Czy tylko król jest nagi?

Podróżnik | 6 grudnia 2014

Czy tylko król jest nagi?

W sobotę 29 listopada 2014 roku stała się w polskim jeździectwie rzecz niezwykła. Na wniosek kwalifikowanej większości Delegatów oraz Rady Związku urzędujący Zarząd PZJ zmuszony został do zwołania Nadzwyczajnego Walnego Zjazdu Delegatów PZJ. Nie wiedzieć czemu postanowiono by w tym samym terminie odbył się wymagany Statutem Związku doroczny Walny Zjazd Sprawozdawczy Delegatów PZJ.

REKLAMA

reklama

Kolejną, chyba najbardziej niezwykłą rzeczą jaka towarzyszyła obydwu Zjazdom był fakt, że po raz pierwszy w historii naszego ponoć Związku, obrady najwyższej jego władzy stały się  dostępne dla każdego zainteresowanego ich przebiegiem. Zapewne możliwe to było za sprawą starań redakcji  Świata Koni. Choć bez dobrej woli Zarządu pewnie nie byłoby to możliwe.

Ma ogół od takich Zjazdów oczekujemy, że na sali obrad dochodzi do spierania się ze sobą rożnych opcji i koncepcji istnienia i pracy Związku. Delegaci, mocno zaangażowani w swoje wizje szeroko argumentują swoje własne racje i wytykają błędy w koncepcji swoich adwersarzy. Koniec końców, sala po rozpatrzeniu wszystkich opcji dokonuje swoich wyborów. Oczywiście wyborów czasem niezgodnych z czyimiś oczekiwaniami, ale taka jest cena demokracji, czyli konieczność podporządkowania się woli większości.

Przedzjazdowy okres w tym roku był jednak zupełnie inny niż bywało to kiedyś. Im bliżej było wyznaczonego terminu, tym gorętsze stawały się dyskusje w komentarzach. Choćby na na stronie Świata Koni. Sprawy związane ze Zjazdem poruszane były zresztą w wielu internetowych miejscach, z internetową stroną PZJ włącznie. Na internetowej stronie jednego z WZJ znaleźć było można trochę dokumentów dotyczących przedzjazdowej rzeczywistości. Sporo do całej sytuacji wniosła też lektura tego co pojawiało się na blogu pana Marka Szewczyka. Czytając to wszystko starałem się  podchodzić do zawartych tam informacji z dystansem, czekając co przyniesie rozwój wydarzeń.

Muszę przyznać, że poziom niektórych wypowiedzi nie tylko pozostawiał wiele do życzenia, ale co widzę dzisiaj, powinien zapalić w mojej głowie czerwoną lampkę i ostudzić moje oczekiwania wobec Zjazdu.

Tak się jednak nie stało. Pełen nadziei pojawiłem się w sobotę w Hotelu Gromada Lotnisko.

Muszę przyznać, że to co tam przeżyłem odarło mnie ze wszelkich złudzeń. I odbyło się to w brutalny sposób!

Przebieg odbywającego jako pierwszy Nadzwyczajnego Walnego Zjazdu Delegatów PZJ był  dla mnie bardzo zaskakujący i szokujący. Zdaję sobie sprawę, że zgodnie z niezbyt doskonałym Statutem PZJ nie można było liczyć tam na szeroką dyskusję. Jej zakres ograniczony był powodami zwołania Nadzwyczajnego Zjazdu. Zamiast jednak merytorycznej dyskusji na tematy wykazane w kontroli Rady Związku byliśmy wszyscy świadkami żenującej kłótni członków Rady. Później pan Prezes Abgarowicz w jednym ze swoich wystąpień powiedział, że druga kontrola RZ była zła,bo ukierunkowana na szukanie „haków” na Zarząd. Otóż panie Prezesie Abgarowicz, mnie nie interesują intencje trójki członków RZ. Dla mnie liczą się wskazanie przez nich fakty i liczby. Bo one w odróżnieniu od intencji są obiektywne. Interesuje mnie dlaczego nikt z Delegatów nie zapytał Pana o powód dla którego wypłacił Pan panu Wawrzyniakowi premię w wysokości 10 000 zł, bo z pewnością nie mogła to być nagroda jubileuszowa, jak początkowo twierdziliście. Interesuje mnie na jakiej podstawie powiedział pan o nim, że jest fachowcem z najwyższej półki na polskim rynku specjalistów od marketingu? Dlaczego nie poparł Pan tego odpowiednim dossier i historią zatrudnienia oraz listą spektakularnych sukcesów marketingowych? Dlaczego nie powiedział Pan konkretnie ile wynoszą te „żadne pieniądze” wypłacane mu z kasy Związku, a więc z kasy społecznej?  Dlaczego żaden z Delegatów nie wykazał ciekawości tym tematem?

