Bo w życiu trzeba kogoś kochać

Karolina Potera | 5 września 2013

Bo w życiu trzeba kogoś kochać

Sierpień dobiegł końca. Większość słonecznych godzin tego lata spędziłam w siodle lub starając się przełożyć zdobytą wiedzę medyczną na praktykę. Tej praktyki było dużo, więcej niż mogłam sobie wymarzyć. Wiele miejsc, wiele nowych ludzi i przede wszystkim koni.

REKLAMA

reklama

Koni, których historie za każdym razem uczą mnie czegoś nowego, niezwykłego o życiu. Koni tak różnych jak my sami. Miałam okazję zajmować się nimi w klinice, w stajni, w terenie. Były to zwierzęta w różnym stanie, nawet krytycznym. W niektórych przypadkach myślałam, że wszystko co wiem i co wiedzą wspaniali lekarze, z którymi pracowałam- zawiedzie. W sercu zawsze była nadzieja, która przełożyła się na wiele nieprzespanych nocy. Jednak zimna kalkulacja w głowie uczyła mnie przygotowywać się na najgorsze. Mieszanka tych dwóch czynników jest bardzo potrzebna. Pozwala trzymać emocje na wodzy, a jednocześnie dawać z siebie wszystko. Tym razem mieliśmy dużo szczęścia – udało nam się uratować wszystkie konie.

Niestety nie zawsze tak jest, a historie, w których medycyna nie ma nic do powiedzenia pozostają w mojej pamięci na zawsze. Zawsze jednak, niezależnie od tego, z jak chorym koniem pracuję, widzę w ich oczach tą samą mądrość i chęć życia. Silną pasję i więź, które dają siłę na więcej. Jest w tym jakaś magia. Konie mają różne charaktery, a praca z nimi w stajni, nie różni się zbytnio od leczenia ich. Podstawą jest zapanowanie nad końmi, chociaż wytłumaczenie im, że ta wielka igła, którą chcemy wbić im w szyję to coś dobrego, zdaje się czasami niemożliwe. Są konie, które podchodzą do nowych rzeczy i leczenia z całkowitym spokojem. Pozwalają zrobić przy sobie wszystko. Podobnie jak, niektóre młode konie, które zupełnie naturalnie przyjmują siodło. Inne uznają człowieka za najgorszego wroga i próbują odgonić go od siebie wszelkimi możliwymi sposobami. Dodatkowym problemem jest często ból, który odczuwa zwierzę, a któremu chcemy zapobiec. Takie konie wymagają szczególnej wiedzy, doświadczenia i cierpliwości. Takie sytuacje zagrażają bowiem już nie tylko samemu zwierzęciu, ale przede wszystkim ludziom. Dobrze jest mieć wtedy obok siebie osoby, którym się ufa. Lecząc konie i pracując z nimi należy być pewnych zachowań swoich współpracowników. O tragedię nie trudno. Do czego jednak zmierzam?

Wiele przypadków krytycznych przy których miałam okazję pracować zaskoczyło mnie. Nigdy do końca nie wiem czy to ból, czy po prostu nagłe zobojętnienie na bodźce sprawia, że konie w stanie krytycznym zaczynają w pewien sposób współpracować z człowiekiem. Jak by nagle zrozumiały, że nasze działania przynoszą im ulgę.
Wiem, że większość z was zasypie mnie teraz gradem krytyki i powie: Jak to? Koń nie rozumie! Co za bzdury, to zwierzę, które kieruję się instynktem i to ten instynkt karze mu się tak zachować. Leki, sedacja, brak bólu to wszystko prowadzi do tego, że koń kojarzy już sobie nas dobrze i wtedy zaczyna godzić się na nasze zabiegi....

