Mamy suchy chleb dla koni!

Agata Świerczek | 10 września 2013

Mamy suchy chleb dla koni!

Od kilku tygodni cała moja stajnia jest okartkowana. Zakazy i nakazy wiszą wszędzie – na wejściu do stajni („Nie biegaj, nie hałasuj, nie otwieraj boksów”), na boksach („Koń po operacji, dokarmianie stanowi śmiertelne zagrożenie”), na drzwiach do siodlarni („Zakaz wstępu”), na ogrodzeniu padoku, ujeżdżalni i karuzeli („Zakaz wspinania się”, „Osobom nieupoważnionym wstęp wzbroniony”).  Dlaczego?

REKLAMA

reklama

Pewnej sielskiej, letniej niedzieli, późnym popołudniem kończyłam właśnie jeździć. Godziny jazd rekreacyjnych już dawno dobiegły końca, ośrodek powoli pustoszał, stajenni zaczynali przygotowywać wieczorne karmienie. Właśnie zaprowadziłam konia na myjkę, gdy zza rogu wyskoczyła pięcioosobowa rodzina. „Czy możemy pogłaskać?” spytali. Niechętnie, ale zgodziłam się. „A czy możemy pogłaskać koniki w stajni?” „Nie radziłabym, niektóre z nich gryzą, szkoda, żeby dziecku stała się krzywda” – zawsze powtarzam to samo kłamstwo, żeby zapewnić koniom święty spokój. Matka dzieci spojrzała na mnie podejrzliwie, wzruszyła ramionami i stwierdziła „Oj, niech pani nie przesadza!”. Po czym zwartą gromadą, pomimo moich próśb o pozostawienie przed stajnią rowerka i wózka spacerowego, wparowali do stajni. I to nie byłoby wcale najgorsze, gdyby nie to, że wyciągnęli skądś worek z pieczywem tostowym i zaczęli karmić nim po kolei wszystkie konie w stajni. Po dziesięciu minutach udało mi się wyprosić rodzinę ze stajni, nie obyło się oczywiście bez krzyków i pretensji.  Zdążyłam odnieść sprzęt i wziąć konia na trawę. Kolejna rodzina. „Możemy dać jabłuszko?” „Nie, obowiązuje zakaz dokarmiania, przykro mi” „Przykro to jest mi i moim dzieciom!”, usłyszałam. Nie zdążyłam się dobrze obrócić, a kolejna rodzina razem z wózkami spacerowała po ujeżdżalni, dzieci wesoło rozrzucały cavaletti dookoła i grzebały rączkami w piachu wymieszanym z końskimi kupami.

I tym miejscu narodziło się w mojej głowie pytanie. Dlaczego nikt nie dokarmia psów będących z właścicielami na spacerze, dlaczego rodzice nie pozwalają dzieciom głaskać każdego napotkanego kotka i szczeniaczka, a w stajni urządzają rodzinom karnawał bezmyślności? Skąd wzięła się mania ciągłego dokarmiania koni jakby były bezpańskie i zabiedzone? Dlaczego laicy pomimo przebywania wśród ogromnych, silnych i temperamentnych zwierząt nie stosują się do zakazów i próśb, traktując wszelkie zalecenia jakby były wyssane z palca?

Przykłady głupoty ludzi, nawet tej ekstremalnej, można niestety mnożyć, ostatnio przyuważyłam koło pastwiska ojca kiwającego się posępnie z piwem w ręku, obok niego małe dziecko usiłowało zerwać trawę i przerzucić ją na pastwisko, niestety ze skutkiem takim, że dotknęło rączką pastucha. Kilka lat temu w żłobie jednego z koni rekreacyjnych znalazłyśmy pęto kiełbasy. Ostatnio jedna z matek oglądających konie z dziećmi wyciągnęła konia z boksu na korytarz bo chciała na chwilę wsadzić dziecko.
Ktoś powie brzydko – pozamykać stajnię w cholerę, problem się rozwiąże od razu. Z pewnych powodów – nie można. Pozostaje mi grzecznie upominać i prosić, może kiedy porozmawiam z setką osób, te przekażą tę wiedzę dalej – że nie ma potrzeby dokarmiana koni, że wchodzenie na elektryczne ogrodzenie nie jest mądre, że stanie w przejściu gdy konie są sprowadzane z łąki jest niebezpieczne. I niestety, póki nie zmieni się świadomość odwiedzających nasz ośrodek, kartki, zakazy i nakazy będą wciąż dowieszane, aż w końcu zginiemy nimi przysypani i obklejeni, jednakże z błogą świadomością, że zapewniliśmy koniom kolejny spokojny i bezpieczny dzień.

Komentarze (42)

Melisa (niezarejestrowany)4 lata temu

Z psami i końmi jest tyle samo nieporozumień od strony niekompetentnych ludzi :P "proszę nie głaskać po głowie" i plaaaask łapa na głowę. To jest po prostu chęć poobcowania ze zwierzętami, a nie wszystkich interesują odpowiednie sposoby na tą interakcję. Wszędzie można się z tym borykać.

