Cel mam ciągle ten sam

Sławomir Dudek | 1 stycznia 2018

Cel mam ciągle ten sam

Przełom roku to na ogół czas kiedy z jednej strony dokonujemy podsumowania tego, co wydarzyło się w minionych 365 dniach, a z drugiej robimy plany na dni, które nas dopiero czekają. My zapytaliśmy o to, co ważnego zdarzyło się w 2017 roku i jakie nadzieje przynieść ma rok 2018, Adama Grzegorzewskiego.

REKLAMA

reklama

Adam, jak wszyscy wiedzą, jesteś pierwszym polskim jeźdźcem, który zakwalifikował się do całego programu Akademii Młodego Jeźdźca, bardzo ciekawej inicjatywy Europejskiej Federacji Jeździeckiej. W mijającym właśnie 2017 roku zrealizowałeś część tego programu. Czy możesz podzielić się z nami swoimi refleksjami na ten temat i powiedzieć jak doszło do Twojego udziału w tym programie?

Ależ oczywiście! Zrobię to z wielką przyjemnością. Na początek może nieco uzupełnię tę informację. W 2017 roku, w pełnym programie Young Riders Academy uczestniczyłem razem z innym polskim zawodnikiem skoków, z Andrzejem Opłatkiem. Ja jednak zakwalifikowałem się do tego programu jeszcze w roku 2016. Andrzej w tym roku. Young Riders Academy to mówiąc najkrócej jak można inicjatywa prowadzona przez Stowarzyszenie Athenaeum pod patronatem Europejskiej Federacji Jeździeckiej – EEF i przy współpracy z Klubem Międzynarodowych Jeźdźców Dyscypliny Skoków  - IJRC, wsparta finansowo przez firmę Rolex. Program ten adresowany jest do  zawodników dyscypliny skoków przez przeszkody w wieku 18 – 23 lata, którzy startują na poziomie 140 – 150 cm. Pierwsza edycja odbyła się w roku 2014. Pierwszym etapem kwalifikacji do tego programu jest delegowanie do niego przez macierzystą federację jeździecką. W roku 2016, w grupie wskazanej przez PZJ znalazłem się również ja. Dostaliśmy informację, że podczas zawodów rozgrywanych we Włoszech w Arezzo lub w niemieckim Redefin kandydaci będą oceniani przez komisję kwalifikacyjną. Ja wybrałem do kwalifikacji do programu Akademii trzygwiazdkowe zawody w Redefin.  Przed startem w pierwszym z kwalifikacyjnych konkursów zebrano tam całą grupę około 15 – 18 zawodników i na spotkaniu z komisją przekazano nam, że będziemy obserwowani i oceniani nie tylko podczas samych startów na parkurze we wskazanych konkursach, ale również podczas pracy na rozprężalni przed startem, podczas pracy z końmi aktualnie nie startującymi oraz w samej stajni. Po tym ogólnym spotkaniu kolejne rozmowy z pięcioosobową komisją były już indywidualne.

 

Czy pamiętasz o co Cię podczas tych rozmów pytano?

Większość kandydatów do Akademii to byli nieznani szerzej młodzi jeźdźcy. Nie można więc się dziwić, że członkowie komisji kwalifikacyjnej chcieli w tych indywidualnych rozmowach ich poznać. Pytano o wiele spraw. O stawkę koni jakimi się dysponuje. O to, czy są to wyłącznie własne konie, czy również powierzone do jazdy przez innych właścicieli. Pytano o to, gdzie się trenuje, we własnej czy innej stajni. O współpracę z trenerem i o to, czy planuje się w przyszłości zawodowo związać z uprawianiem sportu jeździeckiego. Na wszystkie pytania odpowiedziałem szczerze i zgodnie z prawdą, i dostałem informację, że zostałem zakwalifikowany do całego programu Akademii. Oczywiście bardzo się z tego ucieszyłem, ale nie mogłem skorzystać z oferty już w roku 2016, miałem wtedy nieskończone jeszcze 18 lat i chodziłem do liceum. Organizatorzy poszli mi więc na rękę odkładając realizację programu Akademii do czasu skończenie liceum. Mogłem więc spokojnie zdać maturę i w roku 2017 zacząć realizować swój program Akademii.