Zgadzam się z tymi osobami i myślę, że tak jest w większości przypadków. Proszę mi
jednak wierzyć, że widziałam konie, w których oczach pojawiał się wyraz,  niema zgoda i prośba: ratuj mnie. Kiedy 3 raz tego dnia, podczas zakładania sondy wychudzony do granic możliwości ogier stoi spokojnie i patrzy na nasze poczynania i starania z dziwnym zrozumieniem w oczach. I nagle dudka, bez której nie było sensu podchodzić do tego konia nie jest już w ogóle potrzebna. Przy tych krytycznych przypadkach, z którymi miałam okazję do tej pory pracować zawsze pojawia się taki moment. Moment zrozumienia przez zwierzę, że umiera. I wtedy leczenie tego potężnego, silnego zwierzęcia, zamieniało się w współpracę. Wiem, że większość z nich nie miała siły już walczyć. Ale w sposobie w jaki na nas patrzyły, ja zawszę widzę tą chęć życia i przetrwania. Prośbę o ratunek. Zresztą nie tylko u koni. Dostrzegam ten błysk u większości zwierząt. Ten moment rodzącego się zaufania jest niepowtarzalny i wyjątkowy. Zawsze pomimo trudów dnia i skupienia nakłania mnie to do refleksji jak kruche i niewiarygodnie wspaniałe jest życie. Jak nie warto zmarnować najmniejszej jego nawet chwili. Jak wielką głupotą jest zmarnować je sobie ze strachu.

Ten zawód ma to do siebie, że codziennie ocieram się o śmierć i cierpienie. To spowodowało, że na niektóre rzeczy zaczęłam patrzeć inaczej. Wcale nie stałam się jakąś zagorzałą romantyczką. Nie. Twarde zasady i realizm są mi w życiu bardzo potrzebne. Dostrzegłam jednak sens w słowach chwytaj dzień. Zrozumiałam jak wielkie szczęście w życiu mnie spotkało, bo mam pasję i możliwość pracy z końmi. To te niezwykłe zwierzęta, sposób w jaki ulegają człowiekowi, w jaki dojrzewają, cierpią, zmieniają się- nauczył mnie trwać mimo przeciwności. Nie ważne jak bardzo w siebie zwątpię, jak bardzo pogubię się w życiu, czy jak bardzo czułabym się nieszczęśliwa – konie zawsze pomagają mi odnaleźć właściwą drogę. Przewartościowały mnie. Nauczyły więcej niż niejeden człowiek. Zasady, którymi one się kierują, to jak budują hierarchię w stadzie -są ponad czasowe i niedostępne dla wielu ludzi.

Tak wiele cierpienia tych zwierząt to nasza wina. Przypadki, do których doprowadziła ludzka głupota lub co gorsza sadyzm są dla mnie najtrudniejsze. W takich chwilach najtrudniej zapanować nad emocjami. Pomimo niewielkich rozmiarów jestem gotowa rzucić się na sprawcę, nie patrząc na otoczenie i obowiązujące zasady. Wiem, że to jednak nic nie da. Takim ludziom nie przetłumaczysz. Dlatego jedyne i najlepsze co mogę zrobić to zająć się koniem. Dla jednych konie są sposobem na życie, dla innych na wydawanie pieniędzy. Jedni właściciele podchodzą do koni wyłącznie materialnie, dla innych to członkowie rodziny. Przez ostatni rok wiele razy musiałam zadać sobie pytanie: Gdzie leży granica naszych działań? Człowieka, ratuję się zawsze, mimo wszystko i do końca. Zwierzę można uśpić. Jednak kiedy to zrobić? Kiedy uznać, że cierpienie zwierzęcia jest już na tyle duże, że nadszedł ten czas? Zwłaszcza kiedy w jego oczach widzimy zaufanie i chęć życia? To trudna linia. Zdaję sobie sprawę, że to pytanie jeszcze nie raz będę musiała sobie postawić, a co gorsza znaleźć na nie odpowiedź. Za każdym razem nie wiem jednak czy istnieje właściwa.

Mogłabym tu opowiedzieć wiele historii, medycznych przypadków- jednak nie taki jest mój cel. Chciałam tylko podzielić się refleksją, która od kilku miesięcy mieszka w mojej głowie. Konie są wyjątkowe. Życie wśród koni jest niezwykłe. Znalezienie ludzi, którzy dzielą z nami taką pasję jest niepowtarzalne. Nie ważne w jakiej dziedzinie i na jakim polu z nimi pracuję. Codziennie zaskakują mnie i uczą czegoś nowego. Są nieprzewidywalne pod każdym względem. Chciałabym również podziękować osobą, które w te wakacje pracowały ze mną, uczyły mnie i pozwalały odkrywać każdego dnia coś nowego. Mam nadzieję, że wrześniowe praktyki będą równie owocne. To wspaniała pula doświadczeń, która pomimo życiowych przeciwności każe mi zawsze trwać przy koniach. Bo koń to moja definicja pasji. Myślę, że wielu z nas. Dlatego istnieje ten portal, dlatego poznałam tylu ludzi, którymi kieruje wspólny cel. Na koniec chciałabym przytoczyć krótką rozmowie, która miała miejsce między mną, a pracownikiem jakieś budowy. Byłam wtedy wyjątkowo zmęczona, parę nie przespanych nocy, do tego doszły jakieś osobiste rozterki, słowem rzecz ujmując: ledwo stałam na nogach. Myślę, że było to dobrze widać. Prowadzałam wtedy na spacerze małego kucyka, który wzrostem dorównywał owczarkowi niemieckiemu. Przyjechał do nas w środku nocy, a resztę tej nocy spędziliśmy na ratowaniu go. To był nasz czwarty spacer tego dnia.