DRA4 lata temu

Tak, tak postawmy zasieki wokół stajni, wieżyczki strzelnicze ze snajperami, zaminujmy podłoża i spuśćmy psy z łańcuchów. Tylko potem proszę nie utyskiwać, na brak zainteresowania szeroko pojętej publiczności wszystkim co związane z jeździectwem. Wszystko można ucywilizować, wystarczy tylko trochę dobrej woli, a nie systemów zakazów. Przypomina mi to dawne stawianie tabliczek "Nie deptać trawników", tak jakby trawniki były dla kosmitów.

DRA4 lata temu

Nieśmiało dodam jeszcze, że podanie jabłka koniowi powinno być karane obcięciem ręki, a naruszenie końskiej nudy, która trwa 23h/dobę publiczną chłostą na miejscowym Rynku.

Wera (niezarejestrowany)4 lata temu

Zróbmy z ludzi bestie które chwilą spojrzenia na konia sprawią mu ból i cierpienie. Jabłko spowoduje skręt jelit a kromka chleba operacyjną kolkę. Sama jestem w dużym ośrodku jeździeckim i często przychodzą ludzie chcąc pogłaskać konika, lub dać mu marchewkę. Zamiast odstraszać ludzi wystarczy powiedzieć jak mają sie zachowywać i gdy tego nie przestrzegą dopiero wyprosić. Może jedna z tych 4 osob postanowi po wizycie w stajni pojeździć konno i dać zarobić stajni pieniądze?

Kotbury (niezarejestrowany)4 lata temu

DO DRA Owszem, podanie jabłka uwiązanemu koniowi po sedacji powinno być karane obcięciem ręki. fajnie jest pisać, że wystarczy pouczyć... ale aby pouczyć wszystkich trzeba by stać przy koniu 24h/dobę a to nierealne. Piękną tabliczkę na boks zrobiła kiedyś koleżanka: - Nie karm mnie, jestem chory i mam specjalną dietę, gdy jem coś innego bardzo boli mnie brzuszek. Jeśli zaś chodzi o zakazy wchodzenia do stajni. Mówienie o nie niepokojeniu koni to rzeczywiście absurd ale jednak na tych korytarzach ludzie przeprowadzają, siodłają itd. ciężko robić to bezpiecznie gdy między końmi kręcą się osoby niemające pojęcia o pojęciu.

Forest (niezarejestrowany)4 lata temu

Agata tym artykułem pokazałaś swój brak empatii i zrozumienia. Nie trzeba od razu na kogoś krzyczeć i wyrzucać ze stajni, zamiast tego można np. poświęcić mu 2 minuty i na spokojnie podejść z nim do konia oraz wytłumaczyć czego nie powinno robić się w stajni, a co jest dozwolone. Nie pamiętasz jak ty zaczynałaś swoją przygodę z jeździectwem? Twój pierwszy kontakt z koniem? Każdy od czegoś musi zacząć. Pytasz "Dlaczego nikt nie dokarmia psów będących z właścicielami na spacerze, dlaczego rodzice nie pozwalają dzieciom głaskać każdego napotkanego kotka i szczeniaczka, a w stajni urządzają rodzinom karnawał bezmyślności? ", a ja myślę że sama znasz na to odpowiedź. Dla 99% społeczeństwa konie nie są zwierzętami, które spotykają na co dzień. Poza ty kojarzą się z pięknem i łagodnością. Pies czy kot dla tego 99% społeczeństwa "chleb powszedni", nic nadzwyczajnego, coś co po prostu od zawsze było obok nas. A samo dokarmianie zwierząt jest aktem raczej dobroci i wrażliwości, niż złości i nienawiści. We wszystkim trzeba znaleźć horacjański złoty środek. :) Pozdrawiam i życzę więcej cierpliwości, odrobinę mniej egoizmu oraz pychy i duuużo empatii! :) :)

Figaro57 (niezarejestrowany)4 lata temu

Problem polega na tym, że goście w stajni najczęściej nie chcą słuchać tego co się do nich mówi bo uważają, że wiedzą lepiej. Nie znaczy nie i tyle. A co do tego, że można by poświęcić kilka minut by oprowadzić rodzinkę z dziećmi po ośrodku to pracownicy stajni czy jeźdźcy nie są zatrudnieni jako przewodnicy turystyczni i mają swoje obowiązki do spełnienia. Koń to nie kanapowy piesek i niechcący może zrobić krzywdę a wtedy jest płacz i zgrzytanie zębami.

berni94 (niezarejestrowany)4 lata temu

A ja zgadzam się w zupełności z Panią Agatą. Ludzie robią co chcą i broń boże zwrócić komuś uwagę. Tylko jeśli cokolwiek stanie się ludziom odwiedzającym stajnie to właściciel ma problemy ! Nie wspomnę już o problemach jakie ma właściciel konia który zostanie" zbytnio dokarmiony" . Wyprowadzanie cudzego konia z boksu ? Co się dzieje z tymi ludźmi Przecież ile rzeczy może się stać !! Brak wyobraźni jest ogromnie alarmujący.