 

Pełen program Akademii Młodego Jeźdźca składa się z dwóch modułów, z modułu jeździeckiego i modułu edukacyjnego, które tworzone są w pewnym stopniu indywidualnie dla każdego uczestnika. Czy możesz nam przybliżyć jak to wyglądało u Ciebie?

Ten indywidualny tok dotyczy raczej części jeździeckiej, gdzie każdy może sam dokonać pewnych wyborów i modyfikować podany schemat. Panel edukacyjny jest raczej wspólny dla całej grupy. Powiedziałem „raczej” bo i tutaj doszło do modyfikacji mojego programu. Już to tłumaczę. W mijającym roku harmonogram części edukacyjnej przewidywał trzy spotkania. Podczas tych sesji szkoleniowych ciekawe informacje można było przyswoić sobie podczas spotkania z lekarzem weterynarii, który mówił nie tylko o tym jak poznać pierwsze symptomy typowych chorób, czy urazów u konia, ale również o kwestiach dopingu. Nie wdając się specjalnie w szczegóły powiem, że dużo zawodników ma co uzupełniać. Były zajęcia z ekonomii i budowania jeździeckiego biznesu, z prowadzenia kalkulacji i negocjacji w obrocie końmi czy wzajemnych stosunkach pomiędzy jeźdźcami a narodową federacją jeździecką czy FEI. Pierwsze spotkanie szkoleniowe odbyło się w Szwajcarii, w Lugano. Drugie spotkanie odbyło się w Szwecji, gdzie odwiedziliśmy szwedzką federację jeździecką oraz byliśmy w stajni gdzie pracuje brat Pedera Fredricsona, Jens. To było bardzo ciekawe doświadczenie. Puszczaliśmy tam w korytarzu młode konie i każdy  z nas wybierał potem 3 najlepsze ze stawki uzasadniając swój wybór. Jens powiedział nam, na co powinniśmy zwrócić uwagę przy ocenie koni. Potem wyznaczaliśmy cenę najlepszego według nas konia i robiliśmy kalkulację dla jego sprzedaży za 2 lata z uwzględnieniem wszystkich kosztów jakie należałoby wliczyć do jego edukacji. Było to takie ABC praktycznej ekonomii współczesnej stajni sportowej. Niesamowite wrażenie wywarła też na mnie opowieść Jena o swoim bracie. Mówił nam o tym, co Peder robi w stajni, jak maneżuje swoimi końmi. Tak się złożyło, że w czasie trzeciego spotkania, jakie odbyło się podczas pięciogwiazdkowych zwodów rozgrywanych w Szwajcarii, w Genewie, udało mi się uzyskać akceptację mojego zgłoszenia na czterogwiazdkowe zawody rozgrywane w Austrii, w Salzburgu. Ponieważ program takich spotkań w każdym roku niewiele się zmienia, poprosiłem organizatorów Akademii o możliwość przełożenia mojego udziału w trzecim spotkaniu na rok 2018 i taką zgodę otrzymałem. Ponieważ każdego roku na zawody w Genewie zapraszany jest jeden z uczestników programu Akademii, to mam nadzieję, że w roku 2018 nie będę tylko uczestnikiem spotkania szkoleniowego Akademii, ale będę miał możliwość wystartowania na tych zawodach. W grudniu, w Genewie startował Michael Duffy z Irlandii.

 

Mam nadzieję, że spełni się to co teraz powiedziałeś. Jeśli jednak pozwolisz, to chciałbym, żebyś teraz opowiedział trochę o module jeździeckim. Jakiego szkoleniowca z listy wybrałeś i dlaczego, i jak zrealizowałeś swój indywidualny program treningowy?

