cytatach powyżej

Magda (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

widzę drogi DRA , że lubisz ryby, więc nie rozumiem zafascynowania powyższym tematem ;) i, że nadal cały czas ton wypowiedzi jest obrażliwy. Czym samym schodzisz do poziomu swoich kochanych rybek-gupików. Na chwilę obecnie zostały nam przedstawione wrażenia obu stron. Lepiej pozostac bezstronnym, bo nigdy sie nie dowiemy jak to wyglądało na prawdę.

Twój stary (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

Cala ta sytuacja jest bardzo smutna i obrzydliwa jednoczesnie. Przeciez Malgosia Cybulska - jezdziec - najpierw zostala przylapana, a pózniej publicznie potwierdzila we Francji, ze podawala swojemu koniowi przez tydzien przed zawodami srodek rozszerzajacy oskrzela, bo kon ma astme. Kon byl na dopingu, tak jak Marit Bjoergen i cala norweska kadra biegów narciarskich. Problem w tym, ze w przypadku koni takie srodki sa zawsze zakazane i traktowane jako doping. W tej chwili matka zawodniczki, Pani Alicja Cybulska tworzy afere i agresywnie szkaluje kogo sie da, bo testy antydopingowe wyjda pozytywnie. Grunt pali sie jej pod nogami. Za stosowane dopingu przewidziane sa kary finansowe i wieloletnia dyskwalifikacja. Smutne, bo kariera jezdziecka córki jest na wiele lat skonczona. Oczernianie ludzi dookola to klasyczne tworzenie zaslony dymnej - bo weterynarz z PZJ zawinil, bo byl inny weterynarz z Norwegii, bo zamieszanie, bo niewypelniony formularz. Byle rozmyc temat. Dalsza narracja Pani Cybulskiej bedzie najprawdopodobniej taka: my z corka nic nie wiedzialysmy i za doping nie odpowiadamy, ktos cos podal koniowi nie wiadomo kiedy, a teraz nas falszywie oskarzaja. Mamy wiec do czynienia z sytuacja, gdzie zlodziej krzyczy "lapac zlodzieja!" w nadziei, ze uda mu sie uciec w zamieszaniu. I to jest obrzydliwe. Czy to ona decydowala o podawaniu dopingu, czu jej matka - nie wiem i szczerze mówiac gówno mnie to obchodzi. Niepdwazalne fakty sa takie, ze kon dostawal niedozwolone srodki dopingowe od zawodniczki, która na dodatek w durny sposób to potwierdzila i sa na to liczni swiadkowie. Takie jest prawdziwe podloze tej afery. Rada dla Pani Alicji Cybulskiej, Malgorzaty Cybulskiej i trenera Kulikowskiego: jesli chcecie szprycowac konia przed zawodami i oszukiwac w miedzynarodowych zawodach, róbcie to tak, zeby nikt nie wiedzial. Bo swoim egoizmem i oszustwem narazilyscie cala kadre na dyskwalifikacje i utrate reputacji. Wstyd!

DRA1 miesiąc temu

Droga Magdo ja czytam ze zrozumieniem wypowiedź pani doktor która twierdzi że własnoręcznie podała ( o zgrozo) przygotowany przez obcą osobę wlew i ( o głupoto !!!! ) nie wiedziała potem kto go podał. Albo pomroczność jasna, albo kompletny brak kompetencji. Myślę że jedno i drugie poganiane przez głupotę spowodowały że pani doktor nie wiedziała kto ma podpisać protokół świadczący kto i jaki lek podał. Tego nie można wytłumaczyć w żaden sposób. Smutnym jest to że takie osoby mają do czynienia ze zwierzątkami. To nie jest już brak kompetencji to głupota która powinna być karana. Cały czas nie zmienia to faktu że zawodniczka, jej mamuśka i otoczenie prosi o podanie na ME wlewu obcą osobę znając dobrze procedury na takich zawodach. Jedna głupota i brak kompetencji goni drugą, a nad tym wszystkim czuwają osoby oficjalne PZJ i dopuszczają do takich sytuacji. Sportowo osiągnęli żenujące wyniki, ale w głupocie zdobyli mistrzostwo europy jak i świata.

Nora (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

Pani weterynarz zrozumiała swój błąd po czasie i dlatego chciała żeby podpisał sie pod tym weterynarz który przygotował wlewy - podała środki przygotowane przez obcego lekarza i musi się pod tym podpisać. Jest to nieprofesjonalne bo nie ma pewności czy obcy lekarz nie dodał jakiś środków przeciwbólowych do przekazanych Pani weterynarz substancji.

kadra (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

Kilka pytań podstawowych mogących pomóc w rozwikłaniu tej awantury. Pierwsze - jakie są przepisy dotyczące przebywania w stajniach w czasie tego typu zawodów różnych osób? Czy matka zawodniczki i jej trener personalny byli oficjalnymi członkami polskiej ekipy i czy mieli oficjalną akredytację w zakresie przebywania na tym terenie? Drugie - kto oficjalnie, zgodnie z przepisami, może podawać koniom te środki lub dokonywać jakichkolwiek zabiegów leczniczych przy koniu? Obojętnie czy dane preparaty lub leki wymagają zgłoszenia w formularzu, czy nie. Trzecie - czy członek zespołu i ekipy narodowej nie miał aby obowiązku zgłoszenia wcześniej swoich wątpliwości co do lek.wet. i poinformowania o swoich zamiarach co do postępowania z koniem szefa ekipy WKKW i w ogóle także szefa całej naszej reprezentacji? A nie robić najpierw jakąś samowolkę z nieupoważnionym lek.wet., stajenną awanturę, a potem wielki dym w mediach?