marta (niezarejestrowany)4 lata temu

Wera, ja pracuję w małej stajni, ale położonej obok restauracji. Codziennie wiele osób przewija się przez stajnię. Na drzwiach wejściowych wywieszony jest 10 punktowy regulamin (będąc na placu nie jestem w stanie w 100% pilnować porządku w stajni), przy czym każdy punkt jest krótko objaśniony- np dlaczego takie zachowanie może być niebezpieczne. Między innymi sprawa karmienia koni - KONIE MOŻNA KARMIĆ ZA ZGODĄ INSTRUKTORA. Mimo to masa osób karmi konie bez pytania. Gdyby to była jedna marchewka dla każdego konia... ok, niestety często jest tak, że worek marchwi dostaje koń, który się rodzince najbardziej spodoba, a reszta denerwuje się w boksach obok. Często ludzie przywożą i dają bez pytania "suchy chleb", a gdy ich na tym przyłapię odpowiadają "przecież nie jest posmarowany masłem, kupiłam dzisiaj rano". Włażenie do stajni gdy konie są czyszczone, sadzanie dziecka na czyszczonym przez kogoś koniu itp. Już nie wspomnę o tym, że boksy mają wyjście na stajnię jak i wyjścia angielskie (całe lato otwarte), więc jeśli można podziwiać konie bez wchodzenia do środka, to po co ludzie to robią? Stajnia to nie (darmowe) muzeum, tu się pracuje i uczy, a takie łażenie po stajni żeby sobie pooglądać jak co się robi, czy żeby pogłaskać konia przeszkadza zarówno mi- instruktorowi jak i moim jeźdźcom. Jeśli ktoś chce obcować z koniem zapraszam na jazdę.

Precel (niezarejestrowany)4 lata temu

Chyba czytający nie do końca autorkę zrozumieli. Jedno czy dwa jabłka zdrowemu koniowi nie zaszkodzą, ale kiedy zbierze się kilka ładnych wycieczek, gdzie każdy podaje jabłuszko czy dwa, to zmieni się to w kilogramy, a nie jakieś dwie sztuki. Hałas w stajni zawsze będzie - inne konie, codzienne czynności, ale czy nagłe ryki dzieci powinny mieć miejsce ? (o tak.. niektóre ryczą, nie krzyczą.. - gorzej niż jelenie na rykowisku, nie wiem skąd w tych małych gardłach tyle mocy :O) Kiedy ktoś zachowuje się karygodnie (proszę sobie dopisać co bardzo bardzo złego mogą robić gości s tajni), a prośby i ostrzeżenia nie pomagają, czasem zostaje tylko podniesienie głosu i niegrzeczne wyrzucenie delikwenta ze stajni. Wydaje mi się, że autorka raczej chciała przekazać jak bardzo mogą zaszkodzić niektórzy bezmyślni gości spoza stajennej ekipy, Ci którzy nie mają zielonego pojęcia jak zachowywać się kulturalnie wśród zwierząt, a już w ogóle jak zachowywać się w stajni. Chyba o tych przypadkach tutaj mowa.

DRA4 lata temu

Kotbury - pomijam ekstremalne przypadki, takie jak zakazy weterynaryjne, czy ogiery podczas kopulacji, ale jest ich ułamek promila. Chodzi mi o same podejście do osób chcących obcować z końmi "od święta", pokazać i przybliżyć te zwierzęta dzieciom itd. Jeżeli już poruszasz się w ekstremalnych przypadkach to bądź łaskaw zauważyć też taki fakt, że ostatnia głośna afera z karygodnym traktowaniem koni w pewnej kiedyś świetnej stadninie ujrzała światło dzienne tylko dzięki wrażliwości "normalnych" ludzi z zewnątrz, a nie dzięki służbom weterynaryjnym, czy ludziom pracującym przy tych koniach. Idąc Twoim tokiem myślenia można podejrzewać, że autorka ma coś paskudnego do ukrycia, skoro tak tępi wszelkie postronne osoby zakazując im jakiegokolwiek kontaktu z jej podopiecznymi. Ja nie mam az tak ekstremalnego myślenia.

koniara (niezarejestrowany)4 lata temu

Podpisuję się w pełni pod artykułem autorki. To co teraz dzieje się w stajniach rekreacyjnych, ignorancja, tupet, brak chęci nauczenia się czegoś nowego to norma u 98% tzw. przygodnych oglądaczy. Jak ktoś chce rozrywki i chce pokarmić i pogłaskać zwierzątka, niech idzie w odpowiednie miejsce. A jak ktoś przyjdzie na jazdę, to inaczej się zachowuje i ma jakiś cel, a nie dokarmianie koni tostami. Ośrodki j.konnej to miejsca dla określonej aktywności, a nie miejsca na zachowania opisane w artykule. Brawa dla autorki artykułu za odwagę w pisaniu prawdy, a niektórym życzę zdrowego spojrzenia i rozsądku, a nie udawania wielkiej tolerancji dla wszystkich i wszystkiego. Ps. Gdyby mi ktoś przygodny nakarmił konia (obojętnie czym), na pewno spotkałby się z ostrym zwróceniem uwagi, a nie cierpliwą empatią!

