Mitologia Końska

Natalia Zarudzka | 23 grudnia 2016

Mitologia Końska

Na początku był Chaos. Z Chaosu wyłoniły się... konie? Stop, stop, stop! To nie ta książka, ale według tej receptury powstał ten artykuł. Zebrałam w nim wszystkie dziwaczne przeświadczenia, mityczne prawdy, bezmyślnie przekazywaną wiedzę z pokolenia na pokolenie bez jakiejkolwiek weryfikacji. Ktoś coś kiedyś powiedział i stało się to objawioną prawdą. Zaskakujące jest to, ile ciekawych rzeczy można dowiedzieć się w stajennych socjalach. Czas, aby niektórym tematom przyjrzeć się bardziej z bliska i cytując Kubusia Puchatka: „co-nie-co” sprostować.

REKLAMA

reklama

POZBYĆ SIĘ ROBAKA

Regularne odrobaczanie to chyba najpopularniejsza czynność u właścicieli koni. Producenci środków odrobaczających oferują specyfiki o najróżniejszym składzie. Tak mamy pasty działające na nicienie układu pokarmowego, nicienie płucne, tasiemce i larwy gzów. Niektóre działają na wszystkie wymienione, a inne na konkretnego przeciwnika. Warto więc wiedzieć, kiedy i co najlepiej podać. Tutaj napotykamy na pierwszy paradoks, bo najczęściej leczenie odbywa się na ślepo. Kupujemy jakąś pastę i odrobaczamy nią zwierzaka co 4-6 miesięcy traktując zabieg ten jak profilaktykę. Nic bardziej mylnego. Odrobaczanie to leczenie konkretnej inwazji pasożytów, a nie jej zapobieganie, jak jest w przypadku obroży przeciw kleszczowych. W uproszczeniu oznacza to, że jeżeli w poniedziałek odrobaczymy konia, a w czwartek zetknie on się z pasożytem, to w piątek będzie ponownie zarobaczony. Dlatego powinniśmy traktować pasty odrobaczające jak leki. Jeżeli zaś chodzi o poprawne postępowanie, to raz na pół roku – przed sezonem i po sezonie łąkowym lub częściej (jak koń ma styczność co rusz z obcymi osobnikami np. na zawodach) powinniśmy oddać próbkę kału do badania laboratoryjnego, aby tam stwierdzono, czy i ewentualnie jakie pasożyty są w końskim organizmie. Niestety proces ten jest ciut dłuższy i bardziej kłopotliwy, dlatego człowiek wybiera ślepą drogę na skróty. Zabawniejsze jest jednak to, że żyjąc w XXI wieku spora rzesza ludzi wierzy w naturalne metody odrobaczania – buraki, pestki z dyń, kiszoną kapustę. Owszem są to produkty, które wspierają profilaktykę antyrobakową, ale na pewno nie wyleczą zaawansowanej robaczycy.

CZY LECI Z NAMI LEKARZ?

Strasznie mierzi mnie, kiedy słyszę stajenne znachorstwo. Zupełnie nie rozumiem, skąd biorą się niektóre porady i diagnozy często przez telefon: „No wiesz, lekko znaczy na lewą przednią nogę... Nie, nie jest ciepła... Nie widzę skaleczeń... To co – wcierka? Rozgrzewająca czy chłodząca?...”. Pewne urazy powinno się chłodzić i kategorycznie nie grzać i na odwrót. Jak osoba będąca pod drugiej stronie łącza telefonicznego, nie widząc urazu, może dobrze ocenić sytuację i zaproponować leczenie?! Jeżeli macie zaufanego i godnego polecenia specjalistę, to niech on się pofatyguje obejrzeć Wasze zwierzę. Źle postawiona diagnoza w najlepszym wypadku przedłuży czas leczenia, ale możemy mieć mniej szczęścia i zaszkodzić.
„Kaszle? Słuchaj, pewnie się przeziębił, dajcie mu czosnek i ziółka przeciwkaszlowe”. Ponieważ mam konia alergika, takie porady działają na mnie jak płachta na byka. Dlaczego kaszel od razu rozpatrujemy jako przeziębienie? Konie wcale tak często nie zaziębiają, a jeżeli już, to jest szereg kolejnych symptomów, które występują obok kaszlu, np. podwyższona temperatura, apatia, posmutnienie, brak apetytu. Czosnek w odpowiedniej ilości nie zaszkodzi, ale ma drażniący wpływ na ścianę żołądka, dlatego nie wolno go podawać koniom ze skłonnościami do choroby wrzodowej. Leki przeciwwykrztuśne są bardzo złą poradą, jeżeli nie mamy do czynienia z typowym zapaleniem gardła. Skoro koń kaszle, to znaczy, że organizm broni się i stara usunąć nadmiar wydzieliny z dróg oddechowych. Jeżeli zablokujemy mu tę możliwość, śluz zalegnie na stałe utrudniając wymianę gazowa, także odkrztuszanie jest ważne. Jest tyle możliwości chorób, kiedy koń kaszle, że nie powinniśmy zdawać się jedynie na samo przeczucie i domyślanie się.
I kolejna bardzo ważna informacja – kiedy wzywamy lekarza weterynarii, zapytajmy się, czy będzie konieczna sedacja podczas wizyty. Jeżeli będzie taka ewentualność, zwierzę nie powinno dostawać jedzenia przed zabiegiem. Podczas uśpienia perystaltyka jelit zwalnia lub staje całkowicie – zalegające w niej spore ilości pokarmu uformowanego w kał mogą spowodować bóle morzyskowe (kolki). Wierzchowiec powinien otrzymać jedynie garstkę siana i grzecznie oczekiwać na lekarza.