Tak jak już powiedziałem, w tym zakresie mieliśmy pewną możliwość wyboru. Mogłem wybrać treningi z Rolfem-Göranem Bengtssonem lub Gerco Schröderem. Zdecydowałem się na wybór tej drugiej opcji, kierując się myślę bardzo racjonalnymi przesłankami. Obydwaj to doskonali zawodnicy na bardzo wysokim, światowym poziomie i ich dyspozycja czasowa jest w zasadzie podobna. Gerco Schröder jednak prowadzi swoją stajnię razem z dwoma jeszcze braćmi. To powoduje, że podczas mojego pobytu w stajni zawsze ktoś będzie. Poza tym wybór ten oznaczał, że będę mógł liczyć na ocenę i pomoc trzech różnych osób. Moją modyfikacją schematu pracy ze szkoleniowcem była zamiana półrocznego pobytu w stajni trenera z dwójką swoich koni, na trzy miesiące pracy z czwórką moich koni. To jakby kondensowało mocniej sam proces, co w mojej ocenie było lepszym rozwiązaniem dla mnie. Poza tym, wyjeżdżając na dłuższy czas tylko z dwoma końmi nie miałbym możliwości pracy z pozostałymi w mojej stajni końmi. Między innymi końmi, które ktoś powierzył mi do jazdy i treningu. Wybrałem więc chyba najlepszy kompromis. Do Holandii pojechały ze mną Torpedo Des Forets, Zazou Szumawa, Okarino i Arabesque De Ravel. Wybierając je, chciałem uzyskać możliwość pracy w stajni Schröderów z czterema końmi zróżnicowanymi nie tylko wzrostem, ale również i charakterami, tak żeby nauczyć się tam jak najwięcej. Zresztą pracowałem tam i startowałem nie tylko na swoich koniach, ale również na tych, które były w stajni Schröder. Myślę, że dużym sukcesem mojego pobytu w holenderskiej stajni braci Schröder jest to, że dostałem tam młodego konia będącego własnością ich stajni i pana Wiliama Greeve, którego przywiozłem ze sobą do Polski. Myślę, że jest to bardzo ciekawy, 4-letni koń.

 

Jak wyglądał Twój typowy dzień w stajni braci  Schröder? Mam na myśli normalny dzień pracy a nie wyjazdy na zawody.

Przede wszystkim pojechałem tam bez luzaka. No bo chyba zabieranie do 4 koni luzaka byłoby lekkim przegięciem. Wstawałem więc rano i zaczynałem dzień od karmienia o godzinie 7:30. Potem zwykła stajenna codzienność, czyli czyszczenie boków, karuzele, praca z końmi. Starałem się jak najwięcej jeździć. Mogę powiedzieć, że jeździłem na ogół co najmniej 5 koni. Jak przyjeżdżały do stajni konie, które bracia sprawdzali czy nadają się do dalszej pracy i obrotu, to najczęściej siadałem na nie razem z ich stajennym jeźdźcem. To była dobra szkoła, na co praktycznie zwracać uwagę w ocenie nowego konia. Bracia obserwując danego konia mówili nam, co mamy zrobić i potem prosili o przekazanie naszych odczuć. To, w połączeniu z ich obserwacją, decydowało czy danego konia kupowali czy odsyłali. Na szczęście udało mi się zorganizować na miejscu osobę, która pomagała mi dwa razy w tygodniu, w utrzymaniu w czystości mojego sprzętu. Dzięki temu mogłem, powiedzmy godzinkę dziennie, poświęcić na to, żeby stanąć na placu i obserwować treningi któregoś z braci Schröder. Zwłaszcza kiedy przyjeżdżał do Gerco jego trener. Zajmowałem się swoimi końmi od rana, a potem puszczałem je do karuzeli żeby mieć możliwość obserwowania tych treningów. Jeśli trzeba było jeszcze coś zrobić z moimi końmi, to wracałem do nich wieczorem, jak Gerco skończył już swoją pracę. Nie chciałem stracić z tych treningów ani jednej chwili. Obserwowałem go nawet jak kłusował. W ten sposób, nawet nie wiem kiedy, upłynęły mi w stajni braci Schröder moje 3 miesiące pobytu.

 

Adam, co te 3 miesiące Ci przyniosły? Czy w jakiś sposób zmieniły one Twoje jeździectwo i sportowy charakter? Czy z parkurów zniknie dawny Adam, nie stroniący od podjęcia nieraz dużego ryzyka w walce o końcowy sukces?

Myślę, że w mojej jeździe za dużo się nie zmieniło. To znaczy mam na myśli jakieś spektakularne zmiany w moim dosiadzie, czy ogólnie w mojej jeździe. Przede wszystkim, jak sądzę, dzięki temu, co tam zobaczyłem, czego się dowiedziałem, moja jeździecka wiedza jest znacznie większa. Znalazłem tam potwierdzenie pewnych rzeczy, które już wcześniej miałem w głowie. Mam w niej już jakiś system, według którego będę teraz chciał pracować, według którego będzie funkcjonować moja stajnia. Teraz mogę ten system oprzeć o wiedzę i doświadczenie profesjonalnej stajni na najwyższym poziomie.