DRA4 lata temu

Wszyscy instruktorzy jazdy rekreacyjnej powinni gonić kijami na najbliższy przystanek PKS każdego kto chce zajrzeć do stajni ( dzieci powinny być gonione wolniej z uwzględnieniem wolniejszego przebierania nóżkami) , można też użyć bata, który jako środek edukacyjny jest zawsze pod ręką. Nie doradzam stosować do przeganiania ludzi orczyka ( zostawia zbyt trwałe ślady) ani wideł ( goniony może nie dobiec do PKS), wszystkie inne środki są dozwolone. Ma to tą zaletę, że można przy okazji sprawdzić sprawność fizyczną gonionych co pozwoli na wstępną weryfikację przy zapisach chętnych do nauki jazdy konnej, a i ruch instruktorowi się przyda, żeby miał lepszą kondycję na przyszłość. Przed gonieniem radzę nakazać opróżnić kieszenie delikwentowi, bo nam się może przydać marchew, jabłko czy kostka cukru - szkoda, żeby się zmarnowało.

Marianna (niezarejestrowany)4 lata temu

Znam ten problem z autopsji, sama stoję w dużej stajni i w sezonie letnim borykamy się z dzikimi tłumami turystów, którzy rozpełzają się po całym ośrodku. Na szczęście od rana do nocy nasze konie siedzą na pastwisku, które jest wystarczająco oddalone od ośrodka, by nikt tam nie zachodził, jednak problem pojawia się, gdy koń jest przygotowywany do jazdy. Sama pamiętam sytuację, w której zostawiłam konia przy koniowiązie i poszłam do stajni po jedną szczotkę. Nie było mnie przy koniu około 25 sekund, a jak wróciłam, to zobaczyłam, że mój biedny koń otoczony jest rodzinką z małymi dziećmi. Z przerażeniem ujrzałam, jak dwuletnie dziecko sięga malutką rączką w stronę wyszczurzonego pyska mojego konia. Szybko podeszłam do rodziny i nakazałam im się odsunąć. Bo wszystko jest fajnie, kiedy mówimy o miłych konikach. Ale akuratnie mój zwierz jest bardzo nieufny do obcych, w otwartej przestrzeni zazwyczaj zwyczajnie się od nich oddala, jednak uwiązany, a nie daj Boże w boksie - kiedy nie ma możliwości ucieczki - atakuje, głównie poprzez stawanie dęba i gryzienie. A ludzie nie mają wyobraźni, wydaje im się, że koniki tylko marzą, by pozawracać im gitarę. Owszem, niektóre tak, ale inne - w żadnym wypadku. I nie chodzi tu o to, że ja się boję o mojego konia, bo on sobie sam poradzi, ale to do mnie później będą pretensje, że trzymam potwora. Dlatego na moim boksie wisi kartka z informacją: uwaga, koń agresywny - zbliżanie się na własną odpowiedzialność. Bo cóż innego mi pozostaje?

Ron (niezarejestrowany)4 lata temu

Każdy może opisać po kilka ekstremalnych przypadków jakich był świadkiem z udziałem koni i NIEŚWIADOMYCH swojej niewiedzy przygodnych ludzi. I czego to dowodzi ? Nie wiedzieć, czy nie umieć to nic zdrożnego. To nie ludzie lgnący do koni są groźni, to nie te kilka jabłek danych przez "kibiców" konikowi jest szkodliwe. To tacy ludzie, którzy prezentują swoją wrogą postawę do "obcych" z zewnątrz są przerażający, to ludzi którzy zamiast zachęcać, nauczać i uświadamiać dzieci, czy dorosłych przeganiają ich ze stajni są szkodliwi i groźni dla jeździectwa jako takiego. Nie powinni mieć oni w ogóle dostępu do koni, ani pracować z młodzieżą. Pominę opisany fakt pozostawienia konia na zawodach przywiązanego do koniowozu i to w dodatku konia ze spaczonym charakterem, bo ręce opadają jak się człowiek dowiaduje, że na takie idiotyzmy stać jakiś debili i to w dodatku jeżdżących sportowo.

żurawina (niezarejestrowany)4 lata temu

Ludzi nigdy nie przeganiam, ale jak dzieci latają koło zadu czy zbyt nachalnie próbuję wciskać koniowi przygotowywanemu do jazdy trawkę to zdecydowanie reaguję, chociaż bez krzyków:) cały czas mam w pamięci przypadek, gdy jedno z dzieci z wycieczki przedszkolnej, trzymane na rękach przez rodzica, zdążyło dać koniowi cukierka w plastikowym papierku. Papierek przykleił się koniowi do ściany żołądka i zwierzak padł...

MKurowska4 lata temu

Bywając w Łódzkich (i nie tylko) stajniach rekreacyjnych sama mam ochote dokarmić te wychudzone chabety... Może C i" źli zwiedzający " poprostu nie mogą patrzeć na poodgniatane, wystające kręgosłupy, żebra widoczne przez skórę z kilometra i kłęby wysokosci polskich Tatr... Oczywiście mówię to z pewną ironią. Przy okazji mam nadzieje że chodż odrobinę dogryzłam tym u których koń marchew widzi tylko przy okazji odwiedzin "złych zwiedzających"...

DRA4 lata temu

Żurawina a potrafisz Ty większą i bardziej bezsensowną głupotę wymyślić niż papierek zabijający konia ? Wierzę, że tak bo widać wyobraźnię to Ty masz rozbudowaną, że ho, ho.