WRÓŻKA ZĘBUSZKA

Tarnikowanie lub korekcja uzębienia to kolejny z popularnych zabiegów u koni. Z przerażeniem obserwuję, że coraz częściej przechodzą go pacjenci, którzy de facto go nie potrzebują. „Koń macha głową – to zęby!”, ale czy na pewno zawsze są to zęby? Oczywiście, że nie. Spora liczba wierzchowców, które machają głowami, nie ma problemów z uzębieniem, a grzbietem. Może to być źle dobrane siodło, które uciska. Może to być obtarcie i szczypanie. Może to być bolesność mięśni grzbietu od nieprawidłowego użytkowania. Co więcej, niektóre kulawizny mogą pochodzić właśnie od pleców, a nie ścięgien. Dlatego zamiast od razu wzywać końskiego dentystę, warto zobaczyć, czy tam na górze jest wszystko ok. Konie, tak jak ludzie, mają też krzywe zęby, z którymi bardzo dobrze sobie radzą. Normalnie przeżuwają pokarm i są witalne na co dzień. Kiedy powinniśmy się martwić? Wtedy, kiedy nasz podopieczny niechętnie gryzie ulubioną marchewkę lub zostawia w żłobie kolację. Czasami problemom zębowym towarzyszą również przeróżne nieprzyjemne zapachy z paszczy. Fanaberią jest korekcja zębów tylko po to, aby miał „równe”. Pamiętajcie, że zwierzę nie rozumie tego, co mu chcemy zrobić i w większości przypadków potrzebna jest sedacja, aby wykonać ten zabieg – w szczególności tarnikiem elektrycznym.

Końskie zęby nie są kanonem piękna,
ale dobrze spełniają swoją rolę.

CO W KONIU GRA

Na pewno zdarzyło się Wam usłyszeć charakterystyczny odgłos dochodzący z końskiego „brzucha” podczas kłusowania. Taki rytmiczny i donośny. Nie pierwszy i niestety nie ostatni raz słyszę dwie niespójne wersje: „To śledziona tak gra.”, „To gra przepona”. Kiedy przyjdzie nam temat drążyć, rozmówca najczęściej się zakręci, zapowietrzy i nic rozsądnego z siebie nie wykrztusi. Temat stanie się mroczny i trochę śliski. W głowie zostanie nam tylko pusta informacja, w którą, nie roztrząsając bardziej, uwierzymy. Co to za odgłos tak naprawdę? Pierwsze, co powinniśmy zaobserwować to fakt, że u klaczy on nie występuje. I tu prosta i logiczna dedukcja doprowadzi nas do organu, który posiadają jedynie samce – puzdro. Jesteśmy w domu. Odgłos ten to powietrze, które zassane do puzdra przemieszcza się w jego falistej budowie. Koniec i kropka. Nie trzeba dobudowywać do tego większej ideologii i anatomicznych „odchyleń” od normalności. Czy można kontynuować jazdę – można i to bez szkody dla zwierzaka. Zastanówcie się sami, jakim masochistą musiałby być Wasz koń, aby biegać z obijającą się we wnętrznościach śledzioną.

