Chcesz mieć dobrze? Zrób sobie dobrze sam!

Podróżnik | 21 kwietnia 2015

Chcesz mieć dobrze? Zrób sobie dobrze sam!

Tegoroczne Święta Wielkiej Nocy były dla mnie szczególne. I nie mam na myśli jakiejś mistycznej szczególności związanej z misterium zmartwychwstania Chrystusa. Niezwykłość owa wynikła z gorących wydarzeń jakie się przetoczyły się przez tak zwane środowisko jeździeckie po opublikowaniu na stronie internetowej Świata Koni służbowej korespondencji między Sekretarzem Generalnym PZJ i członkami Zarządu PZJ z powiadomieniem członków Rady PZJ oraz odpowiedzi udzielonej przez wiceprezesa PZJ Marcina Podporę.

REKLAMA

Choć jak się wydaje, sprawa i tak byłaby głośna, bo z tego co się zorientowałem większość Delegatów na Walny Zjazd PZJ otrzymała na swoje skrzynki mailowe obydwa maile.
Jednak ich publikacja na stronie Świata Koni pokazała całej społeczności jeździeckiej mechanizm sprawowania władzy w PZJ, co było dla większości prawdziwym szokiem.
Przyznam szczerze, że w swojej irracjonalnej naiwności łudziłem się na początku, że data publikacji tej informacji może oznaczać, że redakcja Świata Koni pozwoliła sobie w ten sposób na niewybredny dowcip. Bardzo proszę cały zespół redakcyjny o przyjęcie moich gorących przeprosin za to myślenie, bo fakty okazały się obojętne na primaaprilisową tradycję.
Wróćmy jednak do tych faktów. Korespondencja wewnątrz związkowa ujrzała światło dzienne i można by powiedzieć, że kurtyna skrywająca dotąd szczelnie mechanizm sprawowania w PZJ władzy opadła z hukiem ukazując całą jej degrengoladę.
Widzimy wszyscy jak Sekretarz Generalny PZJ blokuje publikację materiałów niezależnego organu władzy związkowej – Rady PZJ> Opublikowanie materiałów Rady Związku uzależnia od decyzji Zarządu!!! Co to za kuriozalna sytuacja? Skąd urwał się ten zatrudniony za bardzo duże związkowe  pieniądze pracownik PZJ, który ośmiela się cenzurować niezależne od niego i Zarządu organy władzy związkowej? Przecież za takie zachowanie powinien on następnego dnia otrzymać od Prezesa dyscyplinarne zwolnienie z pracy!
Tak się jednak nie stało. W tej sytuacji zasadne jest pytanie dlaczego? Czyżby postępowanie Sekretarza Generalnego wypływało z zaleceń prezesa lub zarządu? Czemu tak doświadczony w praktycznych aspektach demokratycznych procedur senator RP, jakim jest Łukasz Abgarowicz, praktykuje w PZJ tak irracjonalnie niedemokratyczne zachowania?
W jednym z komunikatów Zarządu opublikowanych na internetowej stronie PZJ podano, że Zarząd życzy sobie, żeby Rada PZJ wszelką korespondencję do nich dostarczała za pośrednictwem Poczty Polskiej. Wspomina też o tym w swoim mailu wiceprezes Marcin Podpora.
Muszę przyznać, że to dosyć osobliwa zachcianka w sytuacji kiedy Rada PZJ nie ma swojej siedziby i zgodnie ze statutem PZJ ma prawo korzystać z całej infrastruktury biura PZJ. Tak na marginesie, to ciekawi mnie, czy stanowisko pana wiceprezesa Marcina Podpory opublikowane na stronie internetowej PZJ w dwóch komunikatach z 2 i 3 kwietnia 2015 roku zostały przesłane do Zarządu via Poczta Polska?
Idąc tym samym co Zarząd PZJ tokiem rozumowania, to ja niniejszym wyrażam zachciankę, żeby członkowie tego zacnego (mam nadzieję) ciała każdej nocy, na zmianę wachlowali mnie wachlarzem ze strusich piór.
Idiotyczne, prawda? Dokładnie tak samo jak zachcianka Zarządu PZJ.