Dlaczego żadnego z Delegatów nie zaciekawiło z kim podpisano umowę cywilnoprawną w zakresie certyfikacji ośrodków jeździeckich, co przyniosło obciążenie dla budżetu PZJ w 2013 i 2014 roku w wysokości niemal 85 000 zł? Późniejsze tłumaczenie, że jest to opłacenie członka Zarządu za jego ciężką, codzienną pracę wydaje się świadczyć o kreatywnej księgowości stosowanej w PZJ. Księgowości gdzie koszty i wpływy wpisuje się niezgodnie ze stanem faktycznym, tam gdzie jest to wygodne.

Kolejna sprawa związana jest z zakupionym przez poprzednią ekipę niemieckim systemem informatycznym do obsługi zawodów jeździeckich. Nie jestem informatykiem z wykształcenia. Jedynie praktykiem korzystającym z komputerów od ponad 15 lat. To co zobaczyłem podczas Nadzwyczajnego Zjazdu wprawiło mnie w prawdziwe osłupienie. Oto urzędujący Prezes Zarządu PZJ wdaje się publicznie w „pyskówkę” z członkiem kierowanego przez siebie Zarządu, który publicznie zarzuca swojemu szefowi kłamstwo! I znowu żadnego z Delegatów nie zainteresowało wyjaśnienie dlaczego tak się stało! Szanowni Delegaci, po co w ogóle pojechaliście do Warszawy, skoro te sprawy Was nie interesowały??? Dlaczego żaden z 86 obecnych na sali Delegatów nie zdał pytania o kompetencje zatrudnionego w PZJ IT Managera, który zaopiniował niemiecki system TORIS jako nie nadający się do niczego gniot? Przecież ten „gniot” z powodzeniem wykorzystywany jest codziennie przez Niemiecką Federację Jeździecką!!! Odrębna sprawą dla Delegatów (bardziej w poprzedniej kadencji władz PZJ) powinno być ustalenie dlaczego zakupiono niezwykle drogi system informatyczny w Niemczech, a nie próbowano dogadać się z producentem polskiego oprogramowania, tak żeby uwzględnił potrzeby PZJ w swoim produkcie? To zagadnienie niestety już za nami. Teraz musimy jeszcze uregulować brakującą kwotę i zakończyć rozliczenie z niemiecką firmą. Dlaczego jednak obecna ekipa sabotowała wręcz wdrożenie TORISA? Czy w sytuacji kiedy zakupiono nowy system ARTEMOR za niebagatelną już teraz kwotę 339 000 zł (według IT Managera całość kosztów to ok. 850 000 zł) należy oczekiwać, że kolejnym krokiem Zarządu PZJ będzie zamówienie u tego samego dostawcy nowego systemu do obsługi zawodów jeździeckich? Wyjaśnienia Prezesa, że całościowy koszt systemu ARTEMOR to 550 000 zł a brak do rozliczeń zleceń zgodnych z podpisaną z firmą Fild.Net umową podyktowany jest wygodą współpracy stron, brzmią naprawdę pokrętnie i mało wiarygodnie. Szanowny panie Prezesie, trzeba było zawrzeć taką umowę, która nie nakazywała stosować zleceń jako warunku wypłaty! O co więc w tym wszystkim chodzi?

Czy te pytania stawiam sobie tylko ja, obserwator Zjazdu i dlaczego nie  wpadli na nie Delegaci? Nie wiem. Naprawdę nie jestem w stanie wykrzesać z siebie żadnego racjonalnego powodu takiego ich zachowania.

Jak w tej sytuacji mogli oni w głosowaniu nad votum zaufania dla każdego z członków Zarządu PZJ pozostawić na dalszą cześć kadencji panów Abgarowicza i Kasztelana? Przecież biorąc rzecz najbardziej jak się da racjonalnie jeden z nich okazał się wierutnym kłamcą!