Natalia A. (niezarejestrowany)4 lata temu

DRA - mam nadzieję, że żartujesz :) Wyobraź sobie, że masz małe dziecko które jest alergiczne na orzechy i ktoś bez Twojej zgody podaje mu snickersa (przecież, to nic złego). Chyba jednak nikt o zdrowym rozsądku nie będzie wrzucał do czyjegoś wózka cukierków, czy wyciągał bez zgody rodziców dziecinę, bo chce je sobie obejrzeć!! Taka samowola, jest tak samo BEZMYŚLNA i NIEBEZPIECZNA wobec koni, jak i wobec dzieci (co według mnie powinno być oczywiste, a dla wielu nie jest). A o to czy konie się nudzą, czy nie powinni się martwić właściciele, a nie obce osoby. I nie sądzę, by Autorce chodziło o to, by zakazać ludziom wstępu do stajni ale o to, by zwrócić uwagę na brak zdrowego rozsądku i szacunku wobec naszych koni, jak i nas jeźdźców/ właścicieli. Co oczywiście może nas w konsekwencji do tak drastycznych kroków zmusić. A może to jest pomysł na tablicę: Nasza stajnia i nasz konie to, jak Twój dom i Twoja rodzina. Wymagasz szacunku i zasad, wobec tego co Twoje? My też!!

DRA4 lata temu

Natalio - napisałem wyraźnie że czym innym są przypadki weterynaryjne cz inne "pod specjalnym nadzorem" i takie można tu mnożyć w nieskończoność co nie zmienia faktu, że to promil koni. pomijam też konie sportowe, ale ich stajnie są zazwyczaj inaczej zabezpieczone przed ogółem. Ktoś wcześniej napisał że dawanie koniom kiełbasy, pomarańczy czy też namawianie dzieci żeby pogłaskały ładne tylne nóżki wynika ze zwykłej niewiedzy, niestosowne zachowania wobec koni też nie są ( pomijam ekstrema) oznaką braku szacunku do nich czy ich właścicieli/jeźdźców tylko dowodem na to jak przeciętny Kowalski mało wie. Uświadomienie jego w prosty i przystępny sposób nie zajmuje wiele czasu, ani nie wymaga tytanicznego wysiłku, a jedynie odrobinę dobrej woli. Autorka wyraźnie i po imieniu wytyka głupotę ludziom, którzy po prostu mają dobre chęci a jedynie nie wiedzą jak je spożytkować d;la dobra podziwianego przez nich konia. Chce ich zniechęcić do obcowania z nim mimo ich pozytywnych intencji. Ja jestem odmiennego zdania Tyle i tylko tyle.

Natalia A. (niezarejestrowany)4 lata temu

Ok, tylko teraz jak edukować ludzi którzy słuchać nie chcą? Którzy nie reagują? Jest regulamin, jasny i czytelny, a ludzie nadal go nie przestrzegają. Co wtedy?

DRA4 lata temu

Nie wiem skąd jesteś, ale jak widać stykasz się ze strasznie oporną materią, która przysparza Ci jak widać nie lada kłopotów i problemów. Goń ich więc kijami na najbliższy PKS, tylko zastosuj się proszę przy tym przeganianiu to wskazówek które zamieściłem kilka postów wyżej.

Nadia (niezarejestrowany)4 lata temu

Nooo to jest wkurzające. Ludzie nawet niekiedy nie pytają. Idę z psem a oni się schylają i zaczynają głaskać. A potem w ostatniej chwili odskakują wołając, że powinien mieć kaganiec i takie tam albo uśpić bo niebezpieczny. Konie w stajni też co chwilę dokarmiane. Potem nie da się wejść do boksu :/

Koniowata (niezarejestrowany)4 lata temu

Hmmm przyniosę swojemu koniowi marchewki, potem kilkoro dzieciaków dokarmi kolejnymi marchewkami i biegunka gotowa ! Uważam, że osoby które nie mają pojęcia o koniach nie powinny ich dokarmiać, ani przebywać koło nich. Mój koń np. nie toleruje dzieci. W ich obecności robi się niespokojny, nieufny. Również nie lubi być głaskany. Nie wszystkie konie to pupilki, które lubią być miziane. Nie raz spłoszył się i nadepnął mi na nogę. Uważam, że takie zakazy są zarówno dla dobra koni jak i osób, które do końca nie są świadome tego, że koń to duże i czasami niebezpieczne dla takich osób zwierzę.

Dorożka (niezarejestrowany)4 lata temu

DRA naprawdę zazdroszczę Ci utopijnego świata, w którym wszyscy stosują się do zasad i słuchają rad ;) Z doświadczenia wiem, że na niektórych po prostu nie ma innej rady niż agresywne zwrócenie uwagi. Mam na myśli ludzi , którzy i tak wiedzą lepiej, a pytanie "czy można ?" traktują jak formalność, bo i tak zrobią po swojemu. Im milej wytłumaczysz dlaczego czegoś nie powinien, czy nie można robić , tym milszą ripostę w stylu "mam Cię gdzieś", albo "przesadzasz" otrzymasz. Dodam , że spotykam ludzi z całego świata w ogromnym dziennym natężeniu i promil z nich w ogóle decyduje się zapytać czy można dotknąć konia, zaś cała reszta bandy(rodzice z malutkimi dziećmi, turyści, znawcy itd.) sama decyduje na co ma ochotę wobec konia. Zgadzam się z autorką artykułu.