Gonzo (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

Sytuacja w pełni absurdalna !!! Z jednej strony mamusia z KORu (Klub Oszalałych Rodziców), a z drugiej pani weterynarz, która podaje koniowi nie sprawdzone suplementy "trzęsącymi się rękami" i zapominająca o procedurach. To jakaś pełna amatorka ! O ile rodzice skażeni wirusem KOR byli, są i będą i taka rola Kierownika Ekipy, żeby sobie z nimi radzić lub ich eliminować, o tyle zachowanie pani weterynarz polskiej ekipy było dalekie od profesjonalizmu (opinia na podstawie jej własnego opisu). Jak można wziąć od obcej osoby (weterynarza ekipy Norwegii) strzykawki już napełnione "czymś" ? To, że norweski weterynarz powiedział, że jest to specyfik "A" lub "B", nie świadczy o tym, że faktycznie ta substancja była w strzykawkach !!! Po drugie, skoro pani weterynarz była w stanie głębokiego zdenerwowania i trzęsły jej się ręce, to dlaczego wykonała zastrzyk ? I gdzie tutaj jest dobro konia ? Upraszczając ten wywód - Pani weterynarz zrobiła koniowi zastrzyk substancjami, których sama nie nabierała do strzykawek, a przy tym wszystkim ręce jej się trzęsły, co mogło spowodować problemy z prawidłowym wykonaniem zastrzyku. I JAK TO NAZWAĆ ? BRAK PROFESJONALIZMU ? Do tego wszystkiego, po całej akcji, nie zostały wypełnione niezbędne dokumenty. Po prostu SUPER ! Ja rozumiem p. weterynarz, że nie chciała / bała się / miała obiekcje w wypełnianiu tych dokumentów, bo sama nie miała pewności CO KONIOWI PODAŁA ! Z całym szacunkiem dla Kierownika Polskiej Ekipy WKKW, ale takie działanie, to amatorszczyzna. Jeżeli pojawił się konflikt między panią weterynarz a trenerem zawodniczki, to w tej sytuacji powinien poprosić oficjalnego weterynarza zawodów, aby ten podał koniowi suplementy, które zasugerował "prywatny weterynarz zawodniczki". A tak mamy standardowe "polskie piekiełko" i obrzucanie się wiadomo czym :(

Zaskoczona do DRA (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

Zgadzam się z opinią, ze jeśli osoba nie jest w stanie wykonać swojej pracy bo ma roztrzęsione ręce to daleko od zwierząt, a co dopiero do kadry polski! Fakt jest taki, ze dopóki nie wyjdzie pozytywny lub negatywny wynik badań dopingowych, 2 strony będą się przepychać. Prawda zapewne leży po środku ale jak było już nikt się nie dowie

Nora do Twój Stary (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

dokładnie to chciałam napisać :)

XXX (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

A na podstawie czego nastąpiła utrata zaufania do weta ekipy ?? Bo w dyskusji podano konkretne powody i zarzuty odnośnie braku wiedzy co podać wolno a co jest na liście leków zabronionych. Zdaje się że ta sprawa wymaga bardzo dogłębnego wyjaśnienia. Stąd prawdopodobne obawy ekipy zawodniczki.

DRA1 miesiąc temu

Znamiennym jest że pani doktor po podaniu leków konsultowała z znajomymi lekarzami w Polsce kto podał lek i za ich namową zgłosiła się do delegata weterynaryjnego FEI żeby to on rozstrzygnął kto jest odpowiedzialny za podanie leku, czy podający lek czy przygotowujący ten specyfik. Rzeczywiści przeciętne gupiki potrzebują do rozstrzygnięcia tej kwestii szerokich konsultacji i zawiadamiania połowy świata o tym jaki to mają dylemat intelektualny.

... (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

Dodatkowo Pani wet sama wspomniała, ze do tego typu substancji nie trzeba ale NIE JEST ZABRONIOnE zastosowanie załącznika B. Po co kręcić aferę? Naprawić swój błąd wprowadzając zamęt ?

DRA1 miesiąc temu

Do takiego lekarza jak pani doktor która była oficjalnym weterynarzem polskiej kadry z trzęsącymi się rękoma i nieznajomością podstawowych przepisów zaufania nie powinni mieć właściciele gupików które kosztują 3 złote, a co dopiero białych myszek, o koniach nie wspomnę

Gonzo (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

Jeśli prawdą jest co pisze Twój Stary, to zawodniczka, jej mamusia i trener nie są obecnie w komfortowej sytuacji :( A swoją drogą, to takich ludzi powinno się eliminować ze środowiska jeździeckiego.

Magda (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

Według Przepisów Weterynaryjnych PZJ: "Art4. ust 2. Osoba Odpowiedzialnej za konia podczas zawodów. Osobą odpowiedzialną za konia podczas zawodów jest zawodnik na nim startujący [...] Właściciel konia może być uznany, jako osoba dodatkowo odpowiedzialna za konia, jeżeli jest obecna w czasie zawodów i jeżeli podjęła decyzje odnośnie konia. Jeżeli zawodnik startujący na koniu ma poniżej 18-tu lat, wtedy osobą odpowiedzialną za jego konia jest opiekun prawny takiego zawodnika albo osoba wyznaczona przez klub lub właściciela konia. [...] 2.1. Osoba odpowiedzialna za konia odpowiada za:  Każda konieczność leczenia konia w trakcie zawodów, przed podjęciem interwencji weterynaryjnej musi być zgłoszona, przez osobę odpowiedzialną za konia lub Lekarza Prywatnego, na właściwym formularzu (zał.2) Delegatowi Weterynaryjnemu PZJ lub Oficjalnemu Lekarzowi Weterynarii zawodów. Delegat Weterynaryjny PZJ lub Oficjalny Lekarz Weterynarii musi wydać pisemną zgodę odnośnie leczenia, a fakt ten musi być odnotowany. Wyjątek stanowią przypadki związane z ratowaniem życia konia lub inne wymagające natychmiastowej pomocy – wówczas konieczność leczenia zgłaszana jest tak szybko jak to jest możliwe" Jeśli mam dobre informacje zawodnik ma skończone 18 lat, zatem czemu to on nie zajał się cała sprawą. Obecnie cała afera została rozpoczęta przez rodzica. Skrót KOR bardzo mi się spodoał. :) Wydaje mi się, że zawodnik w tej całej "aferze" powinien odnieść się do całej zaistniałej sytuacji. Miłego dnia!