Szanowne Delegatki i Szanowni Delegaci, gdzie wy byliście podczas debaty o sprawozdaniu finansowym Związku za rok 2013? O czym myśleliście kiedy padały kolejne cyfry, kwoty i wzajemne przerzucanie się zarzutami o mówienie nieprawdy? Nie wzbudziło to u Was żadnej potrzeby zgłębienia tematu?

Pytań tych można by mnożyć i mnożyć. Nic to jednak nie da. Ja po Zjeździe mam ich więcej niż przed. Może jednak rozwiązanie jest proste? Może ktoś wpuścił do sali w Hotelu Gromada Lotnisko jakiś gaz wyłączający myślenie?

Wygląda na to, że nie bacząc na to co zostało powiedziane na sali, zrealizowaliście Szanowni Delegaci wcześniej uzgodnione rozwiązanie a głosowanie było tylko kiepsko odegraną szopką dla „ciemnej masy” oglądającej przebieg Nadzwyczajnego Zjazdu w relacji Świata Koni.

O takim właśnie scenariuszu przekonuje zachowanie głównego „opozycjonisty” pana Kaliszuka. Pan ten zaraz po przedstawieniu przez pozostawionego na swojej funkcji Prezesa 3 kandydatur zgłosił wniosek o zamknięciu listy kandydatów na 3 wakujące w Zarządzie PZJ miejsca. Cel uzgodniony za plecami Delegatów został osiągnięty więc trzeba było zablokować możliwość zepsucia układu przez kandydaturę z sali. Okazało się, że obawy były całkowicie niezasadne, bo Delegaci jak przystało na „stado potulnych i bezmyślnych baranków” nie śmieli zgłosić nikogo spoza umówionego już układu. Drogie Panie i Drodzy Panowie Delegaci, to była farsa a nie Zjazd świadomych swojej roli i obowiązków wobec nas wszystkich Delegatów. To było naprawdę obrzydliwe. Nie sądzę żebym szybko podał rękę któremuś z Delegatów mojego WZJ. Panowie, wstydzę się za Was!!!

Po horrorze jakim był Nadzwyczajny Zjazd Delegatów PZJ nie oszczędziliście nas i później. Nie umiem znaleźć słów by określić czym był Walny Sprawozdawczy Zjazd Delegatów. Panie Przewodniczący Zjazdu, jak można zrobić z niego taką szopkę? Pogoń za upływającymi minutami w wykonaniu prowadzącego obrady była żenującym widowiskiem. To właśnie na Panu spoczywał obowiązek pilnowania właściwej realizacji porządku obrad i przestrzegania wszystkich procedur. Tymczasem zaprezentował Pan całkowitą pogardę nie tylko do wszelkich zasad prowadzenia Zjazdu, ale również do jakichkolwiek zasad w ogóle! Jakie w tej sytuacji mamy mieć do Pana zaufanie, że będzie Pan rzetelnym członkiem Zarządu PZJ? Czy w swoim zadufaniu nie zauważył Pan, że unieważnił Pan Walny Sprawozdawczy Zjazd Delegatów PZJ??? Przecież bez stwierdzenia przez Komisję Skrutacyjną praworządności obrad nie można było dalej procedować. Ale było Panu szkoda czasu na takie idiotyzmy jak procedura. Ciekawe co powie na to przedstawiciel Sądu, który będzie oglądał sprawozdanie z tego Zjazdu? Przecież wszyscy widzieli, że nie ogłosił Pan sprawdzenia listy obecności i nie rozdano nowych mandatów na drugi Zjazd. A więc wszystko co działo się później było już tylko kpiną, bo za Zjazd Delegatów uznać tego nie sposób.

