reklama
reklama

Niebezpieczna nie tylko dla źrebiąt

Karolina Potera | 19 kwietnia 2017

Niebezpieczna nie tylko dla źrebiąt

W powietrzu można już wyczuć wiosnę. Niedługo znów wszystko obudzi się do życia. Jest to również czas, w którym na świat przyjdzie większość źrebaków. W tym okresie warto pomyśleć o czyhających na nich zagrożeniach. Paraskarioza (glistnica) jest jednym z nich.

REKLAMA

reklama

Glistnica to choroba spowodowana inwazją Parascaris equorum. Glista końskajest szczególnie niebezpieczna dla źrebiąt. Występuje powszechnie w całym kraju i stanowi problem w dużych stadninach, w których hodowane zwierzęta przebywają w skupiskach i mają bezpośredni kontakt ze sobą.

Glista końska

Jest przedstawicielem dużych nicieni. W rozwoju glist występuje samica i samiec. Zawsze większa samica osiąga długość nawet 37 cm, samiec do 28 cm. Jest to pasożyt bardzo specyficzny gatunkowo i jego żywicielem ostatecznym jest koń. Dla człowieka nie stanowi zagrożenia. Pasożyty lokalizują się w jelicie cienkim konia. Samice są wyjątkowo płodne i składają dziennie ogromne ilości jaj, które konie wydalają wraz z kałem. Jaja są bardzo oporne na warunki środowiska zewnętrznego. Zawdzięczają ten fakt grubej, kilkuwarstwowej, chropowatej skorupce, która chroni je przed niekorzystnymi warunkami środowiska zewnętrznego. Taka możliwość przetrwania w niekorzystnych warunkach oraz ogromne ilości wydalanych jaj znacząco zwiększają szansę na wystąpienie inwazji u innych koni.

Dojrzała postać nicienia w kale. Taki widok jest częsty po odrobaczaniu zwierzęcia cierpiącego na glistnice. Zdarza się również u koni nieodrobaczanych. Znalezienie pasożyta w takim wypadku jest alarmem do niezwłocznej konsultacji z weterynarzem w celu odrobaczenia konia. 

Jak dochodzi do zarażenia?

Wydalane z kałem jaja zawierają w swoim wnętrzu larwę, która po 10-15 dniach od wydalenia jaja przekształca się w stadium inwazyjne dla innych zwierząt. Takie przeobrażenie nazywa się linką. Na inwazję narażone są najbardziej źrebięta i konie młode. Po połknięciu przez konia inwazyjnego stadium jaj w jego organizmie uwalniają się larwy. Wnikają one do naczyń krwionośnych. Drogą krwi przez wątrobę, następnie serce, wędrują do płuc. Tutaj ponownie przechodzą linkę. Z płuc są wykasływane do jamy ustnej, gdzie ponownie przełknięte, przechodzą krótką drogę przez układ pokarmowy i umiejscawiają się w jelicie cienkim. Tam ostatni raz przechodzą linkę i osiągają dojrzałość płciową. Samice zaczynają produkować jaja i cykl rozwojowy glist zamyka się.

Co to jest okres prepatentny?

Jest to czas, który mija od zarażenia się zwierzęcia inwazyjną postacią pasożyta, do momentu, kiedy on sam będzie wydalać jaja do środowiska i stanie się źródłem inwazji w środowisku. W wypadku inwazji P. equorum trwa on od 10 do 15 tygodni. Natomiast okres patentny, w którym koń wraz z kałem wydala jaja, trwa lata. Ma to bardzo duże znaczenie w szerzeniu się inwazji.

Jakie zagrożenie niesie ze sobą choroba?