DRA1 miesiąc temu

Co do panów Kowerskiego i Szajera jako osób oficjalnych delegowanych przez PZJ to ich wypowiedzi przekraczają już nie tylko poziom dna żenady ale dobitnie świadczą o nich samych. Panowie - świętym prawem kibica który jedzie na zawody za swoje pieniądze ( mamuśka i trener "personalny" to kibice na ME ) jest stawianie ołtarzyków jako bogom trenerowi reprezentacji i innym działaczom i modląc się do niech wychwalanie ich pod niebiosy jak jeżdżenie po nich jak po burej suce a wam nic do tego. Jeżeli wam to cokolwiek " rozwala" czy nie potraficie sobie poradzić z opiniami wyrażanymi przez kilku kibiców to na pewno nie powinniście jeździć na zawody w oficjalnych rolach, a to że nie potraficie zapanować nad sytuacją i potrzebujecie rozstrzygnięć gremiów międzynarodowych w tak prostej sprawie stawia was na równi ( pochyłej) z tuzem polskiej weterynarii czyli panią doktor którą wyznaczyliście na oficjalnego lekarza weterynarii polskiej kadry na ME

XXX (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

Czy podanie środków w trakcie zawodów które nie wymagają oficjalnego zgłoszenia w myśl przepisów prawa można z definicji nazwać leczeniem ?. Z drugiej strony , jeżeli osoba odpowiedzialna za konia utraciła zaufanie do weta np. Z powodu niekompetencji lub braku znajomości leków zabrobionych nie ma prawa skorzystać z innego Weta ? Zwłaszcza kiedy to jemu grożą sankcje. To wszystko jest do gruntownego wyjaśnienia z zadymą o zgłoszeniu razem.

DRA1 miesiąc temu

Magdo chyba przez gapiosto lub roztargnienie zapomniałaś przytoczyć cytat kto podpisuje się jako podający leki w formularzu ( zał 2 ) oj ty, ty gapo :)

DRA1 miesiąc temu

XXX - jak zwykle nie ma pojęcia o czym pisze, ale chce zabłysnąć. Jak nie wiesz to się doucz, doczytaj to nie boli az tak bardzo. Każdy wlew dożylny podczas trwania zawodów musi mieć swoje odzwierciedlenie w protokole i być podpisane przez zawodnika i lekarza wet. To że pani doktor nie wie tak podstawowych rzeczy dając dowód swoim wpisem stanowi tylko i wyłącznie o niej, a to że Ty powielasz tego typu bzdury stanowi o Tobie. Ktoś tu przytoczył przepis FEI mówiący o tym że oficjalnego lekarza reprezentacji może zastąpić tylko i wyłącznie delegat weterynaryjny FEI. Poczytaj i pomyśl....., albo nie, lepiej tylko poczytaj - nie zmuszaj się do myślenia - nie będzie tak bolało .

Magda (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

DRA czy możesz przestać obrażać innych? jak masz cos do Pani wet to miej odwagę i chociaż się przedstaw , imię chociażby. Każdy kulturalnie a Ty poniżej poziomu... minusy interentu.... każdy jest "mocny" , ale jak przychodzi do konfrontacji to chowa się za telefonem/ internetem... p.s: ohhh gapa ze mnie :p ale nie , nie planowałam pisac o załaczniku nr 2.

kadra (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

do DRA - w chwili obecnej są dwa wolne stanowiska prezesowskie w WZJ-tach: oficjalnie w mazowieckim i mniej oficjalnie w pomorskim. A także kilka w PZJ (na jedno nie zdążyłeś się załapać, bo nowa komisja skoków została właśnie powołana, a na ten jeden pozostający vacat się nie załapiesz, bo jest przeznaczony dla przedstawiciela zawodników:). Pełne pole do popisu dla ludzi posiadających więcej fałd mózgowych niż gupik:)))) Bo XXX - najpierw zapoznaj się z przepisami, potem odpowiedz ma moje poprzednie trzy pytania zasadnicze, a potem na te które sam/a zadajesz! Tak jak i DRA masz wszelkie możliwości, żeby to gruntownie wyjaśnić od strony przpisów oraz także kto, za co i dlaczego i w jakim zakresie odpowiadał w oficjalnej reprezentacyjnej ekipie w czasie tych zawodów? Do Magda - to jest tylko część wyjaśnienia tematu i dotyczących PZJ. Ale bardzo dziękuję za w końcu merytoryczny głos, który może trochę ostudzi to całe facebookowe i fanpagowe środowisko. Do red. Dudka - kilka osób na pewno bardzo się cieszy, że pan tak szybko ozdrowiał i znowu jest bardzo aktywny. Wiele więcej osób jednak życzyłoby sobie i panu, żeby przestał się pan zajmować dziennikarstwem jeździeckim, szczególnie w takim jak powyżej wydaniu, a zajął się swoimi obowiązkami przewodniczącego Komisji Rewizyjnej PZJ oraz rozliczył się z działalności w PZJ jako przewodniczący Rady Związku. A najlepiej jakby pan zrezygnował i z pisania jako główny autor redakcyjny (brakuje w redakcji innych, utalentowanych, albo "poinformowanych?) oraz dzięki temu wypromowania się w roli niestety pseudo działacza związkowego i pozostał już na zawsze za kamerą, co akurat najlepiej panu wychodzi!!! Prosimy, nic poza tym, a zwłaszcza publikacji swoich bardziej lub mniej zaowalowanych, jednostronnych, układowych opinii i sądów:))) Pierwsze co w powyższym artykule powinien pan zrobić jako rzetelny dziennikarz to zapoznać się z odnośnymi przepisami i je zacytować, potem wskazać osoby oficjalne powołane przez PZJ i odpowiedzialne za tą sprawę i całość uczestnictwa naszej reprezentacji w ME, potem podać listę osób akredytowanych (z ich zakresem) osób związanych z reprezentacją. A dopiero potem cytować wywiady, niestety jednostronne, bo nie ma żadnej informacji żeby p." redaktor" kontaktował się z drugą stroną afery... Jednym słowem poziom podobny do DRA, XXX i kilku innych osób, tyle,że dużo większe możliwości w uzyskiwaniu informacji i różnych nimi manipulacji, Do Twój Stary - jeśii to co piszesz to prawda i się potwierdzą w wynikach, a są to bardzo poważne zarzuty, to niezależnie od opisywanego powyżej zdarzenia, ta afera będzie prawdziwym trzęsieniem ziemi w środowisku i związku