Niemniej jednak zastanawiam się dlaczego Delegaci uznając na przekór zdrowemu rozsądkowi i odpowiednim regulacjom, że jednak uczestniczą w obradach Walnego Sprawozdawczego Zjazdu Delegatów PZJ nie pokusili się o zadanie przedstawicielowi Zarządu pytania o przedziwną pozycję Sekretarza Generalnego i Dyrektora Biura oraz czynnego budowniczego parkurów parającego się tą pracą nawet na zawodach szczebla regionalnego!!! To jest prawdziwe kuriozum, że Sekretarz Generalny jest nieobecny w Związku przez 3 dni w tygodniu! I Nikt z Delegatów tego nie widzi? Niemożliwe! Wiem z własnego podwórka, że w prywatnych rozmowach przed Zjazdem oni dostrzegali ten dysonans i ostro się o nim wypowiadali. Kolejna sprawa. Dlaczego nikt z naszych przedstawicieli, mających dbać o poprawność pracy Związku nie poparł próby wprowadzenia  rejestru zawartych przez Zarząd PZJ umów? Wniosek jest tylko jeden: brak rejestru umożliwia wyprowadzanie pieniędzy ze Związku bez żadnej realnej kontroli. Jak pokazało życie, Rada Związku nie jest w stanie wyegzekwować w tym zakresie nic realnego. Tłumaczenie pana Abgarowicza w tym temacie byłoby może i śmieszne, gdyby nie było tak cyniczne. Zastanawiające jest to, że żadnemu z opozycjonistów nie chciało w ogóle pochylić nad tym wnioskiem. Czyżby celem sobotniej revolty nie było uszczelnienie wypływających ze związku pieniędzy a jedynie inne ukierunkowanie tego strumienia? Strach myśleć, że może być to prawdą.

Dlaczego nikogo z Szanownych Delegatów nie zainteresował mający wejść w życie od początku przyszłego roku (a więc za miesiąc) nowy System Szkolenia Kadr? Przecież w prywatnych rozmowach na pewno ci ludzie o tym rozmawiali. Środowisko tym żyje. Na Zjeździe jednak nikt nie podniósł tematu. Czyżby nikogo on nie obchodziło?Pewnie nie.

Tak jak nikogo z Delegatów nie zmartwił niesamowity przyrost etatów w PZJ. W tej chwili pracuje w nim 21 osób a i tak ciężko nieraz coś załatwić, bo na ogół pracownicy boją się podjąć decyzję samodzielnie.

Dlaczego w końcu nikt z Szanownych Pań i Panów Delegatów nie uznał za stosowne wyjaśnić w zrozumiały sposób ile kosztowały Związek, czyli nas wszystkich, telewizyjne relacje z cyklu zawodów GP Wolnej Polski? Dlaczego nie wyjaśniono czy wszyscy organizatorzy byli traktowani tak samo i czy wszyscy wpłacili do kasy Związku swoją „dolę”?

Przebieg sobotnich wydarzeń w Warszawie podczas obydwu Zjazdów PZJ był w mojej ocenie wydarzeniem bezprecedensowym. Po raz pierwszy całe środowisko miało okazję by zobaczyć jak to jest naprawdę na Zjazdach. W jaki sposób ich Delegaci reprezentują ich poglądy i interesy w centrali. Co zatem wszyscy mieli okazje zobaczyć? Cóż, nie było to budujące widowisko. Widowisko, które bez znieczulenia pokazało, że „król jest nagi”. Większość Delegatów nie wykazywała żadnej aktywności. Mechanicznie podnosili rękę z mandatem według wcześniej uzgodnionego scenariusza lub pod dyktando prezesa swojego WZJ. Brak było u nich jakiejkolwiek refleksji nad tym co padało z mównicy. Obydwa Zjazdy zostały przygotowane w sposób niekompetentny i tak też przeprowadzone. Przy takiej ilości pracowników Biura PZJ obsługa techniczna i informatyczna tego wydarzenia była żenująca.

To jednak nie wszystko. Bo obraz jaki mieli okazję oglądać będący na miejscu goście oraz pozostali zainteresowani w  relacji był po trosze odbiciem nas samych. Czy jednak przez swoją własną bierność nie wyrażamy na to wszystko zgody czy wręcz zachęty? Nie mogę jakoś pozbyć się wrażenia, że dotychczasowy brak mojej własnej aktywności był jednym ze składników tego co widziałem. Nie wiem czy my wszyscy mamy prawo oczekiwać jakichkolwiek zmian, dopóki sami nie wykażemy większej inicjatywy w wyborze Delegatów i późniejszym ich rozliczaniu z tego co dokonali w Stolicy. Rewolucje można zaczynać od góry albo od dołu. Wyznaczy to tylko kierunek „spadania” głów.  Ale jak uczy historia, rewolucje zawsze pożerały swoje dzieci i po krótkim czasie sytuacja powracała do punktu wyjścia. Ewolucja wydaje się w tym przypadku dużo bardziej skuteczna w swoim działaniu. Ta jednak musi się zacząć od zmiany na samym dole i tą drogą dotrzeć na szczyty.