Co w koniu gra?
Śledziona, przepona czy jelita?

PARANORMAL ANATOMY

Gdzie jest kolano? Na to niby proste pytanie nie każdy początkujący jeździec zna odpowiedź. Uważam, że nauka anatomii konia jest równie istotna co sama nauka jeździectwa. Jak prawidłowo powodować zwierzęciem, kiedy nie wiemy, za co który mięsień odpowiada? Jak go trenować i dobrać odpowiedni zestaw ćwiczeń, aby nabudować odpowiednie partie mięśni i ćwiczyć je naprzemiennie? Najczęściej z kolanem mylony jest nadgarstek (tak, bo podobnie się zgina co nasze ludzkie) bądź staw skokowy.

1. Staw skokowy = pięta
2. Staw kolanowy
3. Staw łokciowy
4. Staw nadgarstkowy

 

Anatomicznej zagwozdki doczekamy się również podczas zapinania popręgu. Posądzamy konia o „nadęcie”, przez co nie możemy go dopiąć. Jedyne, co koń może w tej partii ciała zrobić, to się napiąć, gdyż popręg podpinamy na mostku, a ten ma znikomą ruchomość w porównaniu do klatki piersiowej. Patrząc na konia doskonale widać, która część kłody porusza się najaktywniej przy oddychaniu.

ACH, TE NAWYKI

Nie ma stajni idealnych, to wszyscy wiemy. Są jednak takie, które od ideału odbiegają i to bardzo. To, co najbardziej razi w oczy, to zamiatanie zakurzonej podłogi w stajni podczas gdy konie stoją w boksach. Nikt nie lubi wdychać kurzu. My zamieciemy i pójdziemy. One w tym syfie zostaną. Można przecież posprzątać korytarz, jak wszystkie zwierzęta będą na dworze. Później jesteśmy zaskoczeni – skąd alergie, kaszel czy gluty z nozdrzy.

Zadawanie siana – niby taka oczywista rzecz, a nadal niektóre stajnie potrafią mnie zaskoczyć montując paśniki pod sufitem. Owszem, oszczędzamy siano, bo konie nie mogą go zadeptać, ale to nadal są konie, a nie żyrafy! One naturalnie pobierają pokarm głównie z ziemi. Natura jest bardzo sprytna – taki system żywienia pomaga oczyszczać długie drogi oddechowe, oraz zapewnia odpowiedni kąt wpadania pokarmu do żołądka. Nie zaburzajmy tego przez swoją oszczędność! Siatki na siano z bardzo drobnymi oczkami można powiesić w boksie tak, aby były blisko ziemi – koń w nie kopyta nie włoży.



Podążając dalej w absurdy myślałam, że żadna teoria mnie już w życiu nie zaskoczy, a jednak. Otóż, dowiedziałam się, że wędzideł nie powinno się myć. Im brudniejsze, tym lepsze, bo więcej na nim smakowitych kąsków. Konie bowiem nie lubią smaku metalu, dlatego powinniśmy zostawiać im małe co nieco na kiełźnie. O tym, że młodym koniom można maczać wędzidło w miodzie lub cukrze słyszałam, ale że obiad, który na nim kiśnie od wieków też jest dobry, to już nie. Też nie lubię posmaku metalu w ustach, ale sztućce myje po każdym posiłku. Może powinnam zmienić te „czyścioszkowe” przyzwyczajenia? Oczywiście, to ironia. Wędzidła są różne – nawet takie o stopie słodkiej stali, dlatego tym bardziej taka teoria mnie wprawiła w osłupienie.

GOŁO I WESOŁO

Moda przyszła i do koni. Bardzo popularne stało się golenie wierzchowców. Łatwiej się je czyści, mniej się pocą i „ładniej” wyglądają. Niestety przy tym ucierpią. Żadna najwspanialsza derka nie zastąpi naturalnej pokrywy włosowej. Przecież pogoda zmienną jest. To, że rano pada deszcz, nie oznacza, że popołudniem nie będzie mocno świeciło słońce. Widzę konie ubrane jak na zimę w słoneczne i ciepłe 15-stopniowe pogody. I te, które marzną w najzimniejsze zimne noce pod za cienką, ale najgrubszą derką. Że nie wspomnę o tych biedakach, którym sąsiad w ferworze zabawy derkę porwał i zagwarantował jej dodatkową wentylacje. Sierść można nastroszyć i zapewnić sobie w ten sposób idealną termoregulację.