XXX (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

Wszyscy podają jednogłośnie że procedura nie wymagała zgłaszania podawania tych środków , więc czy w świetle prawa można je uznać za leczenie . DRA to że obrażasz mnie to mi to zwisa ale obraziłeś już personalnie wszystkich zawodników w naszym kraju , więc nie dziwie się że jesteś anonimem.Ja w przeciwieństwie do ciebie nikogo nie obrażam a zawsze staram się tylko ustalić fakty.

Alex do kadra (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

O co pytać panią Cybulską? czy to co napisała na swojej stronie to prawda? bądźmy dorośli, chyba wie co napisała i nie musi tego potwierdzać - chyba że okaże sie że ktoś włamał sie na konto jej funpage i spreparował ten wpis :)

kadra (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

Na funpage wypowiadała się jak się wydaje matka zawodniczki, w imieniu jakiegoś dziwnego w ogóle tworu pt. "Polish Eventing Team". Ale to zawodniczka jako osoba od dawna dorosła odpowiada zgodnie z przepisami FEI i także PZJ za konia w czasie zawodów!!! Poza tym z opisu konia w wynikach wychodzi na to, że ani matka zawodniczki, ani trener personalny nie są właścicielem konia, który w tym przypadku mógłby być upoważniony do podjęcia jakichś działań i mieć coś do powiedzenia! Więc po raz kolejny zadaję pytanie - co oni tam robili i jakie mieli do tego prawo? W stajni i boksie weterynaryjnym? Jakie mieli prawo do decydowania lub wręcz wymuszania określonego działania wobec oficjalnego lek.wet. ekipy? Czekam i na funpagu i na ŚK przede wszystkim na stanowisko zawodniczki, także wobec zarzutów "Twój stary"!!!

XXX (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

Wystarczy że miała pełnomocnictwo. , a raczej na pewno ma , więc tu kulą w płot.

zbyszek (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

8 razy byłem na ME i zawsze atmosfera była super ekipa składała się z ludzi kompetentnych a lekarzami byli najlepsi specjaliści ,zawsze ekipie towarzyszyli rodzice ,trenerzy indywidualni, i świetnie komunikowali się między sobą ,decyzje podejmowane przez trenera kadry czy lekarz ekipy nie były kwestionowane i nikomu nawet do głowy nie przyszło ,że by je kwestionować . Sytuacja taka ja opisane przez lekarza który podawał coś nie wiedząc co a następnie pomimo że nie wymagało to zgłoszenia ,zgłasza do oficjalnego lekarza i to dzień po podaniu leku czy preparatu jest niedopuszczalna ,powinna zgłosić ten fakt przed podaniem z zaznaczeniem ,że nie musi tego zgłaszać i nie wiec co będzie podawać / wiem że to kpina / --jest to kuriozum i wynika tylko z faktu niekompetencji lekarza i nieprzemyślanej decyzji szefa ekipy który na to pozwolił -- to oczywiste . Ma ME zawsze należy wysyłać lekarza posiadającego największy autorytet zarówno wśród zawodników jak i szefostwa ekipy i to zarówno w Polsce jak i Europie -- jak sama nazwa mówi ekipa powinna być ekipą a jak wiemy ekipa składa się zawsze z indywidualistów to oczywiste - sami ćwiczą,mają swoich trenerów ,lekarzy i sami ponoszą koszty to wszystko musi wziąć pod uwagę zarząd organizując wyjazd ekipy .

Nigga style (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

Do DRA: leki iniekcyjne w postaci witamin, suplementow na stawy etc nie podlegaja obowiazkowi zgloszenia zgodnie z tegorocznymi wytycznymi fei. Delegat weterynaryjny fei nie ma prawa wykonywac czynnosci weterynaryjnych. Co innego veterinary service manager zatrudniony przez organizatora. Pomoglem?

XXX (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

Nigga style - Więc wychodzi na to że miałem rację a DRA to niekompetentny wichrzyciel. Jednak warto pytać

adam do kadra (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

chyba żartujesz sobie pisząc że zawodniczka przedstawi inny punkt widzenia niż jej matka. Punkt widzenia tamtej strony jest jasny, Dudek w tym tekście nie rozsądza kto ma rację, po prostu cytuje wypowiedzi strony drugiej czego wszystkim brakowało. Masz jakieś prywatne żale do Dudka to do niego zadzwoń i mu to powiedz.

zbyszek (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

rodzice ze wszystkich krajów towarzyszą swoim dzieciom zawsze to normalna sytuacja

xd (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

Jeśli próbka wyjdzie pozytywna to i tak będzie spór! Pani doktor z trzęsącymi się rękami podała lek niewiadomego pochodzenia !

kadra (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

do XXX - "raczej na pewno" anonimowego i jednostronnego w ocenach autora dyskusji nic nie znaczy! Pole do popisu dla ciebie i red. Dudka - czy w momencie zdarzenia pani Alicja Cybulska( lub ktokolwiek inny) miała pełnomocnictwo od właściciela, żeby w jego imieniu występować i z tego tytułu mieć jakieś formalne uprawnienia w czasie ME oraz czy było one przed ME przedstawione w PZJ lub FEI? Raz jeszcze proponuję zająć najpierw się opisaniem i wyjaśnieniem jak to powinno wyglądać od strony formalnej i różnych przepisów, a potem dociekać kto i co zrobił i jest ewentualnie winny całej tej awantury.