koniasta (niezarejestrowany)4 lata temu

a więc u mnie w stajni była taka sytuacja, że koń dostał bardzo ciężkiej kolki, z której ledwo co się uratował, tylko i wyłącznie dlatego, że jakaś wesoła odwiedzająca koniki rodzinka postanowiła go nakarmić chlebkiem. Wchodząc do stajni bez niczyjej wiedzy, skarmili konika chlebkiem, nie suchym, po prostu chlebkiem, "przecież można, konie to jedzą". Następnego razu mała dziewczynka przyniosła worek zielonych, małych, kwaśnych jak cholera niedojrzałych jabłuszek dla koników. Więc jak najbardziej jestam za tymi wszystkimi zakazami, nakazami itd.!

OK (niezarejestrowany)4 lata temu

w części szwedzkich stajni jest surowy zakaz przynoszenia jakichkolwiek smakołyków czy działań wg własnej woli, nawet pomimo tego, że jesteś członkiem klubu :)

żurawina (niezarejestrowany)4 lata temu

DRA - to nie jest mój wymysł, tylko zdarzenie, które parę lat temu miało miejsce w stajni, gdzie mam konie. Podziwiam Cię za tak skrupulatne trollowanie ludzi pod niemalże każdym artykułem, mi by się nie chciało:)

stajniapodszybowcem (niezarejestrowany)4 lata temu

Mamy dokladnie takie same problemy a że ludzi z natury są głupi i nie umieją czytać to dużo do nieszcześcia nie brakuje. Zdarzył nam się idiota który próbowal dziecko na źrebaka posadzić do zdjęcia jak i również wieczne przypadki wchodzenia na padok do koni. Od takich debili nawet i murem się nie odgrodzi

popieram (niezarejestrowany)4 lata temu

Zgadza sie, do niektorych ludzi nic nie dociera. Sytuacja z zycia wzieta: wchodze do stajni, widze babke karmiaca czyms konie. Na pytanie czym karmi odpowiedziala " to chlebek, ale swiezy! wzielam dzisiaj ze sniadania!" (agroturystyka; na stajni tez jest wywieszony regulamin gdzie m.in. na czerwono pisze zeby nie karmic koni). A przykladow totalnej bezmyslnosci mozna by wymieniac i wymieniac.

Marina (niezarejestrowany)4 lata temu

Trzymam konia w stajni, gdzie jest rekreacja. Osobiście wali mnie to, że dzieci chcą pooglądać koniki i je nakarmić, nie życze sobie zeby ktoś wsadzał łapy do boksu mojego konia czy karmił go nawet marchewkami czy jabłkami, o spleśniałym chlebie nie wspomnę. Ludzie którzy wypisuja ze trzeba pozwalac na karmienie bo to "przejaw dobronci" to chyba nie maja swoich koni i nie wiedza, jak łatwo doprowadzić do skrętu jelit bo "dziecko chciało poznać majestat koni i je dokarmic". Ja przyzekłam że jesli jeszcze raz zobacze kogoś karmiącego mojego konia bez MOJEGO pozwolenia, to powieszę na ścianie obok boxu zdjęcie konia po sekcji zwłok po ciężkiej kolce, wtedy dopiero bedzie placz. Chcą ogladac - niech ogladaja, ale nie dotykaja i nie karmia. Pozdrawiam

Marina (niezarejestrowany)4 lata temu

Acha i nie wspomne ze przez głupie dokarmianie konie mają kopyta w fatalnym stanie i boksy w stanie rozkladu bo co ktos wejdzie do stajni to zaczyna sie kopanie w drzwi scianki dzialowe itp. zeby tylko cos dostac... Bardzo madry pomysl dokarmianie przez wszystkich bardzo!!!!

KAROL (niezarejestrowany)4 lata temu

Fakt dokarmianie jest złe, ale pamiętajmy bez tych tłumów wycieczek nas nie ma. Nie zapominajmy że z tych ludzi żyjemy.....

Coli4 lata temu

Dziękuję autorce, iż poruszyła ten problem. Trzymam konia w Ośrodku Jeździeckim, gdzie odbywa się wiele imprez, i przez to jest wiele ludzi, którzy nie mają codziennego kontaktu z końmi. Co mnie naprawdę denerwuje to, iż często rodzice puszczają dzieci, które szybko biegną pogłaskać konika, nie myśląc iż konik to może być knąbrny ogier, który kopnie lub ugryzie- o czym Ci ludzie myślą nie wiem, o bezpieczeństwie swoich dzieci chyba nie.... Mam spokojnego konia jeżeli widzę takie dziecko to proszę by stanęło by konik mógł je zobaczyć i wtedy spokojnie tłumaczę dlaczego nie wolno podbiegać do konia i zawsze trzeba poprosić o pozwolenie czy można ewentualnie go pogłaskać konia i jak się przy nim zachowywać, mojego spokojnego "wykładu" słucha przez to cała rodzinka i dzieci na koniec mogą go pogłaskać-wiele tych rodzin widzę później na spacerze i nie ma z nimi problemu, no ale niestety nie z wszystkimi.....szczególnie nastolatki jak i dorośli są wyjątkowo odporni na wiedze. Klaskanie przy boksach, gwizdanie, karmienie koni owsem, cukrem doprowadza mnie do szału, mimo że zwrócę delikatnie uwagę, słyszę "ja wiem jak obchodzić się z końmi bo kiedys jeździłam/jeździłem konno" tak ale po tym zachowaniu to sądzę, że szlify jeździeckie zdobywał na festynie, lub w wesołym miasteczku. Rozumiem, iż należy edukować ludzi i to się czasami też sprawdza, ale niestety trzeba też zamykać stajnie i wypraszać ludzi i wywieszać zakazy bo inaczej skończy się to żle przede wszystkim dla koni.