W kolejnym komunikacie Zarząd PZJ odmówił dostępu Radzie PZJ do dokumentów niezbędnych do kontroli, bo uznał, że Rada działa bezprawnie.
Dlaczego w ogóle Zarząd się wypowiadał w tej sprawie? W Statucie PZJ kompetencje Zarządu PZJ określa bardzo rozbudowany § 34 punkt 2. Próżno jednak tam szukać orzekania o prawomocności pracy organu kontrolnego powołanego przez najwyższą w Związku władzę jaką jest Zjazd Delegatów.
To tak jakby premier odmówił dostępu do dokumentów komisji sejmowej powołanej przez Zgromadzenie Narodowe do kontroli prac rządu. Zapewne senator RP będący dzisiaj prezesem PZJ a jutro być może działający w opozycji parlamentarnej, grzmiałby z wysokości senackiej mównicy o łamaniu zasad, łamaniu podstaw demokracji, o politycznym bandytyzmie.
Czy zatem my, członkowie polskiej społeczności jeździeckiej, członkowie PZJ, nie jesteśmy godni demokratycznych procedur? Jesteśmy gorsi?
Kto jest w stanie odpowiedzieć na te pytania? Senator Abgarowicz? Delegaci na Zjazd PZJ?
Wątpię. Chyba raczej nie doczekamy się odpowiedzi, jeśli sami jej sobie nie udzielimy.
Wróćmy jednak do kolejnych wydarzeń, bo tak naprawdę to nie tylko sama korespondencja między Sekretarzem Generalnym a członkami Zarządu i odpowiedź wiceprezesa ukazała chorobę toczącą PZJ. Jeszcze bardziej dobitnie podkreśliły ten fakt publikacje umieszczone post factum na internetowej stronie PZJ. Najpierw pozostali członkowie Zarządu, to jest Łukasz Abgarowicz, Nemezjusz Kasztelan, Wojciech Jachymek i Henryk Święcicki odcięli się od formy korespondencji mailowej autorstwa wiceprezesa Marcina Podpory. Od formy, ale nie od jej treści!!!
Czytałem ten komunikat raz za razem nie mogąc zrozumieć dlaczego żaden z nich nie napisał, że oprócz odrażającej formy służbowej, a nie prywatnej jak sugerowali to sam Marcin Podpora i pozostali członkowie Zarządu PZJ korespondencji, również i jej treść stanowi prawdziwy skandal.
Metody urabiania opozycji wewnątrz związkowej zaproponowane przez wiceprezesa Marcina Podporę i jak widać akceptowane przez pozostałych członków Zarządu są chyba jednak nie do zaakceptowania przez resztę społeczności jeździeckiej.
Przynajmniej tak by wynikało z rozmów jakie udało mi się przeprowadzić wśród moich znajomych.
Jak to się więc dzieje, że ludzie, którym zaufaliśmy, których sami wybraliśmy do reprezentowania naszych interesów swoim działaniem tak bardzo się rozmijają z naszymi oczekiwaniami?
To dobre pytanie. Wydaje się, że kluczowe dla dalszego losu PZJ lub nawet mówiąc bardziej dobitnie, dla sensu istnienia tego związku.
Bo tak naprawdę dla kogo i dlaczego PZJ ma istnieć? Może redakcja Świata Koni spróbowała by, korzystając ze swojej pozycji w polskim świecie jeździeckim postawić postawić publicznie to pytanie? Czy PZJ ma być związkiem służącym jako polityczna odskocznia dla marginalizowanego w świecie polityki senatora upadającego na naszych oczach ugrupowania? Czy ma służyć jedynie zaspokajaniu apetytów finansowych wąskiej grupy hochsztaplerów czerpiących szerokimi garściami ze związkowej kasy? A może ma być miejscem gdzie spełnią swoje chore, jak pokazuje życie, ambicje  nawiedzeni wizjonerzy lub może chorzy na władzę mali despoci?
Jeśli odpowiedź na którekolwiek z tych pytań miałaby by być twierdząca, to po co nam taki związek?