XXX (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

I syletant DRA znowu zniknie tak jak robi to zawsze gdy wytykam mu brak wiedzy by pojawić się w przyszłości i obrażać ludzi. Ja niestety tylko pytam a jak widać w większości są to pytania bardzo niewygodne tak jak to miało miejsce ws .zgodności systemu szkoleniowego z Ustawą o Sporcie a raczej braku tej zgodności czy Dysctplinowania Adama poprzez niedopuszczenie go do ME z uwagi na niepodpisanie Umowy której sami zgodnie z własną uchwała nie wymagali . Ryba psuje się od głowy.A teraz jeszcze brak znajomości przpisów przez osoby oficjalne tworzy następne konflikty, żenada.

XXX (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

Do kadra - No niestety ale pełnomocnictwo może być wystawione ustnie i wystarczy żeby właściciel to potwierdził tak samo pełnomocnictwo jak i każda umowa cywilna zawarta ustnie w świetle przepisów prawa jest ważna więc to ślepa uliczka .

Magda (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

Po pierwsze trzeba czytać ze zrozumieniem: Vet Kadry wpis powyżej " Norweski lekarz weterynarii nie rozumiejąc o co chodzi w tym całym zamieszaniu, podał mi trzęsącymi się rękoma zaciągnięte do strzykawki preparaty, które w treatment boksie podałam koniowi." To Norweskiemu lekarzowi trzęsły się ręcę. To nie Vet kadry miała problewm z opanowaniem emocji. Po drugie vet Kadry wiedziała co podaje koniowi. Może warto juz przestać pisać nieprawdę i poczekać na bieg wydarzeń. Wszystko co możemy przeczytać so "skrawki" cąłej sytuacji. Na pewno pojawi się kolejne oficjalne oświadczenie w tej sprawie.

xd (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

Magda Gwoli ścisłości " Ręce zaczęły mi dygotać, ale opanowałam strach i powiedziałam, że nie będę im robić problemów...."

XXX (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

Komu się trzęsły ręce to nie ma znaczenia Trzeba czytać merytoryczne wpisy i oddzielać je od hejtu , tak działa internet. Ale skoro wszystko było jasne i klarowne to po co ta zadyma ze zgłaszaniem tej sytuacji ???? W zasadzie to jest największy problem .Ktoś z powodu nieznajomości przepisów lub złej woli rozpętał niepotrzebną burzę .Tu nie będzie wygranych a smród będzie się ciągnął za wszystkimi stronami tego konfliktu.

RR (niezarejestrowany)1 miesiąc temu

"Zgodnie bowiem z obowiązującymi przepisami weterynaryjnymi FEI właściciel konia czy startujący na nim na zawodach zawodnik może stracić zaufanie do lekarza weterynarii swojej ekipy i nie chcieć, by dalej on tego konia obsługiwał. Jedynym lekarzem, który w tej sytuacji może zając się koniem jest lekarz leczący zawodów wraz ze swoim zespołem (na imprezach tak dużego formatu nie jest to tylko jeden lekarz weterynarii). Funkcję Veterinary Service Manager (VSM) w Fontainebleau pełnił Christophe Schotterer i tylko on mógł zrealizować za zgodą Delegata Weterynaryjnego prośbę mamy zawodniczki o suplementację polskiego konia w sytuacji kiedy nie mieli zaufania do oficjalnego, polskiego lekarza weterynarii." - to z komentowanego artykułu. Autor podał więc jak powinno to wyglądać zgodnie z przepisami. Można zresztą samemu sięgnąć do przepisów weterynaryjnych, które są dostępne na stronie FEI. Jak rozumiem nie było obowiązku sporządzenia raportu z podanie tych 3 preparatów, ale Pani weterynarz zdecydowała się to zrobić być może po to, żeby pozostał w dokumentach ślad po tym co podano koniowi. Nie rozumiem tylko dlaczego próbował podać te środki lekarz ekipy z Norwegii. Według mnie nie miał do tego prawa, bo nie był akredytowany na tych zawodach do obsługi polskich koni. Po przeczytaniu wypowiedzi Pani doktor zachodzi pytanie, czy to była jedyna próba podania preparatów polskiemu koniowi przez weta z Norwegii? A jeśli ten wet robił to już wcześniej to co podawał temu koniowi? Dziwne to wszystko i pewnie nam z zewnątrz trudno będzie dojść do tego co jest prawdą a co kłamstwem. To są tylko jedne słowa przeciw innym słowom. Zastanawiające jest jednak, że gdyby nie wpis na fb to pewnie byśmy nic o tym nie wiedzieli. Całą sprawę nakręciła więc mama zawodniczki i teraz trudno będzie ją wyciszyć. Ciekawe co na to sam PZJ.

Aferazaaferą (niezarejestrowany)4 tygodnie, 1 dzień temu

Właścicielką konia (zreszta obecna przy podawaniu „lekow” jest siostra matki

XXX (niezarejestrowany)4 tygodnie, 1 dzień temu

Nie było potrzeby zgłaszania bo tak stanowiły przepisy i wystarczyło się ich trzymać . Wybielanue którejś ze stron nic tu nie zmieni ,jest niepotrzebny dym i tyle. Osobiście nie pamiętam takiej sytuacji z jakichkolwiek zawodów a tym bardziej tej rangi . Do tej pory jedynym problemem był alkohol teraz jak społeczeństwo wytrzeźwiało to zaczęly się inne problemy , wynika z tego że wcale nie łatwiejsze.