Zrozumiałym dla mnie jest golenie koni tylko w jednym przypadku. Kiedy wierzchowce w sezonie zimowym regularnie startują na zawodach halowych. Wówczas zimowa i nieatrakcyjna sierść będzie uciążliwa dla obojga. Zwierzę będzie się w niej okropnie pocić i zagrzewać podczas wysiłku, a człowiekowi zajmie sporo czasu doprowadzenie jej do wyglądu idealnego. To jedyne dobre wytłumaczenie dla golenia koni. Nie powinniśmy tego robić dla mody i wygody. Jest to nie fair. Tak samo bezmyślne jest owijanie końskich nóg w owijki polarowe w upalne lato. Sami załóżmy sobie zimowe skarpety w buty i po godzinie będziemy mieli niezłe bagno w butach.
Trendy nie zawsze idą w parze z komfortem. Pamiętajcie o tym.

Weryfikujcie to, czego nie wiecie lub zasłyszeliście. Książki nie gryzą i są po to, aby poszerzać naszą wiedzę. Jeżeli posiadacie trenera, to miło go zaskoczycie dobrze postawionym pytaniem-zagadką. Warto pytać, szukać i prostować. Tylko ten, kto szkoli się przez cały czas, osiągnie sukces. Ten, co posiadł wiedzę absolutną, stanie w miejscu na zawsze.

Artykuł opublikowany w miesięczniku ŚWIAT KONI 4/2016

Komentarze (3)

a. (niezarejestrowany)6 miesięcy temu

Niestety badanie kału na obecność pasożytów nie jest wiarygodne. Ich obecność można potwierdzić ale nie wykluczyć. To, że ich nie ma w próbce nie oznacza, że na 100% nie ma ich w ogóle:) Dlatego nie uważam za mit odrobaczania profilaktycznego, pod okiem weterynarza, zgodnego z cyklami rozwojowymi pasozytów w różnych porach roku. Gdyby podawać pasty tylko po pozytywnym wyniku badania to można się w koncu kiedyś bardzo niemile zaskoczyć...

Karodziejka (niezarejestrowany)6 miesięcy temu

Tak chciałam jako ciekawostki dodać, skąd mogły się wziąć mity o tym, gdzie koń ma kolano oraz dlaczego mowa o przeponach i śledzionach zamiast o puzdrach ;-) To pierwsze bierze się z języka angielskiego, gdzie zootechniczną nazwą nadgarstka jest "knee", czyli kolano właśnie. To drugie natomiast najprawdopodobniej pochodzi z czasów, gdy konno jeździła głównie arystokracja - o śledzionie mówiono, aby nie urazić dociekliwych dam brutalnymi szczegółami fizjologicznymi :-) Co do odrobaczania istnieją metody niewymagające angażowania laboratoriów do badania próbek - osobiście próbowałam kiedyś metody McMastera. Oceniałam wtedy stopień zarobaczenia konkretnych grup pastwiskowych, czyli badając kilka/kilkanaście koni przebywających na tych samych kwaterach i poddając później całą grupę koni odrobaczaniu tym samym środkiem.

xxx (niezarejestrowany)6 miesięcy temu

A ja się absolutnie nie zgodzę w temacie zębów. Wiele koni nie pokazuje, że coś już się dzieje. Po obejrzeniu uzębienia w sedacji na rozwieraczu okazuje się często że poliki poranione, zęby ostre i już dawno powinny być zrobione. Bez przesady znieczulenie to nie jest jakaś męczarnia dla koni i myślę, że warto jednak regularnie to sprawdzać i w miarę potrzeby tarnikować zęby. W sprawie golenia też nie podzielam zdania, że jest właściwe tylko dla koni startujących. Wg mnie jest to dobre i wygodne dla wszystkich koni pracujących na hali. I nie tylko jest to wygodniejsze dla jeźdźca ale i dla konia, bo nie schodzi codziennie z jazdy zlany potem i nie schnie później godzinami.

Dodaj komentarz



Wciśnięcie przycisku poniżej jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu komentarzy.