cavaliera4 lata temu

Zgadzam się z większością głosów w tej dyskusji - stajnie nie powinny być placem zabaw, lunaparkiem. Stajnia to miejsce odpoczynku koni i jako takie, powinno być zamknięte nie tylko dla przypadkowych gapiów i turystów, ale nawet dla zbyt rozentuzjazmowanych miłośników koni, szczególnie nieletnich. Nawet stały nieletni uczestnik zajęć w ośrodku bez nadzoru osoby dorosłej nie powinien przebywać w stajni/boksie z końmi sam. DRA i KAROL broniąc dostępu do koni dla wszystkich zapominają o tym, że koń powinien mieć miejsce w którym nie jest niepokojony, w którym może spokojnie odpoczywać. Z drugiej strony rozumiem, że większość ośrodków "żyje z ludzi". Nie zmienia to jednak faktu, że koń - żywe zwierzę ma swoje prawa. Zanim zaczniecie atakować tych co chcą stawiać zasieki i tabliczki - czy jest normalne by po warsztacie samochodowym spacerowali ludzie z dziećmi, bo maluch chce obejrzeć silniczek z bliska ? Czy ludzie wchodzą na zaplecza sklepów ? Czy wpuszcza się rodzinki z wózkami na wypielęgnowane murawy w ośrodkach sportowych, bo dzieci chcą popatrzeć z bliska ? NIE! Czy wymienione miejsca nie "żyją z ludzi" ? Żyją, ale BHP to podstawa, własność to rzecz święta, a w stajni oznacza to zakaz przebywania na terenie stajni osoby postronnej. Koń jest żywszy niż murawa, paczka chipsów czy zestaw kluczy, tym samym jest bardziej nieprzewidywalny i kompletną bezmyślnością jest pozwalanie na przypadkowe kontakty. Owszem - jak ktoś opłaca zajęcia, korzysta z ośrodka ponosząc koszty swojej pasji - oprowadzanie go po stajni, poznawanie z końmi, pełna obsługa mu się po prostu należą. Wtedy nie wiedzę problemu, że pod okiem instruktora nakarmi konia lub nawet dwa albo wejdzie do boksu. Instruktor może spokojnie poświęcać mu i dwie i dziesięć minut. Z tego własnie się "żyje" a nie z przypadkowych gapiów, po których częściej zostaje w ośrodku bałagan niż pieniądze (z których ośrodek "żyje").

internauta (niezarejestrowany)4 lata temu

Wiele osób ogólnie lubi dokarmiać zwierzęta. Taki sam problem jest też przecież w ogrodach zoologicznych gdzie odwiedzający dosyć często to robią. Na klatkach często są napisy zakazujące tego bo przecież zdarza się, ze po takim dokarmianiu zwierzęta chorują. Tak, że nie zdarza się to tylko w stajniach. A same stajnie są raczej własnością prywatną i nie powinny być dostępne dla wszystkich chętnych do wejścia.

Izzie (niezarejestrowany)4 lata temu

Wydaje mi się że dzieci które na prawde interesuje jazda konna i konie znajdą chwile żeby wyczyścić konia przed jazdą i później po jeżdzie zamyć, rozsiodłać, wyczyścić wędzidła ochraniacze itp a nie uciekać zaraz po jeździe zostawiając porozrzucany, brudny sprzęt. Ew. dać marchewkę, turystom którzy chmarami zwiedzają stajnie trzeba powiedzieć stanowcze NIE, wiele osób argumentuje tutaj że oni przynoszą dochód otóż moi drodzy jesteście w wielkim błędzie w stajniach takich rzadko znajdują sie dodatkowe atrakcje gdzie turysta taki może zostawić kasę, są to ludzie którzy najczęściej idąc na spacer wpadaja do stajni żeby zrobić sobie zdjecie z konikiem ale że to tylko zdjecie to po co konia wypożyczać na oprowadzanki czy umawiać sie na jazde i z tego wynikaja takie kwiatki jak wyprowadzenie koni z boksu czy też 'prosze nie głaskać tego konia bo gryzie -(dziecko) ale prosze zobaczyć nie gryzie mnie bo go oswoiłem' no przepraszam bardzo! a za szkodę odpowiada stajnia oczywiście. Jest jedna zasada, dobrze i miło, sympatycznie jest dopóki się coś nie stanie a jeśli wydarzy się jakieś nieszczeście wszystkiemu winna jest stajnia (mówie o właściciekach, instruktorach itp) wiec każdy powinien zrozumieć że chodzi o dobro ludzi a nie o 'widzimisię'.