XXX (niezarejestrowany)4 tygodnie, 1 dzień temu

RR- A może wcześniej podawali Marsjanie . Po co te dywagacje ? Czemu mają służyć takie wpisy ? Gdyby ktoś chciał coś podać to mógł to zrobić każdy nie trzeba btło do tefo angażować Norweskiego lekarza i powiadamiać o tym fakcie całej ekipy z PZJ .

Gonzo (niezarejestrowany)4 tygodnie, 1 dzień temu

Co by nie mówić, na jakie przepisy by się nie powoływać, to cała ta sprawa mimo wszystko trąci amatorką i to niestety ze wszystkich stron. A do tego wszystkiego doszło jeszcze robienie sobie wzajemnych złośliwości i ... wyszło jak zwykle. Szkoda tylko, że zamiast teraz cieszyć się z zajętych miejsc przez naszych zawodników, tematem przewodnim jest AFERA. Ja rozumiem, że ludzie nie muszą się lubić, ale przy imprezie takiej rangi mogliby przynajmniej się tolerować. Może wtedy polska ekipa nie byłaby sławna z tego, że się kłóci sama ze sobą, co w konsekwencji powoduje, że polski koń idzie na doping, bo "jest podejrzany". ŻAŁOSNE !

Marzenna Walden (niezarejestrowany)4 tygodnie, 1 dzień temu

Jako właściciel konia, prawnik z zawodu, i osoba, która była obecna przy opisanym zdarzeniu, jestem zszokowana wypowiedziami P. Kowerskiego, jako szefa ekipy i przedstawiciela PZJ i P. Bestry, jako weterynarza ekipy, którzy oficajnie przedstawiają zdarzenie w tak falszym świetle. Byłam obecna na ME jako właściciel konia i byłam obecna przy tym zdarzeniu. Relacja jaką P. Bestry i P. Kowerski przedstawili mija się kompletnie z prawdą i rzeczywistością. Nie stało się to nocą tylko po krosie ok. godziny 20-stej i nie trener zawodniczki rozmawiał z P. Bestry, ale rodzic i ja, jako właściciel, w obecności trenera i innych rodzićow i zawodników, nikomu nie trzęsły się ręce, P. Bestry i P. Kowerski wiedzieli co było podane i w jakiej formie. Również, nie rozumiem dlaczego P. Kowerski twierdzi, że trener zatakował napastliwie P. Bestry i oskarża go wręcz o rękoczyny w stosunku do kobiety, skoro nic takiego nie miało miejsca i to nie on z nimi rozmawiał choć był tam obecny i zachowywał się bez agresji i bardzo spokojnie. Ani zawodnik, ani inny weterynarz nie byl początkowo przy rozmowie. Jeśli chodzi o przepisy, to nikt również nie starał się omijać procedur ani podawać niedozwolonych substancji, a raczej wspomóc konia w sposob dozwolony tak aby osiągnął jak najlepszy wynik dla polskiej ekipy. Ponieważ, właściel i rodzic stracili zaufanie do P. Bestry na podstawie wcześniejszej sytuacji dotyczącej konia, mieliśmy prawo się zapytać czy inny oficjalny weterynarz możę podać zasugerowane substancje wspomagające. Jeśli P. Bestry i P. Kowerski uważali takie postępowanie, wg swojej znajomości przepisów, za nieodpowiednie to nie powinni wyrazić zgody i nic nie podawać, a następnie wyjaśnić zainteresowanym dokładnie przepisy na jakich opierają odmowę. Chyba taka jest, między innymi, funkcja szefa ekipy i oficjalnego weterynarza na zawodach aby min. strzec zawodników i ekipę przed sytuacjami niezgodnych z przepisami i działać w jak najlepszej intencji na rzecz tychże zawodników i kadry narodowej. Więc, kuriozalne jest dla mnie dlaczego i w jakim celu, mimo tego, że substancje były dozwolone i P. Bestry podała je sama i w obecności, i za zgodą P. Kowerskiego, P. Bestry i P. Kowerski złożyłi oświadczenie do oficjalnych przedstawicieli ME, na tyle kuriozalne, że wszystkie strony zostały wezwane na rozmowę wyjaśniającą, włączając norweskiego weterynarza, a koń był potem sprawdzany specjalnie na doping. Nie przypuszczam aby to się stało z powodu niewinnego zapytania o wypełnienie formularza a raczej w związku z wypowiedzią i zachowaniem P. Bestry, na tyle źle rzutującym na zachowanie moje, rodzica, trenera zawodnika i norweskiego weterynarza, że wymagało to w opinii organizatorów i osob odpowiedzialnych za zawody wzywania wszystkich na rozmowę. Proszę sobie wyobrazić zdziwienie i zniesmaczenie organizatorów gdy P. Bestry przyznała po wyjaśnieniach, że wiedziała jakie substancje były podane i, że sama osobiście je podała. Więc to nie rodzice, trener i zawodnik rozdmuchali sprawę i przedstawili ekipę Polski w złym świetle tylko P. Bestry i P. Kowerski, który na to się zgodził, nie wiem czy przez brak znajomości przepisów i regulacji czy z innych powodów? Jako, że cała sytuacja rzutuje negatywnie na moją osobistą reputację, zarówno prywatnie i jako prawnika, jak również moich koni, mam zamiar ustosunkować się do tego oficjalnie, w większych detalach w póżniejszym czasie. Prywatnie mogę tylko dodać, że byłam na poprzednich ME, zaczynając od Białego Boru, poprzez Montelibretti i Millstreet i na każdych była super atmosfera, wszystko było bardzo dobrze zorganizowane, wszyscy wiedzieli co, w jakim czasie i jak mają robić, a przede wszystkim, wszyscy, właczając przedstawicieli PZJ, zawodników i rodziców bardzo dobrze się komunikowali, byli zgrani i bardzo sobie pomagali, włącznie z oskarżonym trenerem, który był jednym z oficjalnyh przedstawicieli PZJ-tu na tychże ME, a jest tu oskarżany przez P. Kowerskiego, jako agresywny i zdolny do rękoczynów. Nie wiem jaki cel przyświeca takiemu zachowaniu, ale uważam takie poważne pomówiania za szalenie nieprofesjonalne i nieetyczne. Doadam również, że jestem zszokowana co niektórymi wypowiedziami i komentarzami publikowanymi powyżej. Po pierwsze, to osoby które nie były świadkami opisanej sytuacjii nie mają bezpośredniej wiedzy na ten temat i nie powinny się wypowiadać w kategorycznym tonie a raczej powinniny używać wyważonych wypowiedzi lub nie wypowiadać się w ogóle jeśli nie mają nic merytorycznego do dodania. Jest dla mnie również szokujacy brak szacunku dla rodziców i zawodników, którzy ten sport uprawiają. Nazywanie rodziców "mamuśkami" lub określanie ich "Klubem Oszalałych Rodziców" jest niezmiernie obraźliwe i tylko wskazuje na niski poziom kulturalny osób wystawiających takie komentarze. Bo tak naprawdę, to w większości dzięki ciężkeij pracy i zaangażowaniu emocjonalnemu i finansowemu tych "oszalałych rodziców" ten sport jeszcze w większości funkcjonuje. To nie PZJ czy inna organizacja wydaje pieniądze i wspomaga na co dzień dzieci i konie, to nie PZJ wspomaga zawodników na zawodach, myje, karmi, czyści i wyrzuca gnój z boksów, tylko rodzice, to nie PZJ leczy potem konie po kontuzjach i ponosi konsekwencje niepowodzeń czy to finansowych czy emocjonalnych. Więc ten brak szacunku w stosunku do rodziców, właścicieli i zawodników, przejawiany we wpisach powyżej jest szczególnie niesprawiedliwy. Uważam, że osoby wypisujące takie komentarze powinny się głęboko zastanowić nad swoimi wypowiedziami zanim coś opublikują. Na końcu dodam, że wpisy osoby określającej się jako "Twoj Stary" posądzające zawodnika o podawanie jakichś leków na oskrzela przed zawodami jest zupełnym kłamstwem i oszczerstwem. Koń ani nie ma astmy ani nic nie miał podawane przez zawodnika na takową chorobę przed zawodami. Świat Koni powinien lepiej monitorować takie wpisy, bo czym innym jest wystawianie swojej opini a co innego publikowanie informacji podawanych jako fakty bez sprawdzenia. Takie wpisy uważam jako karygodne i Swiat Koni, jako pismo dbające o swoją opinię, powinno na to zwrócić uwagę i nie pozwolić na ich udostępnianie, ponieważ mogą one naruszać dobra osobiste zawodnika i właściela konia i zaważyć w sposób negatywny na opinii Świata Koni.