Najbardziej narażone są źrebięta i młode konie. U nich skutki inwazji są najbardziej widoczne. Wędrówka larw przez organizm uszkadza wątrobę i płuca. Taka wędrówka przez płuca objawia się często przyspieszonym oddechem, kaszlem, apatią, gorączką i wyciekami z nosa. Wynikiem tego może być zapalenie oskrzeli i płuc. Dojrzałe osobniki uszkadzają mechanicznie ścianę jelita, co prowadzi do licznych stanów zapalnych. Zaburzenia trawienia powodują wychudzenie i stopniowe wyniszczenie zwierząt. Dochodzi do zahamowania rozwoju, badanie krwi często wykazuje niedokrwistość. Przy dużej inwazji może dojść do zaczopowania światła jelita przez pasożyty, co daje objawy kolki. Kolejnym zagrożeniem są metabolity produkowane przez pasożyty, które działają silnie alergizująco i toksycznie na młody organizm. Toksyny mogą spowodować wystąpienie objawów ze strony układu nerwowego. Młode źrebięta są na nie wyjątkowo wrażliwe. Dorosłe konie dobrze tolerują inwazję tego pasożyta i są zazwyczaj bezobjawowymi nosicielami. W przypadku bardzo dużych inwazji u nich również mogą wystąpić objawy opisane u źrebiąt. Największe ryzyko niesie ze sobą możliwość wystąpienia morzyska, zaczopowania i uszkodzenia jelit. Bardzo duża inwazja przyczynia się do ścieńczenia ściany jelita. Jest ona bardzo osłabiona i coraz cieńsza, w obrazie sekcyjnym niemal przeźroczysta. Nicienie są widoczne w świetle jelita przez jego ścianę i nie ma potrzeby wchodzenia do jego światła. Jelito takie nazywa się "papierowym". Zmiany są widoczne również na wątrobie, na której obecność pasożytów pozostawia „mleczne plamy”.

Jak ustrzec się przed inwazją?

Konie zarażają się poprzez zjadanie jaj z kałem. Bardzo często dochodzi do sytuacji, w której dotknięty inwazją koń jeszcze bardziej zwiększa ją poprzez połykanie jaj, które sam wydala. Ogromny wpływ na długość utrzymywania się takiej inwazji w środowisku ma nie tylko kilkuletni okres patentny, ale oporność jaj i żywotność ukrytych w nich larw, które są w stanie przetrwać w środowisku zewnętrznym również kilka lat. Pierwszą, najważniejszą, żelazną zasada jest regularne odrobaczanie koni. Dbałość o klacze w ciąży i oddzielenie źrebiąt od innych koni, które jako bezobjawowi nosiciele są potencjalnymi siewcami może zmniejszyć ryzyko inwazji. Ponadto należy regularnie pozbywać się obornika i dbać o czystość w boksach. Idealnym rozwiązaniem jest pozbywanie się obornika codziennie lub chociaż raz w tygodniu. Jak wspomniałam, po wydaleniu jaj musi minąć ok. 10-15 dni, aby jaja stały się inwazyjne. Zostawianie obornika na dłuższy czas zwiększa więc ryzyko inwazji, podobnie nawożenie nim łąk i pastwisk, na których będą wypasane nasze konie, powoduje, że skażamy to środowisko na wiele lat. O ile problem ten łatwo wyeliminować w pensjonatach i małych, prywatnych stajniach o tyle w dużych stadninach i hodowlach walka z taką inwazją jest trudniejsza. Zwierzęta mają ze sobą ciągły kontakt, a w naturze koni leży koprofagia – zjadanie odchodów. Bardzo ważne jest oddzielenie paszy od podłoża. Siano nie powinno być rzucane na odchody. Najlepiej podawać je z pewnej wysokości. W wypadku paszy treściwej problem rozwiązują żłoby. Należy jednak pamiętać o częstym ich myciu. Ocieranie się koni zadem o różne przedmioty czy niespodzianka w postaci „kupy w żłobie” powinny nakłonić nas do ich wyczyszczenia.

Jak sprawdzić, czy nasz koń ma problem?

Wystarczy oddać weterynarzowi kał do zbadania. Dzięki metodzie flotacji lub dekantacji stwierdzi, czy w kale są obecne jaja Parascaris equorum i w razie potrzeby zaleci odrobaczanie konia. Badanie jest tanie i proste. Pozwoli nam stwierdzić stopień inwazji i dobrać odpowiedni program odrobaczania.

Glistnica rzadko prowadzi do śmierci zwierzęcia, ale przy ostrych inwazjach i bardzo ciężko przebiegającym zapaleniu płuc czy morzysku jest to możliwe. Pomimo że odrobaczanie koni wśród wielu hodowców i właścicieli stało się obowiązkową praktyką, w bardzo dużych stadninach wciąż zapomina się o chorobach, jakie niosą ze sobą inwazje pasożytnicze. Mam nadzieję, że poznanie ryzyka, jakie niesie ze sobą chociażby P. equorum, przekona do regularnego odrobaczania swoich koni wielu właścicieli. Takie profilaktyczne działanie jest dużo bardziej korzystne dla obu stron. Niestety jeszcze wciąż wielu z nas bardzo często o tym zapomina i naraża swoje zwierzęta na niepotrzebne cierpienie. 

Fot.: Małgorzata Kartawik

Komentarze (0)

Dodaj komentarz



Wciśnięcie przycisku poniżej jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu komentarzy.