Po co nam związek, w którym wiceprezes swoją korespondencję do sekretarza generalnego i prezesa w sprawach związkowych nazywa „prywatną”?
Po co nam związek, w którym wiceprezes z podziwu godną determinacją zapewnia, że „ ... nie będę tolerował żadnej niegospodarności i nadużyć finansowych osób i instytucji, które korzystają ze środków państwowych, samorządowych i związkowych.” i nie rozliczył natychmiast po zaistniałym fakcie pijaństwa i braku świadczenia pracy przez obydwu trenerów Kadry Narodowej skoczków podczas opłaconego przez PZJ wyjazdu do Włoch w pierwszym tygodniu? Czy jego zapał wyczerpał się na sprawach szkolenia w LKJ Lewada Zakrzów?
Skoro już jestem przy kwestii tego szkolenia, z którego pan Marcin Podpora chce zrobić sprawę fundamentalną, a która w gruncie rzeczy jest tylko marginalnym incydentem. Bo mnie tak naprawdę nie przekonały wyliczenia przedstawione na stronie internetowej Związku, w których wiceprezes Marcin Podpora w sposób godny detektywa w gimnazjum ujawnia aferę z Zakrzowa. Brak w tych słupkach pozycji kosztów i wynagrodzenia dla zagranicznego trenera prowadzącego szkolenie dowodzi albo skrajnego infantylizmu autora tych wyliczeń, albo też jego skrajnie złej woli, czyli chęci okłamania nas wszystkich.
Przyznam szczerze, że w obydwu przypadkach jest to szczególnie smutne dla nas wszystkich. Mój smutek związany z tym tematem jest tym większy, że bzdury te powtórzył na swoim blogu pan Marek Szewczyk, którego do tej pory ceniłem za wiedzę i obiektywizm swoich ocen. Co się stało, że dał się znowu podpuścić swoim szeptaczom?
W kwestii samej sprawy rozliczenia szkolenia przeprowadzonego przez ośrodek Lewada w Zakrzowie nie stawiam się oczywiście po jakiekolwiek stronie. Chciałbym jedynie, żeby temat ten został uczciwie rozliczony. Żeby cała sprawa nie zakończyła się tak jak wcześniejsze, mniejsze czy większe „afery i aferki” w PZJ. Czyli, żeby nie została zamieciona pod dywan. Jeśli pan Andrzej Sałacki dopuścił się przy organizacji tego szkolenia nieprawidłowości, jeśli faktycznie zagarnął nienależne klubowi Lewada pieniądze, to powinien odejść z Rady PZJ.
Jeśli jednak okaże się, że nieprawidłowości nie ma, że wszystko przebiegło zgodnie z ustaleniami Zarządu PZJ, to powinien natychmiast odejść z zajmowanego stanowiska wiceprezes Marcin Podpora. Po tylu wpadkach ta kolejna manipulacja to już z pewnością za dużo, żeby tolerować taką osobą na tak eksponowanym stanowisku.
Wątpię jednak, że na takie rozwiązanie stać kogokolwiek z członków obecnych władz PZJ. Wygląda na to, że nie po to sięgali po władzę w listopadzie ubiegłego roku, żeby ją oddawać z powodów popełnionych przez siebie błędów.
I tutaj dochodzimy do sedna problemu. Bowiem jedyną siłą mogącą uporządkować te wszystkie sprawy w Związku są na dzisiaj Delegaci na Walny Zjazd PZJ, który ma odbyć się 18 maja 2015 roku. Jednak o jakości ich pracy pisałem już wcześniej w tekście pt. „Czy tylko król jest nagi?” Mając okazję oglądania ubiegłorocznych Zjazdów PZJ z pozycji gościa oraz czytając w internetowych dyskusjach wiele opinii o pracy PZJ dochodzę do wniosku, że Delegaci sami z siebie nie zmienią swojej mentalności. Nie przestaną nagle podczas Zjazdu PZJ zachowywać się jak stado prowadzonych na rzeź owiec. Co zatem zrobić? Czy jest jakieś wyjście z tej sytuacji?