Robotnik krzyknął do mnie: Pani, na to co komu? Jeszcze go Pani prowadza, a taka wykończona? Ani jeździć na tym, ani to bryczki nie pociągnie... trawę może i skosi, ale ile nabrudzi przy tym...

Odpowiedziałam mu tylko: Do kochania proszę Pana, bo w życiu trzeba kogoś kochać.

Komentarze (8)

barbara (niezarejestrowany)3 lata, 4 miesiące temu

błędy, błędy, błędy...

Gall (niezarejestrowany)3 lata, 4 miesiące temu

Instynkt kara zachowaniem?

DRA3 lata, 4 miesiące temu

No bez przesady, tych błędów ortograficznych nie ma zbyt dużo, za to styl pisania fajny. Niestety szanowna pani Karolino jak dla mnie trochę za dużo w nim egzaltacji i mitologizowania konia, a za mało rzeczywistości. Ma pani oczywiście prawo podchodzić do tematu w sposób oderwany od rzeczywistości. Konie jak i inne zwierzęta często poddają się biernie różnym zabiegom, bo są zwyczajnie zmęczone cierpieniem, chorobą i otępiałe z bólu, a nie dlatego że ROZUMIEJĄ iż założona sonda, podany zastrzyk, czy czyszczenie żywej rany przyniesie im ulgę za kilka godzin, czy dni. Niestety nie mają zdolności do perspektywicznego pojmowania rzeczywistości. Wiem, wiem burzę takimi wpisami pojecie "mądrości" tych ładnych zwierząt, ale taka jest rzeczywistość, chociaż marzenia na pewno inne.

Weterynarz3 lata, 4 miesiące temu

Szanowna DRA ale Pani Karolina o tym pisze... i zdaje sobie z tego sprawę. Podkreśla to. Chodzi tylko o ten wyjątkowy moment i ja jako lekarz z wieloletnim doświadczeniem w pełni się z tym zgadzam. Bo czym właściwie jest rozum? Czy zwierzęta są go całkowicie pozbawione? Nie sądzę. W naszym życiu za dużo jest problemów, wymogów. ciągle musimy być twardzi, mieć siłę. To piękne mieć w życiu coś co nas motywuje i daje nam siłę na więcej. To dobrze, że są ludzie, którzy potrafią spojrzeć na to z szerszej perspektywy. Którzy w swojej pracy widzą jakiś sens. Ja myślę, że Pani Karolina doświadczyła tego magicznego momentu, który doskonale znają weterynarze. Walka o zwierzę, o życie jest czymś wyjątkowym. A realizmu? Proszę mi wierzyć przy godzinach spędzonych na tak ciężkiej i odpowiedzialnej pracy nie ma miejsca na fantazję. Proszę nauczyć się patrzeć na całość tekstu, a nie wyciągać pojedyncze zdania. I proszę się nie czepiać błędów, bo autor wysyła surowy tekst i zadaniem portalu i redakcji jest zająć się niedociągnięciami. Pani Karolina nie skończyła dziennikarstwa, czy polonistyki tylko studiuje medycynę, więc takie czepianie się uważam za przesadne.... jakoś który przez u nikt tu nie napisał.

DRA3 lata, 4 miesiące temu

Do Weterynarz - nie będę dyskutował ani z Tobą, ani z panią Karoliną na tematy weterynaryjne. Dlaczego ? Bo zwyczajnie mi nie staje .......wiedzy na ten temat. Mam ogromny szacunek do Waszego zawody i naprawdę jestem pewien podziwu dla ludzi pracujących w tej profesji. Czepiam się bo taka parszywą mam naturę, złośliwość płynie w mej błękitnej krwi, a wredny jestem od urodzenia. Mdli mnie też od słodzenia za wszystko bez krzty krytycyzmu. Mam też prawo do własnego osądu i dlatego napisałem, że tekst jest DLA MNIE zbyt egzaltowany i zbyt mitologiczny w niektórych miejscach dotyczących koni. A błędy ortograficzne ? Cóż zawsze będę twierdził, że albo ZDARZA się je popełnić czasami z roztargnienia, albo są efektem nieuctwa, albo zwykłego niechlujstwa, które jeśli występuje w pisaniu to też i w innych dziedzinach życia.