Alicja Cybulska (niezarejestrowany)4 tygodnie, 1 dzień temu

Szanowni Państwo, postanowiłam opublikować tą sytuację na fb z prostego powodu. Niedopuszczalne jest moim zdaniem, żeby weterynarz kadrowy i szef ekipy, którzy są opłacani z naszych składek i którzy powinni działać ze statutem PZj i robić wszystko co w ich mocy żeby zawodnicy wznieśli się na szczyty swoich możliwości sportowych donosili na własną zawodniczkę do oficjalnych przedstawicieli PZJ, zresztą bez podstaw. W boksie weterynaryjnym była Pani doktor polskiej ekipy i szef polskiej ekipy którzy obsługiwali polskie konie, dlatego są świadkowie. Nie była to bynajmniej późna noc tylko około 20.00. Do p.Kowerskiego i P. Bestry podeszliśmy we troje w osobach trenera P.Kulikowskiego, mnie i właścicielki konia z informacją, że chcemy podać suplementy przy pomocy innego lekarza. W ogóle w tym momencie nie wypowiadał się trener. Pani Bestry się oburzyła że nie chcemy korzystać z jej usług i nie zgodziła na taką propozycję, więc żeby nie zaostrzać sytuacji zgodziliśmy na podanie suplementów przez polską wet. WTEDY zadzwoniliśmy do lekarza i po zawodniczkę z koniem. Nie było żadnego fizycznego ataku na lekarkę, jest to niedorzeczne i jest pomwieniem. Nie było próby podania leku przed zapytaniem lekarki o zdanie, przyszliśmy zapytać o zgodę, czyli postąpiliśmy zgodnie z procedurami. Gdy już przyjechał ze swojego hotelu lekarz pani doktor widziała co on wyjmuje z pudełek i co podaje koniowi. Nie były to żadne wlewki, były to suplementy. Nie miał trzęsących się rąk ponieważ nie widział naszej rozmowy i dla niego było to po prostu podrzucenie suplementów. Bardzo spokojnie instruował lekarkę co wkłąda do strzykawek, widziałą ona opakowania. Jej "trzęsące się ręce" jak rozumiem wynikają z przewrażliwienia na własnym punkcie. Każde pytanie o to jaki lek zamierza podać traktuje na atak na własną osobę i swoją reputację. Niestety na reputację trzeba zasłużyć, a pani doktor udowodniła wcześniej, że nie ma pojęcia o przepisach FEI i robi błąd za błędem za który odpowiadać będzie tylko zawodnik. Co do praw do konia - dzierżawię go więc mam pełne prawa. Co do astmy to chciałabym wiedzieć skąd ludziom przychodzą takie pomysły do głowy? Oświadczam stanowczo, że nie ma koń astmy, ani żadnego schorzenia które wymaga podawania leków traktowanych jako doping i takowych nie dostawał. Gdy zostałam wezwana tuż przed finałowym startem córki na przesłuchanie oficjalnych przedstawicieli FEI w sprawie usiłowania podania nieznanej substancji, dodatkowo gdy delegat nie wiedział, że podała go sama Pani doktor, tylko myślał opierając się jak rozumiem na informacjach od polskiej lekarki, że podał go ten drugi lekarz zrozumiałam, że to jest sytuacja niedopuszczalna i nie odpuszczę tego tematu bo zostanie zamieciony pod dywan. To są standardy nie występujące dotycjczas na poprzednich trzech ME na któryc byłam! Można się nie lubić osobiście, nie poważać, nie szanować. Ale składać donos do oficjalnych przedstawicieli FEI na własną zawodniczkę? Być świętszym od papieża w formalnościach których się nie zna? Córka mogła zostać odsunięta od zawodów w momencie finałów z powodu jakiejś osobistej chęci zemsty polskiej pani weterynarz. Tylko od decyzji delegatów zależało, jak ta sprawa się zakończy. Ale słysząc, że pani doktor sama podała leki nie mieli już możliwości uznać sprawy za zasadną i nie muszę wspominać jaki był to stres dla nas wszystkich to przesłuchanie i niepewność tuż przed startem. Nie wyobrażałam sobie do tej pory, że można tak kłamać żeby bronić swojego być może emocjonlanego zachowania jak w przypadku donosu Pani doktor. Każdy może popełnić błąd i ja to rozumiem. Ale jeśli podejmuje się oficjalne działania i informuje przedstawicieli FEI o popełnieniu czynu zabronionego przez zawodniczkę