Komentarze (7)

a jednak (niezarejestrowany)2 lata, 1 miesiąc temu

A jednak można dodawać komentarze. Co do samej treści, to nie wiem dlaczego autor tak się przyczepił do biednych delegatów. Co oni mogą zrobić na takim zjeździe? Głosują jak im każą i tyle.

part (niezarejestrowany)2 lata, 1 miesiąc temu

Co mogą zrobi? Nie głosować tak jak im przykazano, tylko zgodnie z własną wolą i sumieniem. Proste i nie komplikujmy tego. Ze delegatów na to "nie stać" to zupełnie inna rzecz.

Stefano (niezarejestrowany)2 lata, 1 miesiąc temu

A kto "każe" tym delegatom tak głosować? Tzn. konkretnie, bo przecież nie głosy spod ziemi...

Delegat (niezarejestrowany)2 lata, 1 miesiąc temu

Powiedział co wiedział...Mądralo czemu się sam nie pytałeś o to wszystko na zjeździe? działasz w swoim WZJ, jesteś członkiem jakiejś komisji ? czy po prostu umiesz tylko narzekać...?

normalny (niezarejestrowany)2 lata, 1 miesiąc temu

Raczej napisał co widział "Delegacie". Nie bardzo rozumiem dlaczego oczekujesz, żeby gość na zjeździe wykonywał to co powinni zrobić delegaci? Autor ma rację, że ma pretensje do tych co mając taki obowiązek nic nie zrobili na zjeździe w Warszawie. Od tego przecież jesteście do cholery!

Adrianna (niezarejestrowany)2 lata temu

Muszę przyznać, że powyższy komentarz jest bardzo smutny. Smutny w całej swojej prawdzie i realizmie' Teraz wiem, że w końcu dociera do ludzi jaki "teatr" od lat odgrywają grupy osób w polskim jeździectwie. Ba, na pewno rozgrywa się on w Polsce na wielu innych płaszczyzna i w innych konstelacjach. Dlatego za wroga numer jeden, poddanego bezwzględnemu ostracyzmowi, wiążącemu ręce w jakichkolwiek działaniach w i na rzecz jeździectwa, uznano mnie w Wielkopolskim Związku Jeździeckim. Mentalność Polaków, naznaczona historią I i II wojny światowej a także okresem następującym po niej, jest nie do wyplenienia. Jest to dalszy rozbiór naszego kraju, spychania go do roli poddanego. Bo sport ma bardzo ważne znaczenie. Mamy świetny potencjał ludzki, który nadal jest niszczony w w/w sposób. Trzeba na tą sytuacje spojrzeć trochę z dystansu. Owszem chodzi o konie, związek, zawodników i kluby. Ale tu chodzi o coś więcej.Cieszę się, że świat koni puścił tą relacje a także powyższy list. Nie jest jednak bezstronny, również stosuje cenzurę, usuwając i blokując niewygodne dla jakiś elit komentarze. Mimo iż nie są one niezgodne z regulaminem. Wiadomo przecież dlaczego ktoś zostaje delegatem, po to żeby było jak jest. Osoby które byłyby skłonne zadawać niewygodne pytania, dociekać i oczekiwać sensownych wyjaśnień, nigdy nie zostaną dopuszczone do miejsca z którego mogliby komuś czy czemuś zaszkodzić. Dobrze, że chociaż oficjalnie wiadomo jak jest. Sport ma być niszczony, Niemiecki program komputerowy pięknie za kilkaset tysięcy. Autostrady u nas też są najdroższe. I o to pewnie chodzi. Jest źle to dobrze plan wykonany.

k. (niezarejestrowany)1 rok, 11 miesięcy temu

Dokładnie. Każdy tylko patrzy, gdzie będzie miał pełniejszy żłób. Dużo mówią, a nic nigdy nie robią. Tak jest od zawsze. Wszyscy chcą jak najwięcej, a nic sami nie robią, a "ręka ręke myje". Jeśli ktoś chce coś zmienić i zrobić coś dobrego, to reszta go i tak zakrzyczy i zniszczy, bo nie będzie to zgodne z ich własnym interesem.

Dodaj komentarz



Wciśnięcie przycisku poniżej jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu komentarzy.