 

Czy dzięki uczestnictwu w programie Akademii stałeś się w Europie bardziej rozpoznawalną postacią?

Myślę, że po trosze tak. Choć pewnie bardziej na miejscu byłoby powiedzenie, że stałem się rozpoznawany w samej Holandii, gdzie przez te 3 miesiące startowałem weekend w weekend na zawodach jeśli nie międzynarodowych to krajowych. Poznałem więc dzięki temu spore grono zawodników nie tylko z Holandii. I choć nie nazwałbym tego nawiązaniem jakiś przyjaźni, to jednak moja twarz przestała dla wielu z nich być anonimową twarzą jakiegoś zawodnika z innego kraju. Myślę, że jest to znajomość tego typu, że jeśli na przykład chciałbym zasięgnąć opinii o jakimś koniu, który będzie mnie interesował, to spokojnie mogę zadzwonić do kilku osób, które podzielą się ze mną swoimi szczerymi uwagami.

 

A jak te wszystkie doświadczenia masz zamiar przenieść na swój polski grunt?

Odpowiedź na to pytanie jest bardzo ciekawa, bo w 2018 roku zajdą w moim życiu zawodnika i jeźdźca pewne, dosyć istotne myślę zmiany. Nie zmieniając barw klubowych  przenoszę się do stajni Rudigera Wassibauera w Okołach. Od pewnego już czasu rozpoczęliśmy współpracę, z której jestem bardzo zadowolony. Wydaje mi się, że trener Wassibauer doskonale rozumie moje potrzeby. Zaraz po Sylwestrze rozpoczną się w Okołach prace adaptacyjne w stajni i w mieszkaniu, które będę dzierżawił. Myślę, że w początkach lutego przeniosę się tam ze swoimi końmi i zacznę realizować swoje plany. Korzyścią z tego rozwiązania będzie z pewnością fakt, że na miejscu będzie trener, z którym będę mógł pracować już nie tylko podczas treningów skokowych, ale też wspomoże mnie swoim doświadczeniem w pracy ujeżdżeniowej z końmi. Po drugie, dzierżawiąc wydzieloną stajnię będę mógł stworzyć profesjonalne miejsce do pracy z końmi i mojego dalszego rozwoju jako jeźdźca. Przebywanie w stajni należącej do kogoś nie ma się tego komfortu. I choć to będzie tylko dzierżawa, to Rudiger Wassibauer daje mi sporo wolnej ręki w kształtowaniu charakteru „mojej stajni”. Nasz układ daje mi komfort długofalowego planowania swojego rozwoju. Chciałbym jednak podkreślić, że dalej będę reprezentował barwy Agro – Aves Gajewniki i startował na ich koniach. Będzie to miejsce, gdzie będę chciał sukcesywnie wprowadzać w życie wzorce, które wyniosłem ze stajni braci Schröder, a które przybliżą mnie do realizacji moich marzeń jako profesjonalnego jeźdźca.

 

Jakie są wobec tego te jeździeckie marzenia Adama Grzegorzewskiego?

Ależ ja o nich już mówiłem podczas naszej długiej rozmowy na początku tego roku (2017 przyp. red.) i one się nie zmieniły. Nie chce być jeźdźcem specjalizującym się w pracy z młodymi końmi. Nie chcę być sportowcem – handlarzem. Oczywiście i jeden i drugi są potrzebni by światowe jeździectwo trwało i miało możliwość się rozwijać. Ja chcę być członkiem światowej czołówki skoczków. Chcę startować jako polski zawodnik na największych na świecie zawodach. Nie mówię teraz o tym, że chciałbym wystartować na Igrzyskach Olimpijskich w Tokio. Nawet w marzeniach trzeba zawrzeć odrobinę realizmu. A ja jeszcze w tej chwili nie mam takiej stawki koni, która by takie marzenia o Tokio usprawiedliwiała. Ale mam grupę bardzo obiecujących, młodych koni, z którymi mam zamiar ciężko i solidnie pracować w oparciu o stajnię w Okołach, z którymi zamierzam osiągnąć taki poziom, że nie będzie przed nami problemów kiedy będziemy chcieli wystartować w Aachen, Genewie czy Spruce Meadows. I myślę, że Igrzyska Olimpijskie w roku 2024 będą już w zasięgu moim i moich koni. Choćby w zasięgu pół-brata Okarino, który ma w tej chwili 8 miesięcy i zapowiada się na dużego konia. Jeśli będzie miał takie samo serce do walki na parkurze jak Okarino, to parkury Igrzysk Olimpijskich, Mistrzostw Europy czy Świata będą w naszym zasięgu.