Wydaje mi się, że jest. Że do zmiany ich postępowania na bardziej aktywne, do tego, żeby stali podczas zjazdu dociekliwi i analityczni oraz do tego, żeby poczuli się w obowiązku działać podczas Zjazdu w interesie swojego środowiska, potrzebny jest jakiś impuls. W moim odczuciu może nim być nasz nacisk na nich. Sprawdźmy w naszych WZJ-otach kto jest Delegatem. Zadzwońmy już dzisiaj do takiej osoby by zapytać co myśli o problemach nurtujących naszą społeczność? Co myśli o ostatnich wydarzeniach? O to jak zamierza głosować w kluczowych dla PZJ i nas wszystkich sprawach? Spróbujmy w naszym macierzystych WZJ-otach doprowadzić do spotkania z Delegatami by w większym gronie wypracować wspólne stanowisko.
To praca na dzisiaj. A na jutro?
Na jutro znacznie cięższe zadanie. Dzięki zeszłorocznym obserwacjom ze Zjazdów, własnemu doświadczeniu i lekturze internetowych dyskusji (po odsianiu z nich głosów merytorycznych) widzę, że główny problem złej pracy Delegatów leży w tym, że środowisko to zostało zdominowane przez rożnego szczebla działaczy. Zawodnicy narzekają, że podczas Zjazdu nikt nie występuje by przedstawić jakiś problem z ich punktu widzenia. I chcąc być obiektywnym trzeba przyznać, że mają rację. Podobnie jest z innymi grupami,, takimi jak organizatorzy zawodów, sędziowie, trenerzy, luzacy czy jakakolwiek inna grupa.
By jednak dalej zachować obiektywizm, trzeba też powiedzieć, że układ ten nie jest efektem spisku działaczy chcących wyeliminować z grona Delegatów przedstawicieli innych grup. To po prostu wynik braku jakiejkolwiek aktywności ze strony zawodników i innych grup.
Otóż drodzy zawodnicy i inni – jeśli chcecie mieć swoja reprezentacje na Zjeździe PZJ to zacznijcie w końcu sami dbać o własne interesy!!! Zacznijcie wchodzić w struktury swoich WZJ-otów i wybierać Delegatów spośród siebie!!! Nikt wam tego nie zabrania. Ba, nikt wam tego nie uniemożliwia. Wystarczy tylko chcieć!!!
Okazja do tego, żeby uzyskać realny wpływ na zjazdowe wydarzenia będzie niebawem. Przyszły, 2016 rok będzie zgodnie z harmonogramem w PZJ rokiem wyborczym. We wszystkich WZJ-tach będą wybory nowych Delegatów. Zadbajcie po prostu o to, że wasz był reprezentowany przez przedstawicieli każdej z grup. Żeby nie zabrakło w nich aktywnych zawodników, organizatorów imprez jeździeckich, właścicieli ośrodków i koni, sędziów, trenerów i działaczy etc etc.
Bo tak naprawdę tylko taki przekrój Delegatów gwarantuje prawdziwą reprezentację całego środowiska. Tylko to daje szansę, żeby Zjazd podejmował swoje decyzje uwzględniając potrzeby wszystkich grup. Żeby powołać do życia Zarząd kierujący się takimi samymi kryteriami.  
Więc zamiast ciągle narzekać, że nikt w PZJ nie robi dla nas tego co trzeba, może lepiej przypomnieć sobie refren piosenki kabaretu OT.TO:

Obywatelu, zrób sobie dobrze sam
Przecież najlepiej wiesz o co w twym życiu chodzi
Obywatelu, zrób sobie dobrze sam
Nikt fachowiej niż ty osobiście ci nie dogodzi.

Komentarze (2)

Tomasz (niezarejestrowany)1 rok, 10 miesięcy temu

A wydawałoby się że taki artykuł wywoła gorącą dyskusję a tu nic. Proponuje przenieść go na główną stronę Świata Koni. Pozdrawiam

zaw. (niezarejestrowany)1 rok, 7 miesięcy temu

Ludziom nie chcą sami brać czynnego udziału w działalności klubów, związków, a potem narzekają i krzyczą "Liberum Veto"...

Dodaj komentarz



Wciśnięcie przycisku poniżej jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu komentarzy.