DRAs (niezarejestrowany)4 lata temu

DRA , czy ciebie ktoś skrzywdził w dzieciństwie? Ciągle w ten sam sposób komentujesz wszystkie tematy .To jest już nudne . Zmień może Nick bo nawet nie czytając wiadomo co i jak napiszesz ,że warto pomyśleć o pomijaniu twoich wpisów . Czytanie ciągle samego bełkotu jest nudne . No ale jak ci to coś daje to pisz . Powracając do meritum , dziewczyna napisała może trochę w przejaskrawieniu ale jest faktem ,że w niektórych stajniach taki problem istnieje . Zwłaszcza jak przewija się dużo postronnych osób . Kiedyś w pewnej stajni , mój koń miał w żłobie kanapki z masłem i pasztetem , albo też ktoś otworzył boks ogierowi , takie rzeczy się zdarzają ..Dawanie koniom smakołyków w stajni i to jeszcze wybiórczo niektórym osobnikom też jest dla koni niekorzystne .Bieganie dzieci , które z natury nie potrafią spokojnie chodzić , też w stajni jest niepożądane . Jednak traktowanie każdego turystę stajennego jak intruza , źle świadczy o stajni i koniarzach tam urzędujących . Ludzie z reguły ze spokojem i zrozumieniem przyjmują uwagi co i jak należy robić a czego nie należy robić przy koniach , jeśli w samej stajni panuje ład i porządek a koniarze zachowują się ze spokojem .

Ruda (niezarejestrowany)3 lata, 11 miesięcy temu

W stajni w którejś kiedyś pracowałam regularnie pojawiała się grupka chłopców. Biegali, jeździli po stajni na rowerze, skakali po snopkach w stodole, nie raz trzeba było ich wyganiać z czyjejś przyczepy dla koni. Nie pomagały prośby ani groźby. Jak tutaj próbować coś wytłumaczyć... nie docierało... Moja cierpliwość się skończyła w momencie w którym przyłapałam ich na zabawie zapałkami w stodole... poprosiłam o natychmiastowe opuszenie terenu ośrodka i że nie chcę ich już więcej zobaczyć. Pomijam sytuację kiedy zdarzało się że koń nam uciekł i trzeba go było ganiać pomiędzy rodzinkami z dziećmi beztrosko przechadzającymi się po terenie. Popieram w 100% autorkę, na stajnie powinni wchodzić tylko Ci przychodzący na jazdę, lub chcący się na nią umówić.

Justyna Rudnicka1 rok, 4 miesiące temu

Od lat narzekamy na niski poziom polskiego jeździectwa etc, etc. Prywatne stajnie nie chcą i nie potrafią przyciągac postronnych osób które często od takiego jednego kawałka marchewki czy jabłka zaczynają swoją przygodę z jeździectwem. Ogólnie znane są osoby tkz. jeżdzące.... prywatne konie, sprzet i prywatne wygórowane mniemanie o sobie. Czy oprowadzenie rodziny z dzieckiem po małej stajni jest aż takim problemem ?? Niektórzy potrafią zrozumieć że koni się nie dokarmia a rak nie wsadza między kraty. Czy każda z osób która teraz chełpi się własnym koniem nie miała takich początków?? Dlaczwego nie pomóc innym ?? Nigdy nie wiemy kto i w jakim celu wchodzi na stajnie ...a może to przyszły mistrz który nie tylko dostarczy stajni pieniedzy ale też potrzebnego wszystkim splendoru ?? Jeśli kochamy konie to kochamy też ludzi którzy dzielą Nasze zainteresowania tym wyjątkowym jednak sportem. Nie zniechęcajmy innych tylko ich usiwadamiajmy i będzie dobbrze.

Nat (niezarejestrowany)11 miesięcy, 2 tygodnie temu

Zgadzam się z artykułem co do joty. Nikt mi nie wmówi, że dokarmiacze z dziećmi będą przynosić stajni korzyści bo może przyjdą na jazdę. Ja mam swoją stajnię zamkniętą. Klucze mają tylko Ci co trzymają swoje konie. Sprawnie odbywają się jazdy konne. Mimo wszystko konie mają siebie, stado i święty spokój. Nie mogę sobie pozwolić aby dokarmiane konie pokopały się o smakołyk bo o urazy nie trudno. W boksach maja czuć sie dobrze i bezpiecznie, a nie być niepokojone przez tlumy mięsożernych.

Katarzyna (niezarejestrowany)7 miesięcy, 3 tygodnie temu

Ludzie nie chca albo nie potrafią zachowywać się wśród zwierząt. Jeden typ próbował głaskac mojego konia na zawodach powożeniowych i miał pretensje, że nie może się przjechać bryczką, a jego dziecko ma autyzm. Współczuje serdecznie, zaprośiłam gościa do siebie do stajni. Nacieszyłby się, mam odpowiedniego konia dla takich dzieci, ale ten konkretny jeszcze 4letni ogier, pierwszy raz na takich zawodach. Odpowiedź jest prosta. Nie proszę Pana.

Dodaj komentarz



Wciśnięcie przycisku poniżej jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu komentarzy.