 

Dziękując za rozmowę życzę Ci wobec tego, żeby Nowy 2018 Rok przyniósł Ci same sukcesy i realizację Twoich ambitnych, sportowych planów i marzeń.

A ja dziękując, życzę czytelnikom Świata Koni samych sukcesów w Nowym Roku.

Komentarze (8)

czytelniczka (niezarejestrowany)6 miesięcy, 2 tygodnie temu

SUPER TEKST ! Czytałam w napięciu i z ciekawością do samego końca ..... i jeszcze bym chciała . Życzę spełnienia marzeń tych na rok 2018 i póżniejszych !! BRAWO !!!

Sandra (niezarejestrowany)6 miesięcy, 2 tygodnie temu

uwielbiam tego chłopaka za jego usmiech

Kibic (niezarejestrowany)6 miesięcy, 2 tygodnie temu

Powodzenia w Okołach Adamie

Zwykly sedzia jezdziecki (niezarejestrowany)6 miesięcy, 2 tygodnie temu

Mam od kilku lat przyjemnosc bycia osoba oficjalna na zawodach w ktorych startuje ADAM. nIEZWYKLY TALENT.Miary Kowalczyka.Poza tym dobrze wychowany, grzeczny.Dobre oko, kapitalna rownowaga na siodle, brawurowe czesto przejazdy / oby to nie byl nawyk/.Zadatki na swiatowa kariere, ale pod warunkiem, ze przez wlasciwe odzywianie nabierze tezyzny fizycznej niezbednej do rozwoju swojej kariery.

pasjonat (niezarejestrowany)6 miesięcy, 1 tydzień temu

Bardzo kibicuję Adasiowi i życzę Mu dużo sukcesów i spełnienia marzeń ! On jest dowodem na to że talent i ciężka praca dają efekty. Pozdrawiam Światkoni !

Gosia S (niezarejestrowany)6 miesięcy temu

Zycze Adamowi osiagniecia miedzynarodowych sukcesow i to chyba stanie sie b. szybko czytajac jego zdecydowane wypowiedzi i plany. Talent nie do ukrycia!

... (niezarejestrowany)6 miesięcy temu

Bez wątpienia talent i pracowitość + niesamowita charyzma , ale . Skoro rozmawiamy o ekonomii i takie były szkolenia to rodzi się pytanie jak to sfinansować . Bo skoro nie biznes koński , handel końmi etc . To do tak ekonomicznych wyzwań musi być zapewnione finansowanie . Założenia super ,ale daj boże żeby się udało spiąć budżet !

XXX (niezarejestrowany)6 miesięcy temu

Cytat : ...Były zajęcia z ekonomii i budowania jeździeckiego biznesu, z prowadzenia kalkulacji i negocjacji w obrocie końmi czy wzajemnych stosunkach pomiędzy jeźdźcami a narodową federacją jeździecką czy FEI. No właśnie . Na zachodzie ekonomia w jeździectwie i dobrze obustronne relacje z narodową federacją to podstawa . Z drugiej strony nawet najlepsi zawodnicy ( trenerzy ) muszą myśleć o zapewnieniu sobie finansowania na starty ... Cytat : ...byliśmy w stajni gdzie pracuje brat Pedera Fredricsona, Jens. To było bardzo ciekawe doświadczenie. Puszczaliśmy tam w korytarzu młode konie i każdy z nas wybierał potem 3 najlepsze ze stawki uzasadniając swój wybór. Jens powiedział nam, na co powinniśmy zwrócić uwagę przy ocenie koni. Potem wyznaczaliśmy cenę najlepszego według nas konia i robiliśmy kalkulację dla jego sprzedaży za 2 lata z uwzględnieniem wszystkich kosztów jakie należałoby wliczyć do jego edukacji. Było to takie ABC praktycznej ekonomii współczesnej stajni sportowej.

Dodaj komentarz



Wciśnięcie przycisku poniżej jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu komentarzy.