Weterynarz3 lata, 4 miesiące temu

Cieszę się DRA i szanuje Twoje słowa. Krytyka jest w życiu bardzo potrzebna to prawda. Pozdrawiam:)

DRA3 lata, 4 miesiące temu

Mimo mojego "czepialstwa" które jest wynikiem wrednego charakteru jaki zawsze bierze górę, muszę przyznać pani Karolino, że zawsze czytam pani teksty z wielką przyjemnością. Napawają one optymizmem, dają mi preteksty do zastanowienia się czasami nad własnym postępowaniem z koniem, jak i pozwalają mi spojrzeć z innej strony na pewne aspekty. Myślę, że czapka z głowy mi nie spadnie jak podziękuję za owe publikacje.

DRAs (niezarejestrowany)3 lata, 4 miesiące temu

Bardzo wzruszający artykuł. Jest w nim sama prawda o życiu , o koniach , o pracy weterynarza -lekarza od wszystkiego . Lekarzy od ludzi mamy tysiące . Setki profesji , specjalizacji i co nic .Zaden lekarz nie napisze tego samego o swojej pracy z ludźmi , ile się nauczył , że docenia teraz każdy dzień i że cieszy się z możliwości obcowania z ludźmi w ich cierpieniu , bólu i przyzwoleniu , współpracy ,zgody na ciężkie operacje , chemię itp sprawy . Matki umierającej , dziecka umierającego . Człowiek istota bardzo skomplikowana a nikt się nim nie zachwyca . Co więcej , niektórzy sami o sobie mówią że mają podły charakter i jeszcze są z tego dumni .Dlaczego o ludziach nikt nigdy nie napisał tak pięknie jak autorka o koniach ? Czyżby wrażliwy i spokojny człowiek mógł znaleźć tylko zrozumienie i rozumienie życia w kontakcie z koniem , psem a nie ludźmi ? Konie nauczyły mnie tego , tamtego , w koniach widziała to i tamto a w ludziach nie ? Te same uczucia są w ludziach cierpiących , zdanych na łaskę i niełaskę losu . Ale często jak się znajdzie jakiś altriusta , człowiek z empatią i chce pomóc to okazuje się że "cierpiętnicy " to zwykła hołota wykorzystująca dobroć a może naiwną wiarę w ludzi i chęć niesienia pomocy . Podczas gdy inni cierpią w zapomnieniu , poniżeniu bez żadnej reakcji otoczenia a nawet z piętnem słabości , choroby i beznadziei . Jak koń skazany na rzeż , jak świnie jadące Tirem do rzeżni , stłoczone żywe mięso . Kogo chcemy oszukać ? Gdy jedni są ratowani , inni idą pod nóz , młodzi , zdrowi , niczemu nie winni . Świat jest zbiorem sprzeczności z którymi człowiek sobie kompletnie nie radzi . Jakby nie było ludzi a konie wyszły by na wolność byłby to inny świat . To my tworzymy , nadajemy inną wartość zniewolonym przez nas koniom . One nas zasadniczo nie potrzebują . Co innego z psem . Siedzi sobie taki wypasiony na fotelu i ani myśli zamieszkać w polu na tak zwanej swobodzie . Pies to jest inna historia . A koń , mimo mego dla nich podziwu , szacunku , umiłowania - jest tylko przez nas eksploatowany . To stworzenie ruchu i przestrzeni . Szkoda naszych złudzeń . Koń nam służy jako zwierzę robocze , jest bardzo mądry - jednak to w ludziach winniśmy widzieć to co widzimy w koniach . Ale jest jak jest . Ja się nie dziwie autorce . Przy koniach można się zapomnieć i być na prawdę szczęśliwym człowiekiem . """ DRA nie czytaj bo to dla ciebie zbyt ciężki i niezroumiały tekst . No chyba że chcesz trollować to troluj jeśli to pozwala zachować ci jako takie zdrowie psychiczne .

Dodaj komentarz



Wciśnięcie przycisku poniżej jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu komentarzy.