własnej ekipy (nie ważne czy na piśmie czy ustnie) o usiłowaniu podania nieznanych leków na podstawie konfabulacji, to jest to szkalowanie zawodniczki, szkodzenie opinii na temat całej federacji polskiej, oraz działanie sprzeczne ze statutem PZJ. Pan Kowerski i Pani Bestry nie mają najmniejszych skrupułów żeby kłamać, żeby obronić swoje haniebne działania, a pan Szrajer pomimo tego co słyszał od zawodników i rodziców w czasie ME nt skandalicznego zachowania wobec nich p.Kowerskiego, wiedząc o tych zamiarach i nie stopując takich działań jest współwinny działaniu wbrew statutowi PZJ. Ciekawe, że w kłamstwie zapomnieli, że na miejscu była również obecna właścicielka konia.. Wkrótce opublikujemy oficjalne oświadczenia świadków tej sytuacji. Niestety zawodniczka jest wciąż w drodze, drugą dobę wiezie konie. Również rodzice obecni przy tej sytuacji są w podróżach. W całej skrajności wypowiedzi komentujących ten artukuł proszę pamiętać kto sponsoruje ten sport, kto kupuje konie, kto utrzymuje rzeszę trenerów. Nie ma już mamusiek proszę państwa. Są rodzice-sponsorzy, którzy żeby to wszystko utrzymać często piastują odpowiedzialne stanowiska w dużych firmach lub mają własne. Bez nich nie wyżywiła by się ta rzesza delegatów, działaczy, klubów i prezesów. I pora to zauważyć. To nie jest socjalizm, koni nie dostaje się od państwa. Dziś to sponsorzy powinni być najważniejszym partnerem w sporcie dla związku, trenerów i działaczy. Jednak pokutuje socjalistyczna mentalność, postawa TKM gdy dostanie się jakiekolwiek stanowisko w PZJ, a jeśli już z przodu jest słowo "szef" to w głowie się absolutnie przewraca i myśli się że jest się bogiem. Rolą PZJ jest wpieranie zawodników. Tymczasem na tych ME wygrali ci którzy ekipy nie mieli. Nie było afer, oskarżeń, knucia, ambicji i szantażów. To Pan Kowerski osobiście odpowiada za "rozwalanie" ekipy. Zawodnicy są świetnie zintegrowani, ale groźbami i szantażami i wmawianiem zawodnikom, że nie są ekipą nic się nie zbuduje. Powtórzę jeszcze raz. Skupmy się na tym, czy zasadne jest donoszenie na własnego zawodnika przez członka ekipy opłacanego przez PZJ. Czy na to mają iść nasze składki? Bo ja się na to nie zgadzam.

Nigga style (niezarejestrowany)4 tygodnie, 1 dzień temu

Mysle ze wcześniej bywala masa takich "afer" ale na nieszczęście internet stal sie scena gdzie mozna rozrywac szaty i obnosic sie z urazona duma. Zenada. Gdzie w fym wszystkim jest profesjonalna postawa i tzw granie do jednej bramki (dotyczy to obu stron sporu)? Czy sport nie dostarcza wystarczajacej dawki emocji i trzeba fundowac gawiedzi opere mydlana made in Brasil? Jest mi autentycznie przykro, bo lezy mi na sercu los polskiego wkkw.

xxx (niezarejestrowany)4 tygodnie, 1 dzień temu

Widocznie Pani Cybulska boi się BAAARDZOOO wyników badań antydopingowych skoro urządza nagonkę na polskiego lekarza. OTO trzeba ją zapytać. Bo realnie po co ten hejt skoro koń ma być czysty .....

Rybka (niezarejestrowany)4 tygodnie, 1 dzień temu

Komentarz usunięty, z powodu naruszenia §5 regulaminu. Administrator.

XXX (niezarejestrowany)4 tygodnie, 1 dzień temu

No i teraz mamy klasyczne słowo przeciwko słowu i kluczowi w tym wszystkim są świadkowie. Jeżeli potwierdzą to co napisała p. Alicja to mamy bardzo duży problem. Z pomówieniam o stosowanie przez zawodniczkę dopingu włącznie co grozi bardzo poważnymi konsekwencjami prawnymi.

XXX (niezarejestrowany)4 tygodnie, 1 dzień temu

P. Alicjo tego nie można już odpuścić..Trzeba wyjaśnić sprawę do końca.

Administrator4 tygodnie, 1 dzień temu

W związku z tym, iż wypowiedziały się zainteresowane sprawą osoby, a dalsza dyskusja nie wnosi nic nowego i jedynie zaognia sytuację, temat zostaje zablokowany dla komentujących. Komentarze w innych tematach dotykające ww. sprawy będą kasowane.